Takiej historii już nie będzie

Z Piotrem Kraśko - reporterem "Wiadomości", który był w Watykanie, kiedy odchodził Jan Paweł II, o ostatnich dniach Papieża rozmawia Jan Drzymała

Już 1 kwietnia wieczorem abp Comastrii powiedział, że tej nocy Chrystus otworzy drzwi Papieżowi. Można było sądzić, że to już zapowiedź końca, a nawet, że Papież nie żyje. Jak udawało się opanować chaos informacyjny?

- Było dużo niepotwierdzonych plotek o śmierci Papieża. Dla mnie pierwsza pewna wiadomość przyszła od ludzi, którzy byli blisko Papieża i modlili się o spokojną, dobrą łagodną śmierć dla niego. Znałem też trochę Joaquina Navarro Valsa. Wydawał się osobą pozbawioną emocji. Nagle zobaczyłem Navarro Vallsa, który przerywa, ma łzy w oczach… To było poruszające. Jeżeli on tak reagował, to znaczy, że musiało być bardzo źle.

Plotki o śmierci Papieża mogły spowodować zamieszanie na całym świecie. Podobno prezydent Bush już 1 kwietnia szykował się do wygłoszenia specjalnej mowy pożegnalnej. Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej nie mogło tych pogłosek zdementować, żeby uspokoić nastroje?

- Były różne teorie. Jedna mówiła, że nawet jeśli Ojciec święty umrze, to Watykan przetrzyma tę informację do poniedziałku. Nie będzie ona podana w nocy, kiedy już jest po najważniejszych programach informacyjnych w Europie. Nawet gdyby Papież umarł, dowiedzielibyśmy się o tym dopiero następnego dnia około południa. Okazało się, że nie. Dowiedzieliśmy się od razu.

Co dla Pana było niezwykłe w odchodzeniu Jana Pawła II?

- Kiedy dzisiaj widzimy śmierć, to jest zazwyczaj śmierć na wojnie, śmierć okrutna. Nie ma lekcji umierania. To jest jedna z rzeczy, których dzisiejszy świat nie uczy. Nie ma takich opowieści o cierpieniu ludzkim. Są gdzieś ukryte, schowane. To była niezwykła lekcja zgodnego z naturą odchodzenia. Najpierw człowiek jest młody, silny, chce zawojować świat, potem siły odchodzą, słabnie i umiera. To była absolutnie niezwykła opowieść.

Dla mnie było niezwykłe też to, co się stało tuż po śmierci Ojca świętego. Ludzie, którzy byli przy nim, zaśpiewali Te deum. Uznali, że to jest chwila, kiedy trzeba podziękować Panu Bogu, że dał nam tak niezwykłego Papieża. To było bardzo poruszające.

W przekazach medialnych było mnóstwo emocji. Czy to nie wpłynęło też na późniejsze wydarzenia: okrzyki santo subito itd.

- Tak i nie mogło być inaczej. Dla wszystkich to była poruszająca historia… Ludzie mieli poczucie historyczności tej chwili. Zwyczajnie go uwielbiali. Widziałem to nie tylko w Watykanie. Widziałem to, kiedy byłem w slumsach meksykańskich, czy w Afryce, w miejscach niebywałej nędzy. Ludzie go po prostu lubili i emocje były nieuniknione.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg