Francja na górze błogosławieństw

Coś dobrego dzieje się z Francją. Pełne kościoły Paryża, nowe wspólnoty, żywa liturgia, radykalizm ewangeliczny, biskupi z duszpasterską wyobraźnią... Benedykt XVI odwiedza kraj coraz bardziej zmęczony ideologią „społeczeństwa bez Boga". Ma szansę trafić w oczekiwania wielu Francuzów.

Osłabienie Kościoła od wewnątrz było tylko pochodną ogólnej atmosfery kontestacji wszystkiego, co tradycyjne. Do tego doszło też narzucenie przez rząd francuski tzw. kontraktów szkołom z obowiązkowym laickim programem nauczania, także w szkołach katolickich. W ten sposób wiele placówek zaczęło tracić swój religijny charakter. Dzisiaj coraz więcej z nich rezygnuje z „kontraktów”. Około 25 szkół rocznie nie podaje się temu programowi, w sumie jest ich już 490. Ceną za zerwanie „kontraktu” jest pozbawienie państwowych dotacji.

Pan z „Matrixa”
Do dziś w świadomości wielu katolików francuskich pozostał wyraźny podział na modernistów i tradycjonalistów. Nawet jeśli obie szufladki nie mają wiele wspólnego ze złożonością problemów i postaw, taki mechanizm porządkowania rzeczywistości (czyt.: przylepiania łatki) we francuskim Kościele działa podświadomie. – Nawet to, czy jakiś ksiądz żegna się przed posiłkiem, czy nie – już jest sygnałem, gdzie go umieścić – mówi jeden z ksiezy. – Tak samo jest z noszeniem koloratki – albo ją nosisz i jesteś tradycjonalistą, albo nie i traktują cię jak modernistę – dodaje ksiądz. W księgarni katolickiej w łacińskiej dzielnicy Paryża przewijają się przedstawiciele różnych opcji. – Przychodzą do mnie i tradycjonaliści, i lefebryści, i bardziej postępowi – mówi zarządzający księgarnią Wojciech Golonka. – Mam wielu znajomych, którzy jak widzą na ulicy księdza w sutannie, to myślą, że ktoś kręci kolejną część „Matrixa” – dodaje. Bardziej wtajemniczeni wiedzą, że jeśli francuski ksiądz idzie w sutannie, to – według myślenia szufladkowego – musi to być tradycjonalista lub nawet lefebrysta. Podobnie jest ze znakiem krzyża na początku Mszy św. Zdarzają się jeszcze tacy, którzy boją się zacząć w tak „niemodny” sposób liturgię. Niektórzy księża próbują pomieścić się w jednej i drugiej szufladce. W jednym z paryskich kościołów młody ksiądz w taki sposób zaczął Eucharystię: - Drodzy bracia i siostry, zebraliśmy się tutaj, aby modlić się wspólnie w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, zatem zanieśmy do Boga nasze prośby... Znak krzyża został „sprytnie” wpleciony w całe wstępne przemówienie.

Wiosna nad Sekwaną
Zbyt wiele jednak rzeczy wydarzyło się w ostatnich dwóch dekadach, żeby o „najstarszej córze Kościoła” mówić ciągle jako o najbardziej niewdzięcznej. Wszyscy w Paryżu mówią zgodnie: Kościół zmienił się bardzo dzięki kard. Lustigerowi. Przed objęciem przez niego paryskiego arcybiskupstwa, w seminarium było maksymalnie 30 kleryków. W czasie jego posługi – nawet 130 kandydatów zaczynało co roku drogę do kapłaństwa. Lustiger nie mieścił się w przywołanych wyżej szufladkach: modernista lub tradycjonalista. – Na początku został źle przyjęty w Paryżu, bo był za bardzo radykalny, za bardzo ewangeliczny – opowiada ks. Stanisław Jeż, który znał kardynała osobiście. – On był inny, bo nie reprezentował typowej francuskiej mentalności kartezjańskiej, za to często wychodziła jego mentalność semicka. I to było jego bogactwem. Kiedyś powiedział dosadnie do zebranych starszych księży paryskich: z wami już nic nie można zrobić, musicie umrzeć, po was przyjdą młodzi. Miał odwagę to powiedzieć – dodaje rektor Jeż.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama