Światło dla Kościoła nowej ewangelizacji

O Korei, społeczeństwie, dynamicznie rozwijającym się Kościele i roli w nim świeckich mówi pracujący w tym kraju ks. Jarosław Kamieński.

Na ile religia jest obecna oficjalnie w życiu społecznym? Na ile można swoją wiarę manifestować publicznie, czy może jest ona spychana do sfery prywatnej?

- Kościół katolicki, podobnie jak inne religie, jest obecny w życiu społecznym. Katolików widać w miejscach publicznych, gdy obchodzone są święta albo gdy odbywają się modlitwy w intencji ofiar katastrof, jak to miało miejsce np. po zatonięciu promu Sewol w kwietniu br. Ponadto Kościół zabiera głos w ważnych sprawach społecznych i jest on słuchany. Przykładem mogą być niedawne protesty w dużej fabryce Samsunga, podczas których domagano się podwyżek i i poszanowania praw robotników. Na początku dyrekcja fabryki ignorowała protestujących. Ale sprawą zainteresowali się katoliccy księża, którzy przed bramą fabryki odprawili dla nich Mszę św. i wtedy sytuacja się zmieniła. Władze szybko zareagowały i pozytywnie załatwiły postulaty protestujących.

Koreańscy katolicy pięknie manifestują swoją wiarę na co dzień choćby przez to, że noszą na rękach małe i duże różańce i modlą się na nich na ulicy, w metrze, autobusach. Częste są sytuacje, że ludzie modlący się publicznie na różańcu są życzliwie pytani o to, czy są katolikami. Wtedy druga strona deklaruje również swój katolicyzm i mówi na przykład, do jakiego chodzi kościoła, do jakiej należy parafii. Także ja osobiście przez modlitwę na różańcu w miejscach publicznych poznałem wielu przyjaciół. A kiedy jeszcze powiedziałem, że jestem księdzem, to tym bardziej się otwierali i opowiadali o swojej drodze do wiary, kiedy przyjęli chrzest św., do jakiej katolickiej szkoły uczęszczali itp. Przez to widać, jaką radość sprawia Koreańczykom bycie katolikiem. Takie zachowania można zaobserwować także wśród tzw. "zimnych" katolików, określanych po koreańsku: "neng dam dża", którzy przyjęli Chrzest św., ale niespecjalnie praktykują swoją wiarę.

Koreańczycy i inne narody Azji inaczej od Europejczyków pojmują stosunek jednostki do wspólnoty, kładąc większy akcent na znaczenie narodu, społeczeństwa...

- Koreańczycy podkreślają bardziej wspólnotę i odpowiedzialność jednostki za naród. A z drugiej strony mają też w sobie wiele egocentryzmu w myśleniu i działaniu. Wynika to z klimatu społecznego, w którym odbywa się nieustanny „wyścig szczurów”. Od dziecka Koreańczyk jest nastawiony na rywalizację. Zresztą podobne zachowania są też u nas. Jeśli u nas na dobrą posadę jest kilkudziesięciu kandydatów, to w Korei jest ich kilkaset. Tylko najsilniejsi i najlepsi mogą ją otrzymać. Dam przykład z mojej szkoły, w której uczyłem się języka koreańskiego. Większość moich kolegów pochodziła z Azji i tam właśnie doświadczyłem wręcz chorobliwej rywalizacji. Pytałem siebie z ogromnym zdziwieniem: jak można rywalizować w nauce języka? Na przykład ktoś chwali się tym, że zdobył więcej punktów z testu. Dla mnie najważniejsze było opanowanie języka a nie ilość punktów. Nie mogłem zrozumieć tego tym bardziej, że w szkołach w Polsce, do których uczęszczałem, nie było ducha rywalizacji, ale raczej występowała współpraca i chęć pomocy. Podczas egzaminów pomagaliśmy sobie a nie konkurowali i cieszyliśmy się wspólnie ze zdanych egzaminów. Tam Chińczycy, Japończycy, Wietnamczycy, w tym nawet siostry zakonne, musieli być najlepsi.

Może to wynika także z tego, że będąc najlepszym zyskuje się społeczny prestiż i szacunek?

- Na pewno, gdyż dzięki wykształceniu i dobrej pracy zyskuje się wyższy status społeczny, którego nie wolno stracić, ale trzeba go utrzymać i piąć się w górę. Inaczej ma się skazę na godności i honorze, robi się więc wszystko, aby nie popełnić jakiegoś błędu, który mógłby zdyskredytować moją osobę w oczach innych. Czasami takie postawy przyjmują skrajną i chorobliwą postać.

Takie postawy chyba utrudniają też ewangelizację Koreańczyków. U podstaw chrześcijaństwa leży przecież miłość bliźniego, kształtowanie postaw pokory i miłosierdzia...

- Jest to pewna trudność. W kulturze koreańskiej żyje jeszcze wiele elementów konfucjanizmu i kastowości. Podczas różnych spotkań formacyjnych dużo mówimy o miłości Chrystusa, który tak ukochał człowieka, że złożył za niego ofiarę na krzyżu. Pokazujemy i tłumaczymy, że prawdziwa miłość ma też postać zakrwawionego i przybitego do krzyża Chrystusa: „katolicyzm to nie jakaś bajka dla elit”. Dla większości Koreańczyków ważne jest jednak to, by być zawsze ładnym i mieć np. białą skórę. Przypomnijmy, że w kulturze koreańskiej biała skóra automatycznie kwalifikuje człowieka do wyższej kasty. Stąd prawie wszystkie kosmetyki w Korei mają właściwości wybielające i rozjaśniające. A ktoś, kto nosi opaleniznę, może być uważany za mniej wykształconego. W Korei nie uświadczysz czegoś takiego jak solarium. Co więcej, aby się „uszlachetnić”, wielu Koreańczyków poddaje się także operacjom plastycznym.

Koreańczycy, podobnie jak inne narody azjatyckie, w większości wyrastają z tradycji konfucjańskiej i buddyjskiej, w której nie ma pojęcia transcendentnego Boga. Czy nie jest to nadal jedna z największych barier dla Koreańczyka, by przyjąć chrześcijaństwo?

- Na pewno Koreańczycy nadal są związani z panteistycznym i uczuciowym przeżywaniem swojej religijności. Np. gdy w chorobie proszą Boga o zdrowie i je otrzymują, to ich wiara wzrasta a gdy nie otrzymują daru zdrowia, to ona maleje albo ją w ogóle zawieszają lub nawet od niej odchodzą. W ten sposób "obrażają się" na Boga. Dlatego widzę konieczność pracy nad pogłębianiem wiary wśród Koreańczyków. Strona emocjonalno-uczuciowa musi być wzmacniana przez intelekt. Musimy pokazywać Boga, który bez względu na życiowe okoliczności kocha nas bezustannie. Musimy tłumaczyć, że chrześcijanin przyjmuje nie tylko dobre rzeczy ale musi zmierzyć się także z życiowymi niepowodzeniami.

Osoby duchowne cieszą się w Korei dużym prestiżem. Szacunek dla nich objawia się także w odpowiedniej formie języka...

- Do osób duchownych ludzie zwracają się z najwyższym szacunkiem. W szkole uczyłem się języka, którym operują ludzie w równym wieku. Po jakimś czasie zorientowałem się, że osoby zwracające się do mnie jako do księdza używają języka, którego nie bardzo rozumiem a były to formy wysoko grzecznościowe, których wówczas nie rozumiałem. Te zwyczaje językowe są nienaruszalne i wręcz święte.

Czy nie przeszkadza to duchownym w kontaktach z ludźmi, nie tworzy jakiejś sztucznej bariery?

- Koreańska młodzież, którą w ubiegłym roku zabrałem na Pieszą Sieradzką Pielgrzymkę do Częstochowy, po licznych spotkaniach z księżmi i biskupami, byli pozytywnie zaskoczeni. Sami powiedzieli, że „w Korei biskup jest traktowany jak u nas w Europie papież”. Osobiste z nim spotkanie nie należy do rzeczy prostych, aczkolwiek zdarza się trafić na hierarchę, zwłaszcza po studiach w Europie, który jest bardziej otwarty w kontaktach z ludźmi.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama