Zło dobrem zwyciężać? W tym jest siła

Kardynał Krajewski odwiedził ukraiński Kościół, dostarczając, na ile było to możliwe, potrzebną pomoc. Tym co widział podzielił się z papieżem Franciszkiem. Jego spojrzenie na ten ogrom cierpienia jest pełne nadziei.

- Nadzieja i pogoda ducha Ukraińców jest nieprawdopodobna przy całej tragedii jaka dotyka ich ojczyznę – mówi kard. Konrad Krajewski, który wrócił właśnie do Watykanu praktycznie z linii frontu. Na prośbę papieża Franciszka przez jedenaście dni odwiedzał biskupów, księży i siostry zakonne, którzy mimo zagrożenia życia nie opuścili swych placówek i pozostali z wiernymi, choćby to było zaledwie kilka osób, jak tego doświadczył w niektórych parafiach.

Z Watykanu do Charkowa papieski jałmużnik pokonał 5600 kilometrów, większość trasy samemu prowadząc samochód ponad miarę wyładowany pomocą humanitarną. Mówi, że ogromne odległości były największym wyzwaniem. Bez ochrony dojechał tam, gdzie nie dotarł dotąd żaden europejski polityk, dyplomata a często nawet dziennikarz. Wioząc pomoc żywnościową do strefy wojennej pod Zaporożem przeżył atak rakietowy, jednak zamiast się ewakuować dalej kontynuował swą misję.

– Oczywiście, że się bałem, bo każdy się bał. Pierwszy raz byłem w takiej sytuacji, kiedy wybuchały koło nas rakiety, kiedy wszystko wkoło się trzęsło i nie było wiadomo, gdzie uciekać. Jestem jednak pewny, że moje życie nie zależy ani od lekarzy, ani od wojsk rosyjskich, tylko od Pana Boga. Bardzo często powtarzałem sobie w tych dniach: „Bądź wola Twoja a nie moja”, bo kamizelka kuloodporna, którą miałem na sobie nie jest w stanie uchronić przed odłamkami rakiet – mówi kard. Krajewski. To była już jego czwarta misja na Ukrainie w czasie wojny, tym razem dotarł jednak do tych miejsc i ludzi najbardziej doświadczanych jej skutkami. Zachodnie media okrzyknęły go „bohaterem z Watykanu”, a dzięki jego wizycie wojna na Ukrainie znów wróciła na czołówki serwisów informacyjnych. Tym się bardzo cieszy, bo, jak mówi, nie możemy pozwolić, by wraz z upływem czasu ta tragedia została zapomniana.

- Największym przeżyciem były dla mnie spotkania z małymi wspólnotami. Niesamowite było jechać kilkaset kilometrów, żeby spotkać jednego księdza, dwie siostry i kilku wiernych. Wszyscy pełni nadziei, wdzięczni Opatrzności Bożej, za to, że żyją. Cieszą się każdym dniem, cieszą się każdą pomocą, nawet małą – mówi papieski jałmużnik. Podczas całej podróży towarzyszył mu bp Jan Sobiło z Zaporoża, który posługuje na tym terenie od wybuchu wojny w 2014 roku. Ze swą znajomością lokalnych realiów był doskonałym przewodnikiem i potrafił dogadać się z żołnierzami na punktach kontrolnych, by przepuścili ich dalej. Reakcje na ich przyjazd były nieprawdopodobne. Dzwonili z trasy mówiąc: „Jeśli ksiądz jest, jeśli siostry są, to za godzinę będziemy”. – Byliśmy u nich tyle ile było możliwe, pół godziny, godzinę. Modliliśmy się, rozmawialiśmy. Byli zaskoczeni, że Ojciec Święty o nich pamięta, że tak daleko kogoś wysyła. Dla nich było to nieprawdopodobne, czasem były i łzy – wspomina kard. Krajewski. Po drodze cały czas udzielał konkretnej pomocy. Rozdawał środki sanitarne przywiezione z Watykanu i fundusze przekazane na papieskie konto miłosierdzia. – Gdy wyjeżdżałem Ojciec Święty zlecił mi, bym każdemu zostawiał potrzebną ilość wsparcia – podkreśla. Swego busa nazywa „małym bankiem watykańskim na kółkach”. W wielu miejscach finansował m.in. piece zwane kozami, bo zima zbliża się wielkimi krokami a Rosjanie celowo niszczą elektrociepłownie. – Prosiłem księży i siostry, by jasno mówili o potrzebach. Moim zadaniem jest czynić, żeby konto Ojca Świętego było puste. Bo kiedy jest puste znaczy, że jest dobre, że pomogliśmy wielu także przeżyć tę zimę, która jest przed nami – mówi kard. Krajewski.  

Ten jeden z najważniejszych ludzi w Watykanie, kierujący Dykasterią ds. Posługi Miłosierdzia z prostotą wyznaje, że ujęła go wiara, nadzieja i pogoda ducha Ukraińców. – Jadąc myślałem, że to ja będę musiał ich pocieszać, dodawać nadziei, tymczasem to oni mnie budowali – mówi. Wspomina wizytę w szpitalu, gdzie byli żołnierze przywiezieni z frontu, mocno pokiereszowani, niektórzy cali w gipsie. Jeden z nich powiedział mu: „księże, ja niedługo wracam na front”. A nie miał nóg. – To jest nieprawdopodobna miłość do ojczyzny – mówi papieski wysłannik, który na bieżąco informował Franciszka o przebiegu misji i wysyłał mu zdjęcia z linii przyfrontowej. Dzięki niemu papież zobaczył sale tortur, gdzie Rosjanie znęcali się nad cywilami w Iziumie i ukryte w tamtejszym lesie zbiorowe mogiły.

Kardynał wspomina zaledwie 20-letnich żołnierzy, policjantów i strażaków, którzy z wielkim szacunkiem przeprowadzali tam ekshumacje. Skatowane ciała, często z zawiązanymi z tyłu rękoma, były wrzucone przez Rosjan bez jakiegokolwiek szacunku prosto w piach. – Ci chłopcy wyciągali je w całkowitym milczeniu, z niezwykłą delikatnością, jakby to były ich matki, siostry, bracia. To była celebracja misterium śmierci – mówi. Po oczyszczeniu z piasku, ciała ofiar wkładano do białych worków, w oczekiwaniu na identyfikację i godny pochówek. – Nieśli je tak jakby to była intronizacja bohaterów – wspomina kardynał. Wskazuje, że uderzyło go to, iż w tych młodych chłopcach, którzy w zwalającym z nóg fetorze wydobywali ciała nie było widać nienawiści, nie było widać chęci zemsty. Oni celebrowali tajemnicę śmierci, bo na tyle mogli pomóc. – Tam kolejny raz zrozumiałem siłę wezwania, by zło dobrem zwyciężać – mówi kard. Krajewski. I dodaje: „Jeśli żołnierze ukraińscy będą walczyć, ale nie będą się mścić, nie będą robili tego, co robią Rosjanie, to bardzo szybko zwyciężą”.

Jego przewodnik podkreśla, że dzięki obecności kard. Krajewskiego ludzie namacalnie doświadczyli miłości Ojca Świętego i jego ogromnej troski o Ukrainę. – Jałmużnik pięknie potrafił przekazać ludziom tę troskę – mówi bp Sobiło. Wskazuje, że kard. Krajewski zabrał do Watykanu obraz Ukrainy płaczącej, cierpiącej, poranionej i stojącej nad grobami swych bliskich, torturowanych i zakopanych w masowych mogiłach. Jak w Katyniu zabijanych strzałem w tył głowy. Jednocześnie zabrał obraz Ukrainy walczącej, mającej nadzieję i mimo wszystko wierzącej w zwycięstwo.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama