Nie tylko „Triangolo”

Raport na temat oskarżanego o molestowanie byłego kardynała McCarricka wywołuje dyskusje o działaniach podejmowanych w jego sprawie przez Jana Pawła II. Warto zastanowić się, czy doświadczenie prowokacji bezpieki mogło wpłynąć na sposób reagowania papieża na niesprawdzone informacje i plotki.

Ten problem sygnalizują autorzy raportu. W streszczeniu czytamy m.in., iż możliwe jest założenie, „że wcześniejsze doświadczenia Jana Pawła II w Polsce, dotyczące użycia fałszywych oskarżeń wobec biskupów w celu podważenia roli Kościoła, wpłynęły na jego skłonność do uznania zaprzeczeń McCarricka”. Ten pogląd jest rozwinięty w obszernym przypisie nr 580 na stronach 173–174 (wersja włoska). W tym kontekście warto przypomnieć prowokację, będącą częścią sprawy operacyjnej „Triangolo”, nierozszyfrowanej do końca operacji bezpieki przeciwko Janowi Pawłowi II.

Podrzucony „pamiętnik”

2 lutego 1983 r. do mieszkania ks. Andrzeja Bardeckiego, asystenta kościelnego w „Tygodniku Powszechnym” oraz przyjaciela Karola Wojtyły, zapukały dwie młode kobiety, w rzeczywistości funkcjonariuszki SB – Barbara Szydłowska i Barbara Borowiec. Pod nieobecność księdza otwarła im gosposia. Powiedziały jej, że przyszły z charytatywną paczką żywnościową. Podczas gdy jedna zajmowała gosposię rozmową, druga podrzuciła w pokoju niewielki pakunek. Później pożegnały się i wyszły. Czekał na nie dowodzący całą operacją kpt. Grzegorz Piotrowski, funkcjonariusz pionu IV SB i naczelnik Samodzielnej Grupy D, podejmujący wyrafinowane prowokacje przeciwko ludziom Kościoła. W niedalekiej przyszłości porywacz i zabójca ks. Jerzego Popiełuszki.

W podrzuconym pakunku znajdował się maszynopis tzw. pamiętnika Ireny Kinaszewskiej, sekretarki w „Tygodniku”, wieloletniej znajomej biskupa, a później kardynała Karola Wojtyły. Jego treść miała sugerować, że Kinaszewską z Wojtyłą łączył wieloletni romans. W rzeczywistości chociaż znajomość kard. Wojtyły z Kinaszewską była przez lata obserwowana przez bezpiekę, jej funkcjonariusze nie znaleźli w tym wątku niczego sensacyjnego. Kinaszewska dorabiała do pensji, przepisując wystąpienia i nagrania biskupa, a później kardynała. Do sprawy wrócono, kiedy kard. Wojtyła został papieżem. Plan operacyjny zakładał, że „pamiętnik” zostanie podrzucony do mieszkania ks. Bardeckiego, a następnie „odnaleziony” w czasie przeprowadzanej u niego rewizji. Miano także odurzyć Kinaszewską i nagrać kamerą jej wypowiedź potwierdzającą wersję „pamiętnika”.

Plan spalił na panewce. Tego samego dnia Piotrowski, wracając z imprezy w hotelu, gdzie wraz z jedną z funkcjonariuszek świętował sukces operacyjny, po pijanemu spowodował wypadek drogowy. Gdy przyjechała milicja, długo nie chciał ujawnić swej tożsamości. W końcu sprawa się wydała. Następnego dnia cały Kraków huczał od plotek, że ważny ubek z Warszawy rozbił się po pijanemu w centrum miasta. Ksiądz Bardecki po powrocie do domu, gdy usłyszał opowieść gosposi o wizycie „zespołu charytatywnego”, uważnie przejrzał mieszkanie. Znalazł „pamiętnik” i go zniszczył. Kiedy bezpieka przyszła zrobić u niego rewizję, niczego nie znaleziono.

Na celowniku bezpieki

Zapytałem dyrektora Muzeum AK w Krakowie dr. Marka Lasotę, który na podstawie dokumentów opisał okoliczności podrzucenia „pamiętnika”, czy takie wydarzenia mogły uczulić Jana Pawła II na wszelkie niesprawdzone informacje o charakterze obyczajowym, dyskredytujące jakiegoś kapłana. – Myślę, że znajdująca się w watykańskim raporcie sugestia, wskazująca na nieufność papieża wobec materiałów o charakterze plotkarskim, jako wynik doświadczeń wyniesionych z PRL, jest trafna – mówi dr Lasota. – Jeśli badamy okoliczności, w jakich funkcjonował jako metropolita krakowski, to widać, że ustawicznie był na celowniku bezpieki, organizującej wokół niego różne gry operacyjne, prowadzącej działania dezintegracyjne z wykorzystywaniem pomówień, odnoszących się także do jego znajomości z kobietami – dodaje. Wszystko to zaczęło się bardzo wcześnie, na początku lat 60. ubiegłego wieku, kiedy był biskupem pomocniczym w Krakowie. Dotyczyło to pracownicy „Tygodnika Powszechnego” i było przedmiotem różnych plotek i insynuacji w tym środowisku. – Ze wspomnień wielu świadków z tamtej epoki wynika, że biskup, a później kardynał Wojtyła był świadomy gier operacyjnych, jakie toczyły się wokół jego osoby. Zachował się m.in. stenogram z podsłuchu jego rozmowy z prof. Janikiem, w trakcie której mówi, aby nie poruszać szczegółów sprawy, gdyż jesteśmy podsłuchiwani. Był także konfrontowany z innymi prowokacjami wobec biskupów. Mam na myśli wydanie tak zwanego „Zielonego zeszytu” autorstwa współpracującego z bezpieką ks. Leonarda Świderskiego – opowiada dr Lasota. Książka opisywała rzekome wyuzdanie biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka. Miało to kompromitować biskupa, więźnia politycznego i krytyka komunizmu. Biskup Wojtyła, podobnie jak inni członkowie episkopatu, otrzymał pocztą egzemplarz książki przysłany z rozdzielnika bezpieki. Według dr. Lasoty Jan Paweł II, pamiętając tamte doświadczenia, mógł do niesprawdzonych informacji, kompromitujących jakiegoś kapłana, podchodzić niezwykle ostrożnie.

Jeśli zaś chodzi o spreparowanie „pamiętników” Kinaszewskiej, wydaje mi się, że celem była nie tyle kompromitacja papieża, ile doprowadzenie do skandalu, który miał spowodować, iż Jan Paweł II zrezygnowałby z przyjazdu do Polski. Zresztą sam minister Czesław Kiszczak nie ukrywał, że najlepiej byłoby, gdyby papież umarł. Wówczas problem pielgrzymki w 1983 r. rozwiązałby się sam. Papież domagał się wtedy zakończenia stanu wojennego i wypuszczenia wszystkich więźniów politycznych. Stawka pielgrzymki była więc ogromna. Dlatego, moim zdaniem, zdecydowano się użyć materiałów gromadzonych przeciwko kard. Wojtyle już od 1962 roku. Wtedy nie zostały operacyjnie wykorzystane. Jak stwierdził wysoki funkcjonariusz Wydziału IV w Krakowie Józef Schiller, były to informacje niewiarygodne, oparte na insynuacjach i plotkach. W 1983 r. sięgnięto jednak po nie, przygotowując prowokację w mieszkaniu ks. Bardeckiego.

Siła prowokacji

Zapytałem dr. hab. Filipa Musiała, dyrektora oddziału IPN w Krakowie, jakie znaczenie miały kwestie obyczajowe w działaniach operacyjnych podejmowanych wobec Kościoła przez organy bezpieczeństwa PRL. – Trzeba pamiętać, że Służba Bezpieczeństwa od końca lat 40. ubiegłego wieku aż do upadku PRL traktowała Kościół jako najpoważniejszego instytucjonalnego przeciwnika – podkreśla dr Musiał. – Przy jego zwalczaniu dozwolone były wszystkie metody. Dlatego kwestie obyczajowe w pracy operacyjnej miały duże znaczenie. Pozwalały na realizację dwóch rodzajów działań: kompromitowania danego kapłana w środowisku współbraci albo wśród wiernych. Jednocześnie mogły być przydatne do jego szantażowania, aby podejmował tzw. dialog operacyjny bądź współpracę z bezpieką – twierdzi.

W tym kontekście zapytałem dyr. Musiała, jaka jest wiarygodność informacji o charakterze obyczajowym w dokumentach bezpieki. – Ta ranga jest bardzo różna, w zależności od tego, z jakimi dokumentami mamy do czynienia. Bywają sytuacje, w których zarzuty o charakterze moralnym są prawdziwe i bezpieka wykorzystywała je do działań operacyjnych. Można to stwierdzić na podstawie różnych zachowanych dokumentów, np. planów operacyjnych. Natomiast są zapisywane w tych dokumentach również różne plotki czy insynuacje o niskiej wiarygodności. Bezpieka była bardzo wyczulona na te kwestie i łapała każdy trop, jaki w tym obszarze się pojawił. Takie informacje trzeba weryfikować na podstawie albo innych dokumentów, albo wiedzy pochodzącej z relacji świadków. Zdarza się bowiem, że pojawiające się w donosach informacje nie są prawdą, ale plotką czy pogłoską. Zapisane przez funkcjonariusza bezpieki nabierały urzędowego charakteru. Bezpieka starała się je weryfikować, ale nie zawsze to robiła, nie zawsze miała takie możliwości. Dlatego należy ze sporym dystansem podchodzić do tego rodzaju źródeł, a z pewnością nie można ich bezkrytycznie przepisywać i rozgłaszać jako sensacyjnego odkrycia.

Zapytałem dyr. Musiała, czy tego rodzaju operacja jak sfabrykowanie „pamiętnika” Kinaszewskiej była czymś wyjątkowym w działaniach bezpieki. – Rzeczywiście trudno byłoby znaleźć inne przykłady tego rodzaju działań. W tym sensie ta operacja miała wyjątkowy charakter i musiała być autoryzowana przez kierownictwo resortu. Natomiast nie było to działanie odosobnione – podkreśla dyr. Musiał. – Przypominam sobie podobne działania prowadzone wokół kapelana Solidarności ks. Adolfa Chojnackiego. Próbowano go kompromitować, m.in. wysyłając na adres jego parafii kartki pocztowe z roszczeniami alimentacyjnymi rzekomej konkubiny. Innym razem w parafii pojawiły się dwie kobiety i jedna z nich stwierdziła, że ma z ks. Chojnackim dziecko. Niestety, takie działania bywały skuteczne –dodaje dyr. Musiał. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama