Wieczny Rzym

O misji przy trzech papieżach opowiada prof. Hanna Suchocka, była ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej.

Andrzej Grajewski: W swej książce „Ambasador u trzech papieży” opisuje Pani specyfikę misji realizowanej przez 12 lat przy Stolicy Apostolskiej. Jakie jest znaczenie Stolicy Apostolskiej w relacjach międzynarodowych?

Hanna Suchocka: Specyfika ta jest osadzona w uniwersalności Kościoła. Misja bowiem nie jest realizowana przy Watykanie, to państwo-miasto nie jest podmiotem prawa międzynarodowego, ale przy Stolicy Apostolskiej, a więc centrum Kościoła katolickiego, którego widzialną głową jest papież.

Obecność ambasadora przy Stolicy Apostolskiej nie ogranicza się jednak do spraw kościelnych.

Oczywiście, że nie. W tej misji trzeba wyważyć proporcje pomiędzy kwestiami duchowymi i ziemskimi. Zagadnienia duszpasterskie są w gestii lokalnych episkopatów, a ich kontakty z papieżem i Stolicą Apostolską odbywają się poprzez nuncjuszy apostolskich działających w danym kraju. Ambasador reprezentujący władze państwowe swego kraju przy Stolicy Apostolskiej musi więc uważać, aby nie wchodzić w kompetencje, które są zastrzeżone wyłącznie dla biskupów. Zasadniczą rolą ambasadora jest analizowanie globalnego zaangażowania Stolicy Apostolskiej w najważniejsze procesy społeczne i polityczne współczesnego świata. Od wieków papieski Rzym odgrywał w polityce światowej ogromną rolę, nie tylko duchową. Podobnie jest dzisiaj z aktywnością Stolicy Apostolskiej na wielu płaszczyznach światowej polityki. Często ma to znaczenie dla państwa, które dany ambasador reprezentuje.

Jakie to płaszczyzny?

Najważniejsze to zaangażowanie Stolicy Apostolskiej w utrzymanie pokoju na świecie, misje negocjacyjne w przypadkach kryzysów, walka z ubóstwem, szeroko pojęte przestrzeganie praw człowieka, kwestia migracji oraz ochrony mniejszości narodowych i religijnych. To również dialog z innymi religiami oraz Kościołami chrześcijańskimi. Państwo polskie reaguje na wiele z tych kwestii i jest rzeczą istotną, aby znało stanowisko Stolicy Apostolskiej i uwzględniało je przy podejmowaniu własnych, suwerennych decyzji.

Miała Pani wrażenie, że te opinie i analizy były w kraju brane pod uwagę?

W zasadzie tak, chociaż zależało to od tego, jak w MSZ postrzegano punkt ciężkości danej sprawy. Wydaje mi się, że np. analizy dotyczące relacji Kościołów prawosławnych na terenie Rosji czy Ukrainy ze Stolicą Apostolską były uważnie czytane i wzbudzały zainteresowanie. Oczywiście zdarzało się, że niektóre kwestie były w Watykanie postrzegane w inny sposób aniżeli w Warszawie. Tak było na przykład w czasie wojny w Iraku w 2003 r., przeciwko której stanowczo wypowiadał się Jan Paweł II, przestrzegając przed wszystkimi jej konsekwencjami. Władze polskie podjęły wtedy decyzję, aby wesprzeć siły koalicji w Iraku.

W moim przekonaniu zaangażowanie się w iracką awanturę było działaniem krótkowzrocznym, niezgodnym z polską racją stanu. Nie wynieśliśmy z tego żadnych korzyści, otwarcie zlekceważyliśmy apele Jana Pawła II w tej sprawie.

Dzisiaj, po latach, wiemy, że decyzja o uderzeniu na Irak została podjęta przez Biały Dom na podstawie wadliwych analiz i nie przewidziano wszystkich długookresowych jej skutków. Piszę o tym w swej książce. Wyjaśniam, że na decyzję o zaangażowaniu polskich wojsk w Iraku miał wpływ również fakt, że niewiele wcześniej staliśmy się członkiem NATO. Czuliśmy się zobowiazani do wypełnienia powinności wobec naszych sojuszników. Byłyśmy lojalni wobec tak ważnego partnera, jakim dla Polski są Stany Zjednoczone. Oczywiście Jan Paweł II, choć mocno już wtedy schorowany, z ogromną siłą, nawet pasją, zaangażował się na rzecz zapobieżenia tej wojnie. Realizowanych z takim rozmachem działań dyplomacji Stolicy Apostolskiej na rzecz uchronienia świata przed wojną ani wcześniej, ani później nie zauważyłam.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |