Papież zmartwychwstawał wielokrotnie

Prof. Jan Grosfeld: Śmierć jest zwyciężona. Zabił ją Jezus Chrystus. Żaden człowiek nie byłby w stanie tego uczynić. Ale zawsze, gdy umiera ktoś bliski, staje przed nami to pytanie: Czy to jest prawda??? Czy rzeczywiście ten człowiek, którego zwłoki tu leżą, przeszedł do życia w innym świecie? Ja wierzę, że przeszedł. Ale mimo to obserwowanie Papieża przenoszonego na marach do Bazyliki św. Piotra było dla mnie wstrząsającym, potężnym przeżyciem. Nie mogę powiedzieć, że radosnym. Ale wiem, że Pan Bóg nie działa w sposób natychmiastowy. Nie jest tak, że jeśli mam w sercu smutek, to zaraz będzie w nim radość. Nie. Radość przyjdzie wtedy, gdy będzie to dla mnie dobre. Pan Bóg wie, kiedy. Ostatni czas przeżywam właśnie w takich nieustannych „przejściach”. O godzinie 14 jestem zniszczony i płaczący, o 17.20 odzyskuję siły i wiarę, co nie znaczy, że za kilka godzin nie będę znów płakał…

Dziennikarze w telewizji pytali Pana o Papieża, a Pan opowiadał o Dawidzie. Pytali dalej, a Pan mówił o Abrahamie. Tak, jakby Jan Paweł II był żywcem wyjęty z Biblii…
– Bo Biblia trwa nadal! Staram się przeglądać w Biblii, tak jak pierwsi chrześcijanie, jak Żydzi. I choć mi to ciężko idzie, Pan Bóg upomina się o mnie i mówi: – Spójrz na swe życie przez Słowo, rozpoznaj się w nim. Bo Biblia nie jest książką, która stoi na półce. Ona żyje. Jej słowo wypełnia się dzisiaj. Ale nie w ten sposób, że nagle, jak się naiwnie wierzy, teraz ludzie staną się lepsi. Nie lubię tego wartościowania, kto jest dobry, kto lepszy. Wchodząc w Biblię, odnajdujemy głębię swojego życia. Czy po śmierci Papieża jestem lepszy? Nie. Mam przecież taką samą skłonność do grzechu. Robienie moralizmu z chrześcijaństwa, wołanie: „Popraw się!”, to jest jakieś horrendalne pomylenie z poplątaniem.

Otwiera Pan Biblię i widzi Jana Pawła II. Dlaczego?

– Bo Słowo zawsze szuka spełnienia, szuka ludzi, którzy je spełnią. Słowo szuka serc, w których może usiąść, rozgościć się. W sercu Papieża mogło usiąść. Dlatego spotkania z nim przemieniały ludzi. Nawet Fidela Castro. Jaki by nie był, jak by instrumentalnie nie traktował pielgrzymki Jana Pawła II na Kubę, to przecież słowa Papieża go dotykały. Ale to nie Papież poruszał: to Duch Święty, który w nim rozpostarł swój namiot. Proszę zobaczyć, jak Gorbaczow został poruszony przez Papieża. Co wpływa na nich, na nas? Dotyk świadectwa wiary, nie moralność.

Wróciłem właśnie z Mszy dla kibiców śląskich drużyn. Kibole Ruchu Chorzów, GKS-u, Górnika podawali sobie ręce. To nowość. Księża podchodzą do nich „z pewną taką nieśmiałością”, nie rozumieją często ich języka. Był Pan świadkiem spotkania Papieża z więźniami w Płocku. Jak on z nimi rozmawiał?

– Przyszli nieufni, siedzieli otępiali. To był spęd, jeszcze jedna impreza, na którą ich zwołano. Nagle Papież wszedł i… rozbił tę atmosferę. Oderwał się od obstawy i wszedł miedzy więźniów, w sam środek rzędów krzeseł, ściskając, obejmował. A mnie dotknęła wtedy ogromnie ważna rzecz. Co się dzieje z więźniami? Osadzeni mówią: jesteśmy niewinni.

A przecież większość jest winna i to bardzo poważnie. A Bóg nie może dotrzeć do człowieka, który mówi o sobie, że jest niewinny, bo Pismo wyraźnie stwierdza: „Wszyscy zgrzeszyli, a kto mówi, że nie ma grzechu, jest kłamcą”. I dlatego gdy widzimy ludzi wyznających swój grzech, to znaczy, że przyszła moc z nieba. Ja widziałem twarze tych więźniów: byli zdumieni, że ktoś taki przyszedł do nich. Bo oni, choć udają, że są niewinni, uważają się w gruncie rzeczy przecież za margines społeczeństwa, za nic. Sam fakt, że przyszedł Papież, spowodował, że wielu z nich zobaczyło swój grzech. Klękali i płakali. Niektórzy przeżyli prawdziwe nawrócenie. Czytałem ich świadectwa, rozmowy z nimi. Kilku się nawróciło, nie wszyscy. Bo masowo nie można się nawrócić…

Teraz, podczas umierania Jana Pawła II i żałoby po nim, wyzwolone zostały ukryte nas w moce dobra. Bóg wprawił nas w ruch, jak Abrahama. Gdy On przechodzi, może poruszyć cały lud. Ale nawrócenie zawsze ma wymiar indywidualny. Bóg zawsze przechodzi przez wnętrze osoby. Nie wiemy, jak liczne będą owoce śmierci Papieża, ale teraz dzieje się coś pięknego. Dostojewski powiedział: „Piękno zbawi świat”. Tym pięknem jest Bóg żywy i Jezus Chrystus zmartwychwstały. Polacy, ale też Włosi i mnóstwo ludzi w innych krajach, zostali wyrzuceni z siodła, ze swoich przyzwyczajeń, z beznadziejności, pasywności. Bóg przez paschę Jana Pawła II, o której pisze on w swym testamencie, dał nam możliwość ujawnienia jedności, spontaniczności, nadziei. Wbrew temu, co się mówiło w mediach, a także wbrew wielu moralistom i frustratom, że ludzie są zniechęceni, a młodzi nie żyją wartościami. Widać, że natura ludzka nie jest zniszczona do końca, także w Polsce. Co jednak pozostanie z tego ogromnego ruchu? Nie wiem. Ale widzę, co się stało z Izraelitami, którzy wyszli z Egiptu. Przecież do ziemi obiecanej weszło tylko dwóch z nich! I nawet nie Mojżesz. A gdzie reszta?

Co będzie owocem tego narodowego zrywu?

– Raczej nie ujrzymy masowej zmiany mentalności i życia społeczeństwa. Ale myślę, że będzie wiele bardzo poważnych nawróceń. Bóg weźmie sobie kolejnych ludzi, którzy staną się solą ziemi. Może będzie ich niewielu, ale przecież, gdy zupa będzie zbyt słona, to kto ją zje?

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama