Duch Święty zawsze doda nam odwagi i sił do marzeń

Przemówienie papieża Franciszka podczas spotkania z rodzinami w Tuxtla Gutiérrez 15 lutego 2016 r.

Duch Święty zawsze doda nam odwagi i sił do marzeń   CTV Myślę, właśnie to właśnie pragnie czynić Duch Święty pośród nas: przydawać odwagi Publikujemy polski tekst papieskiego przemówienia. Tekst bazowy, przygotowany do wygłoszenia, został uzupełniony na podstawie tłumaczenia angielskiego i włoskiego dostępnych na stronie watykańskiej oraz fragmentów podanych przez Radio Watykańskie. Fragmenty dodane przez papieża zaznaczono kursywą.

Drodzy bracia i siostry,

Chcę podziękować Bogu za to, że jestem dziś na tej ziemi stanu Chiapas. Dobrze jest być na tej glebie, dobrze jest być na tej ziemi, dobrze jest być w tym miejscu, które dzięki wam ma posmak rodziny, ogniska domowego. Dziękuję Bogu za wasze twarze i za waszą obecność, dziękuję Bogu za to, że Jego obecność tętni w waszych rodzinach. Dziękuję również wam, rodziny i przyjaciele, że obdarzyliście nas swymi świadectwami, że otworzyliście przed nami drzwi swych domów, drzwi swego życia; że pozwoliliście nam być przy swych „stołach”, dzieląc się chlebem, który nas posila i potem w obliczu codziennych trudności. Chlebem radości, nadziei, marzeń i potem w obliczu goryczy, rozczarowań i upadków. Dzięki za to, że pozwoliliście nam wejść do swych rodzin, do swego stołu, do swych domostw.

Manuelu, zanim podziękuję za twoje świadectwo, chciałbym podziękować twoim rodzicom, którzy uklękli przed tobą trzymając papier, który miałeś przeczytać. Co za uderzający obraz! Oboje rodzice na kolanach przed synem, który jest chory. Nie zapominajmy tego obrazu! Później czasem się pokłócą... Ale którzy małżonkowie się nie kłócą? Tym bardziej, gdy włączy się teściowa, le to nie ma znaczenia. Oni pokazali nam, że kochają się nawzajem, i z tej miłości mogli uklęknąć przed chorym synem. Dziękuję przyjaciele za to świadectwo, które daliście, i zachęcam: idźcie dalej. Dziękuję Ci! Manuelu, dziękuję ci za twe świadectwo, a zwłaszcza za twój przykład. Spodobało mi się to wyrażenie, którego użyłeś: „przydać odwagi (echarle ganas) jako postawę, jaką zająłeś po rozmowie ze swymi rodzicami. Zacząłeś przydawać odwagi życiu, przydawać odwagi swojej rodzinie, przydawać odwagi przyjaciołom i przydawać odwagi także nam tutaj zgromadzonym. Myślę, właśnie to właśnie pragnie czynić Duch Święty pośród nas: przydawać odwagi, obdarzać nas motywami, aby nadal stawiać na życie, marzyć i budować życie, które będzie miało posmak ogniska domowego i rodziny.

I o tym zawsze marzył Bóg Ojciec i o to od najdawniejszych czasów walczył. Gdy wydawało się, że wszystko zostało stracone tamtego wieczoru w ogrodzie Eden, Bóg Ojciec przydał odwagi tej młodej parze i powiedział jej, że nie wszystko zostało stracone. Gdy Lud Izraela czuł, że nie podoła już w drodze przez pustynię, Bóg Ojciec zmotywował go manną. Gdy nastąpiła pełnia czasów, Bóg Ojciec przydawał odwagi ludzkości na zawsze, dając nam swego Syna.

Podobnie my wszyscy, którzy tu jesteśmy, doświadczyliśmy, że w wielu chwilach i w różnych postaciach Bóg Ojciec przydał odwagi naszemu życiu Możemy zadać sobie pytanie: dlaczego? Ponieważ nie może czynić inaczej. Może nam przydawać odwagi, ale dlaczego? Albowiem Jego imieniem jest miłość, Jego imieniem jest bezinteresowny dar, Jego imieniem jest poświęcenie się, Jego imieniem jest miłosierdzie. Wszystko to nam pozwolił poznać z całą mocą i jasnością w Jezusie – swoim Synu, który oddał całe swe życie do końca, aby stało się możliwe Królestwo Boże. Królestwo, które wzywa nas do udziału w tej nowej logice, które uruchamia dynamikę zdolną do otwarcia niebios, zdolną do otwarcia naszych serc, naszych umysłów, naszych rąk i wytyczać przed nami nowe horyzonty. Królestwo, które ma smak rodziny i które ma smak życia dzielonego z innymi. W Jezusie i z Jezusem królestwo to jest możliwe. On może przemieniać nasze bardzo często rozwodnione spojrzenia, działania, uczucia w weselne wino. To On jest w stanie uzdrawiać nasze serca i zapraszać nas po raz kolejny, siedemdziesiąt siedem razy do rozpoczynania na nowo. To On jest w stanie czynić zawsze wszystko nowym.

Poprosiłeś mnie, Manuelu, abym się modlił za wielu młodych, zniechęconych, przeżywających trudne chwile. Wiecie o tym? Nie? Wielu młodych jest bez zapału, bez sił, apatycznych. I – jak to dobrze ująłeś Manuelu – często postawa ta rodzi się stąd, że czują się osamotnieni, bo nie mają z kim porozmawiać. Pomyślcie o waszych ojcach, pomyślcie o waszych matkach, czy rozmawiają ze swoimi synami i córkami? Albo czy zawsze są zajęci, zmęczeni, czy robią coś wspólnie ze swoimi synami i córkami? To przypomniało mi świadectwo, jakie przekazała nam Beatriz. Powiedziałaś Beatriz: „zmaganie zawsze było trudne z powodu niepewności i samotności”. Jak często czułaś się naznaczona, osądzona, «to ta». Pomyślmy o tych wszystkich ludziach, tych wszystkich kobietach, które przechodzą przez to, przez co przeszła Beatriz. Nietrwałość, niedostatek, częsty brak minimum niezbędnych środków, mogą budzić w nas rozpacz, mogą sprawiać, że odczuwamy silny niepokój, gdyż nie wiemy, co robić, aby iść naprzód, a tym bardziej, jeśli mamy na utrzymaniu dzieci. Brak bezpieczeństwa zagraża nie tylko żołądkowi (a to już wiele znaczy), ale może też zagrażać duszy, może nas deprymować, pozbawiać sił oraz kusić drogami lub alternatywami pozornych rozwiązań, które jednak ostatecznie niczego nie rozwiązują. A ty byłaś dzielna, Beatriz, dziękuje ci! Istnieje taki rodzaj braku bezpieczeństwa, który może być bardzo niebezpieczny, który może się do nas wkraść, choć nie zdajemy sobie ze tego sprawy i jest to brak bezpieczeństwa, rodzący się z samotności i izolacji. Izolacja zaś jest zawsze złym doradcą.

Manuel i Beariz oboje użyliście, nie zdając sobie z tego sprawy, tego samego określenia, oboje pokazujecie, jak często największą pokusą, z jaką się stykamy, jest „zagubienie się w samotności” a postawa ta wcale nie przydaje nam odwagi i jak mól znieczula nam duszę.

Tę niepewność i izolację, która czyni nas podatnymi na liczne pozorne rozwiązania – o czym wspomniała Beatriz – trzeba zwalczać na różnych szczeblach. Jednym z nich jest ustawodawstwo, które winno chronić i zapewniać minimum środków niezbędnych do tego, aby każde domostwo i każda osoba mogły rozwijać się poprzez naukę i godną pracę. Drugim jest to, co słusznie podkreślili w swoich świadectwach Humberto i Claudia, gdy mówili nam, że szukali sposobu przekazywania miłości Boga, której doświadczyli służąc i pomagając innym. Prawo i zaangażowanie osobiste są dobrym dwumianem, aby przerwać spiralę niepewności. I wy to podejmujecie, wy się o to modlicie, wy jesteście z Jezusem, wy jesteście zintegrowani z życiem Kościoła. Użyliście pięknego określenia: «przyjmujemy Komunię wraz z bratem słabym, chorym, potrzebującym, w więzieniu». Dziękuje za to! Dziękuje!

Dzisiaj widzimy i przeżywamy na różnych frontach, jak rodzina jest osłabiana i kwestionowana. Jak uważa się, że jest wzorcem, który już przeminął i dla którego nie ma miejsca w naszych społeczeństwach, które – pod pretekstem nowoczesności – sprzyjają coraz bardziej systemowi opartemu na izolacji. Społeczeństwa stają się coraz bardziej 'zakażone' – mówią o sobie, że są wolne, demokratyczne, suwerenne – ale są zakażone ideologią, która je niszczy, ostatecznie zostają przez nią skolonizowane, co ma destrukcyjny wpływ na rodziny, komórki rodzinne, które są podstawą każdego zdrowego społeczeństwa.

Nie ulega wątpliwości, że życie w rodzinie nie zawsze jest łatwe, często jest bolesne i meczące, ale – jak nieraz już mówiłem w odniesieniu do Kościoła,  a sądzę, że można to zastosować także do rodziny: wolę rodzinę poranioną, która usiłuje codziennie łączyć miłość, niż rodzinę i społeczeństwo chore z powodu zamykania się lub wygodnictwa ze strachu przed miłością. Wolę rodzinę, która ciągle próbuje rozpoczynać na nowo, od rodziny i społeczeństwa narcystycznego i mającego obsesję na punkcie luksusu i wygody.

Ile masz dzieci? Nie mamy, bo oczywiście chcemy jeździć na wakacje, uprawiać turystykę, kupić sobie domek letniskowy. Luksus i komfort. I dzieci się już zostawia. I kiedy w końcu chcesz je mieć, to okazuje się, że twój czas minął. Ile szkody to wyrządziło, nieprawdaż? Wolę rodzinę o obliczu zmęczonym z powodu poświęcenia się dla rodziny, od twarzy upiększonych, które nie mają pojęcia o czułej trosce i współczuciu. Wolę mężczyznę i kobietę, takich jak Aniceto i jego żona, z twarzami pokrytymi zmarszczkami spowodowanymi codziennymi zmaganiami przez ponad 50 lat małżeńskiej miłości. Widzimy ich tu, a ich syn uczył się od nich, i żyje w małżeństwie od 25 lat. To są rodziny. Gdy zapytaliśmy Aniceto i jego żonę, które z nich miało więcej cierpliwości w ciągu tych 50 lat, odpowiedzieli „Oboje, Ojcze”. Gdyż dojście do punktu, który oni osiągnęli po 50 latach, wymaga cierpliwości, miłości i wzajemnego przebaczenia. „Ojcze, w doskonałej rodzinie nigdy nie dochodzi do dyskusji”. To nie jest prawda, to dobrze, jeśli czasem się dyskutuje, a nawet gdy fruwają talerze; wszystko jest w porządku, nie bój się. Moja jedyna rada to by nigdy nie kończyć dnia bez osiągnięcia pokoju między wami. Jeśli dzień kończy się w stanie wojny, można obudzić się w sytuacji „zimnej wojny”, a to jest bardzo niebezpieczne dla rodzin gdyż podkopuje od wewnątrz ciężko wypracowane „zmarszczki” wzajemnej wierności. Dziękuję za świadectwo miłości wzajemnej trwającej 50 lat. Dziękuję.​

Nawiązując do zmarszczek, by nieco zmienić temat, pamiętam świadectwo wielkiej aktorki, aktorki kina latynoamerykańskiego. Kiedy już była prawie koło sześćdziesiątki i zaczęły się pojawiać zmarszczki na twarzy, radzono jej to «naprawić». Malutka «naprawka», by móc dalej dobrze pracować. Jej odpowiedź była bardzo jasna: «Te zmarszczki kosztowały mnie wiele pracy, wiele wysiłku, wiele bólu i życie pełne. Nawet nie myślę ich dotykać, są śladami mojej historii». I nadal była wielką aktorką. A w małżeństwie jest dokładnie tak samo. Życie małżeńskie musi odnawiać się każdego dnia. I tak jak powiedziałem wcześniej, wolę rodziny pomarszczone, z ranami, bliznami, które jednak nadal trwają, bo te rany, te blizny, te zmarszczki są owocem wierności tej miłości, która nie zawsze była dla nich łatwa. Miłość nie jest łatwa! Nie jest łatwa, nie! Ale jest to coś najpiękniejszego, co mężczyzna i kobieta mogą dać sobie nawzajem: prawdziwa miłość na całe życie.​

Poprosiliście mnie, abym się modlił za was i chcę rozpocząć to już teraz, z wami. Drodzy Meksykanie, macie jeden plus, powiodło się wam. Macie Matkę, Matkę Bożą z Guadalupy, która zechciała nawiedzić te ziemie i to daje nam pewność, że za Jej wstawiennictwem to marzenie, zwane rodziną, nie zostanie pokonane przez brak bezpieczeństwa i samotność. Jest Ona zawsze gotowa bronić naszych rodzin, naszej przyszłości, jest zawsze gotowa przydać nam odwagi, dając nam swego Syna. Dlatego zachęcam was, byście wzięli się za ręce i abyśmy wspólnie odmówili „Zdrowaś Mario...”.

Nie zapominajmy o św. Józefie! Cichym, robotniku, ale zawsze na przedzie gdy trzeba było troszczyć się o rodzinę. Dziękuję i niech Bóg wam błogosławi. I módlcie się za mnie.

***

A teraz, ponieważ kontekstem tej celebracji jest rodzina, chciałbym zaprosić obecnych tu małżonków do odnowienia w ciszy swoich przyrzeczeń małżeńskich. A ci, którzy przygotowują się do małżeństwa, niech proszą o łaskę wiernej rodziny, pełnej miłości. W ciszy odnówcie wasze śluby małżeńskie, a narzeczeni niech proszą o łaskę rodziny wiernej i pełnej miłości.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| PAPIEŻ

Reklama

Reklama