Reakcją na wojnę jest braterstwo

Franciszek podsumowując swoją wizytę w Iraku wskazał chrześcijanom właściwą drogę jasnej przyszłości.

Na konieczność reagowania na wojnę nie poprzez kolejną wojnę czy nakręcanie spirali zbrojeń wskazał Ojciec Święty podczas dzisiejszej audiencji ogólnej transmitowanej przez media watykańskie z biblioteki Pałacu Apostolskiego. Papież podzielił się z wiernymi swoim wrażeniami ze swej 33 podróży apostolskiej, której celem był tym razem Irak.

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

W minionych dniach Pan pozwolił mi odwiedzić Irak, realizując plan św. Jana Pawła II. Nigdy wcześniej papież nie był na ziemi Abrahama. Opatrzność zechciała, aby stało się to teraz, jako znak nadziei po latach wojny i terroryzmu oraz w czasie okrutnej pandemii.

Po tej wizycie jestem pełen wdzięczności. Wdzięczności dla Bogu i dla wszystkich, którzy ją umożliwili: dla prezydenta Republiki i rządu Iraku; dla patriarchów i biskupów tego kraju, wraz ze wszystkimi duchownymi i wiernymi poszczególnych Kościołów; dla władz religijnych, poczynając od wielkiego ajatollaha Al-Sistaniego, z którym odbyłem niezapomniane spotkanie w jego rezydencji w An-Nadżafie.

Bardzo odczuwałem sens pokutny tej pielgrzymki: nie mogłem udać się do tego udręczonego ludu, tego męczeńskiego Kościoła, nie biorąc na siebie, w imieniu Kościoła katolickiego, krzyża, który oni dźwigają do wielu lat, wielkie krzyża jak ten, ustawiony przy wjeździe do Karakosz. Odczuwałem to zwłaszcza widząc nadal nie zagojone rany zniszczenia, a jeszcze bardziej, gdy spotykałem i słuchałem świadków, którzy przeżyli przemoc, prześladowania i wygnanie… A jednocześnie widziałem wokół siebie radość z powodu goszczenia posłańca Chrystusa; widziałem nadzieję wypływającą z otwarcie się na perspektywę pokoju i braterstwa, podsumowaną w słowach Jezusa, które były mottem mojej wizyty: „Wszyscy braćmi jesteście” (Mt 23, 8). Dostrzegłem tę nadzieję w przemówieniu Prezydenta Republiki, odnalazłem ją w wielu pozdrowieniach i świadectwach,  śpiewach i w gestach ludzi. Wyczytałem ją na jaśniejących twarzach młodzieży i w ożywionych oczach osób starszych, ludzi oczekujących papieża pięć godzin na stojąco, także kobiety z dziećmi w ramionach. Oczekiwali. W ich oczach była nadzieja.

Naród irakijski ma prawo, aby żyć w pokoju, ma prawo do odzyskania należnej mu godności. Jego korzenie religijne i kulturowe liczą tysiące lat: Mezopotamia jest kolebką cywilizacji; Bagdad był w historii miastem o pierwszorzędnym znaczeniu, przez długi czas mieściła się w nim najbogatsza biblioteka świata… I co go zniszczyło? Wojna. Wojna jest zawsze potworem, który na przestrzeni wieków przekształca się i nadal pożera ludzkość.

Reakcją na wojnę nie jest jednak kolejna wojna. Reakcją na broń nie jest nowa broń. I zadałem sobie pytanie: kto sprzedaje broń terrorystom, dokonujących masakr w innych miejscach, na przykład w Afryce? Chciałbym, żeby ktoś odpowiedział na to  pytanie. Reakcją nie jest wojna, lecz braterstwo. Jest to wyzwanie dla Iraku, ale nie tylko: jest to wyzwanie dla wielu regionów objętych konfliktem, a w ostatecznym rachunku dla całego świata: braterstwo. Czy będziemy w stanie stworzyć między sobą braterstwo, stworzyć między nami kulturę braci, czy też będziemy kontynuowali logikę zapoczątkowaną przez Kaina, wojnę? Braterstwo. Przyjaźń.

Dlatego spotkaliśmy się i modliliśmy się razem, muzułmanie, i chrześcijanie, wraz z przedstawicielami innych religii, w Ur, gdzie Abraham, około czterech tysięcy lat temu, otrzymał Boże powołanie. Abraham jest ojcem w wierze, ponieważ posłuchał głosu Boga obiecującego mu ziemię i potomstwo, pozostawił wszystko i wyruszył. Bóg jest wierny swoim obietnicom i dziś nadal kieruje naszymi krokami pokoju, kieruje krokami tych, którzy pielgrzymują na ziemi ze spojrzeniem zwróconym ku Niebu. W Ur, stojąc razem pod tym jaśniejącym niebem, tym samym niebem w którym nasz ojciec Abraham widział nas, jego potomstwo, zdało się nam jakby zabrzmiało ponownie w  sercach  owo zdanie: wszyscy braćmi jesteście.

Orędzie braterstwa wypłynęło ze spotkania kościelnego w syryjskiej katedrze katolickiej w Bagdadzie, gdzie w 2010 roku czterdzieści osiem osób, w tym dwóch księży, zostało zabitych podczas sprawowania Mszy św. Kościół w Iraku jest Kościołem męczenników, i w tej świątyni, w której kamienie wpisana jest pamięć tych męczenników zabrzmiała radość spotkania: moje zdumienie, że jestem pośród nich mieszało się z ich radością, że jest z nimi Papież.

Przesłanie braterstwa wystosowaliśmy z Mosulu i z Karakosz, nad rzeką Tygrys, w pobliżu ruin starożytnej Niniwy. Okupacja tzw. Państwa Islamskiego spowodowała ucieczkę setek tysięcy mieszkańców, w tym wielu chrześcijan różnych wyznań i innych prześladowanych mniejszości, zwłaszcza jazydów. Starożytna tożsamość tych miast została zniszczona. Obecnie trwają wysiłki o odbudowę, muzułmanie zapraszają chrześcijan do powrotu, i razem odbudowują kościoły i meczety. Jest tam obecne braterstwo. I nadal módlmy się za tych naszych braci i siostry, tak bardzo doświadczonych, aby mieli siłę, żeby zacząć od nowa. I myśląc o wielu emigrantach z Iraku, chciałbym im powiedzieć: opuściliście wszystko, jak Abraham; tak jak on, zachowajcie wiarę i nadzieję, i bądźcie budowniczymi przyjaźni i braterstwa, tam, gdzie jesteście, ja jeśli możecie – powracajcie.

Przesłanie braterstwa popłynęło z dwóch celebracji eucharystycznych w Bagdadzie, w obrządku chaldejskim i w Irbilu, w mieście gdzie zostałem przyjęty przez prezydenta regionu i jego premiera, władze, którym bardzo dziękuję, za to że wyszli, aby mnie powitać. Zostałem także powitany przez lud. Nadzieja Abrahama i jego potomstwa wypełniła się w tajemnicy, którą sprawowaliśmy, w Jezusie, Synu, którego Bóg Ojciec nie oszczędził, ale dał Go dla zbawienia wszystkich; On przez swoją śmierć i zmartwychwstanie otworzył nam drogę do ziemi obiecanej, do nowego życia, gdzie ocierane są łzy, leczone rany a bracia pojednani z sobą.

Drodzy bracia i siostry, uwielbiajmy Boga za tę historyczną wizytę i módlmy się nadal za tę ziemię i za Bliski Wschód. W Iraku, pomimo zgiełku zniszczenia i broni, palmy, symbol kraju i jego nadziei, nadal rosły i przynosiły owoce. Tak samo jest z braterstwem, podobnie jak owoc palmy – nie czyni zgiełku- Palma jest bardzo owocna. Palma jest owocne i sprawia, że wzrastamy. Niech Bóg, który jest pokojem, obdarzy Irak, Bliski Wschód i cały świat przyszłością braterstwa!

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama