Pięć lat emerytury

Papież emeryt żyje w ukryciu, ale jego osoba i nauczanie wywierają wciąż wpływ na Kościół. Papież Franciszek stwierdził wręcz, że jego duch „będzie promieniował z coraz większą mocą”.

Decyzja, którą Benedykt XVI ogłosił 11 lutego 2013 roku, wprawiła w osłupienie nie tylko kardynałów zebranych na konsystorzu, ale dosłownie cały świat. Papież wypowiedział po łacinie słowa, które przejdą do podręczników historii. „W pełni świadom powagi tego aktu, z pełną wolnością, oświadczam, że rezygnuję z posługi Biskupa Rzymu, Następcy Piotra...”.

W pamięci wielu z nas pozostały ostatnie chwile pontyfikatu. Widok unoszącego się w powietrze helikoptera, który 28 lutego zabierał Benedykta XVI z Watykanu, wyciskał łzy i skłaniał do pytań o przyszłość Kościoła. „Czułem wielkie wzruszenie” – zwierzał się Benedykt Peterowi ­Seewaldowi w słynnym wywiadzie. „Serdeczności pożegnania, łzy współpracowników (papieżowi łamie się głos). Nad domem Pastor Bonus widniał duży napis: Vergelt’s Gott (tłum. Bóg zapłać). Bijące dzwony (papież ociera oczy). To wszystko poruszało”.

To prawda. Poruszało i nadal porusza.

Papież senior zamieszkał w klasztorze Mater Ecclesiae w Ogrodach Watykańskich. Powoli dogasa, ale czujemy jego dyskretną obecność. Jeśli Bóg pozwoli, w kwietniu br. skończy 91 lat. Publicznie pokazał się tylko kilka razy, między innymi na kanonizacji Jana Pawła II. Jedyną dłuższą wypowiedzią papieża emeryta były „Ostatnie rozmowy”, wywiad rzeka przeprowadzony przez Petera Seewalda. Dodajmy, że dzięki poprzednim książkowym wywiadom ten niemiecki dziennikarz powrócił do wiary katolickiej. Pewnie nie tylko on.

Uznaję moją niezdolność

Po pięciu latach od abdykacji nie milkną spekulacje o jej przyczynach. Nie ma się co dziwić. Od 700 lat Kościół nie widział Ojca Świętego ustępującego z urzędu. Nie warto zaprzątać sobie głowy opowieściami o spiskach, szantażach czy naciskach. Dlaczego nie zaufać temu, co mówił sam ustępujący papież? A mówił tak: „Rozważywszy po wielokroć rzecz w sumieniu przed Bogiem, zyskałem pewność, że z powodu podeszłego wieku moje siły nie są już wystarczające, aby w sposób należyty sprawować posługę Piotrową. (...) Aby kierować łodzią św. Piotra i głosić Ewangelię w dzisiejszym świecie, podlegającym szybkim przemianom i wzburzanym przez kwestie o wielkim znaczeniu dla życia wiary, niezbędna jest siła zarówno ciała, jak i ducha, która w ostatnich miesiącach osłabła we mnie na tyle, że muszę uznać moją niezdolność do dobrego wykonywania powierzonej mi posługi” – te słowa z 11 lutego wciąż wywołują gęsią skórkę.

Peter Seewald, wspominając o fali spekulacji na temat ukrytych powodów abdykacji, dopytywał o to Benedykta. Papież emeryt wyjaśnił, że decyzję podjął sam podczas wakacji w 2012 roku. „Moja godzina minęła i to, co mogłem dać, dałem” – stwierdził. Pytany o szantaż czy spisek za murami Watykanu, odpowiedział: „zupełny nonsens”. „Nikt mnie nie szantażował. Nie dopuściłbym nawet do tego. Gdyby ktoś próbował, nie doszłoby do abdykacji, ponieważ właśnie wtedy należałoby zachować pełną swobodę podejmowania decyzji”.

Ksiądz Alfred Xuereb, były osobisty sekretarz papieski, uważa, że abdykacja papieża to gest wielki, wręcz bohaterski, na który zdecydował się z miłości do Kościoła. „Nie sprawdzał tego, co ludzie czy jakieś środowiska będą mówiły na ten temat, że być może nie ma już odwagi, aby kontynuować pontyfikat... Był cały czas spokojny, pogodny od momentu, kiedy zrozumiał, że Bóg wezwał go do zrobienia takiego kroku, kochając bardziej Kościół niż samego siebie”.

Papież to nie nadczłowiek

Pytania o powody abdykacji to jedna rzecz. Inną kwestią jest to, czy tak odważna decyzja nie wpłynęła na rozumienie papieskiego urzędu. Czy nie doszło do zsekularyzowania papiestwa? – pyta wprost See- wald. Benedykt wskazuje, że podobne pytanie pojawiało się wtedy, gdy wprowadzano emeryturę biskupów. Skoro biskupi mogą przechodzić na emeryturę, to dlaczego nie Biskup Rzymu? „Stało się jasne, że papież to nie nadczłowiek spełniający swoje zadania samą obecnością, lecz także mający do podjęcia konkretne obowiązki” – wyjaśnia papież senior. „Pod tym względem dotrze powoli do opinii publicznej, że stanowisko papieża nie straciło nic ze swojego autorytetu, nawet jeżeli bardziej widoczna stała się jego ludzka strona”. Benedykt XVI broni się też przed zarzutem, że zszedł z krzyża. „Mój wybór to nie tchórzostwo, tylko inny sposób dochowania wierności zleconej misji”.

Przez ostatnich pięć lat przywykliśmy nieco do zdjęć dwóch biskupów w papieskich sutannach, a jednak szok wciąż pozostaje. Pojawiają się też pytania o status papieża seniora. Czy powinien pozostać przy białej sutannie i imieniu Benedykt XVI, czy raczej stać się na powrót po prostu kardynałem Josephem Ratzingerem? Czy prawo kanoniczne powinno regulować status papieża emeryta? Czy ustąpienie papieża stanie się zasadą, czy pozostanie czymś wyjątkowym? Nikt nie ma jasnej odpowiedzi na te pytania. Obecność emerytowanego papieża żyjącego kilkaset metrów od urzędującego Piotra jest w dziejach Kościoła sytuacją całkowicie nową. Benedykt XVI, dla którego tak cennymi wartościami były zawsze tradycja i ciągłość, uwieńczył swój pontyfikat aktem w pełni nowatorskim, wręcz rewolucyjnym.

Dyskretny towarzysz Franciszka

Benedykt zapowiedział, że chce służyć całym sercem Kościołowi przez życie oddane modlitwie. „Towarzyszy dyskretnie” – mówił niedawno kard. Marc Ouellet, szef Kongregacji ds. Biskupów. „Jest to obecność modlitewna, która uświadamia nam, że ten papież nie zniknął całkowicie, jakby już nie żył. Wciąż tu jest i wciąż wypełnia pewną posługę biskupią, papieską (modlitwa wstawiennicza), w solidarności, w całkowitej dyskrecji, powstrzymując się od wszelkich interwencji, które mogłyby zakwestionować to, co robi jego następca. Choć można sobie wyobrazić, że i on musiał sobie stawiać pytania, bywał zaskoczony.”

Papież senior okazyjnie zabiera głos. Napisał przedmowę do książki kard. Roberta Saraha „Siła milczenia”. Wyraził w niej wdzięczność dla Franciszka za to, że prefektem kongregacji odpowiedzialnej za liturgię mianował hierarchę z Gwinei. „Dzięki temu liturgia jest w dobrych rękach”, stwierdził. Po śmierci kard. Joachima Meisnera Benedykt przesłał wspomnienie o przyjacielu. „Wiemy, że jemu, gorliwemu pasterzowi i duszpasterzowi, trudno było opuszczać swoją posługę, i to właśnie w czasach, gdy Kościół szczególnie pilnie potrzebuje przekonujących pasterzy, którzy sprzeciwiają się dyktaturze ducha czasów i postanawiają w pełni żyć i myśleć w oparciu o wiarę. Ale jeszcze bardziej poruszyło mnie to, że w tym ostatnim okresie swego życia nauczył się on zostawiać miejsce innym i coraz bardziej żył z głęboką pewnością, że Pan nie opuszcza swojego Kościoła, nawet jeśli czasami łódź jest już tak pełna, że niemal się wywraca”

Ostatnio dał wpis do księgi pamiątkowej z okazji 70. urodzin i 40. rocznicy święceń kard. Gerharda Müllera, byłego prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Benedykt komplementował jego „Dogmatykę katolicką”. Zdaniem papieża, wielki teolog powinien mieć odwagę zajmowania się całością wiary Kościoła, a nie tylko opracowywaniem wąskich zagadnień. „W czasach zamętu, w których żyjemy, bardzo ważna wydaje mi się całość naukowej kompetencji teologicznej i mądrość tego, który musi podjąć ostateczną decyzję. (…) W Twoich latach rzymskich zawsze byłeś zajęty nie tylko działaniem jako uczony, ale jako mędrzec, jako ojciec w Kościele. Broniłeś jasnych tradycji wiary, ale zgodnie z linią papieża Franciszka starałeś się zrozumieć, jak można przeżywać je dzisiaj” – napisał Benedykt.

Franciszek często nawołuje do korzystania z mądrości osób starszych. Mówił o Benedykcie jako o „dobrym dziadku”, którego może wysłuchać, który udziela mu rad. „Jego dyskretna obecność i modlitwa za Kościół są nieustannie wsparciem i pokrzepieniem dla mojej posługi” – napisał we wstępie do biografii poprzednika. Przypomnijmy też fakt, dziś prawie zapomniany, a mianowicie to, że autorem pierwszej encykliki papieża Franciszka „Lumen fidei” (Światło wiary), poświęconej wierze, był Benedykt XVI. „Jestem mu za to głęboko wdzięczny” – napisał Franciszek. „Gdy brakuje światła, wszystko staje się niejasne, nie można odróżnić dobra od zła, drogi prowadzącej do celu od drogi, na której będziemy błądzić bez kierunku. Dlatego pilne staje się odzyskanie światła, które jest właściwą cechą wiary, bo kiedy gaśnie jej płomień, wszystkie inne światła tracą w końcu swój blask”. Te słowa z „Lumen fidei” dobrze oddają myślenie Benedykta jako teologa, biskupa i papieża. Uznał je za swoje urzędujący Piotr.

Mieszkaniec klasztoru Mater Ecclesiae traci ludzkie siły, ale, jak zauważył papież Franciszek, duch tego „wielkiego papieża” „z pokolenia na pokolenie będzie promieniował z coraz większą mocą”. Żywię tę samą nadzieję.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.