Prawie zwyczajna wizyta duszpasterska

Pierwszą pielgrzymkę papieża Benedykta XVI na Czarny Ląd komentuje ks. Giulio Albanese - kombonianin, znawca Afryki, założyciel misyjnej agencji MISNA, towarzyszył Janowi Pawłowi II w czasie podróży do Afryki, teraz był w volo papale, czyli ekipie dziennikarzy którzy przylecieli z Benedyktem XVI.

Jest to system niesprawiedliwy, nie waham się powiedzieć zbrodniczy. Kiedy mocniej pada chaty biedaków wraz z ich mieszkańcami spływają z deszczem, a na horyzoncie wznoszą się domy, jakie trudno spotkać nawet w najbogatszych krajach Europy. Mówi się, że jak w telewizji pojawi się reklama jakiegoś najnowszego samochodu, to na drugi dzień już jeździ on ulicami Jaunde czy Luandy. W Angoli klasa bogata co ciekawe zrodziła się w czasach komunizmu, kierującego się ideologią marsistowsko-leninowską. Ci ludzie byli kierowani z Moskwy, a teraz w nad wyraz zręczny sposób zainicjowali owocną tylko dla siebie współpracę z Zachodem czy USA. Ja tych ludzi nazwałbym transwestytami historii, jedyne co ich naprawdę interesuje to własny zysk. Angola jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się krajów Afryki, tyle że z zysków korzysta maksymalnie 5 proc. społeczeństwa. A to w praktyce oznacza tworzenie podatnego gruntu pod nowe konflikty.

- Pielgrzymka była przygotowaniem jesiennego synodu dla Afryki. Kolejne spotkanie, dyskusje, co zmieniło się od pierwszego synodu dla Afryki?
- Oczywiście w ciągu tych lat Kościół się bardzo rozwinął, zmieniła się mapa geopolityczna Afryki, spójrzmy choćby na zmiany jakie pociągnęło utworzenie Demokratycznej Republiki Konga. Przypomnijmy, że od 2000 roku po dziś dzień w Afryce znacznie zmniejszyła się liczba konfliktów. W wielu miejscach to właśnie chrześcijanie za wprowadzenie tych zmian zapłacili największą cenę. Jesteśmy, więc świadkami widocznego rozwoju. Nie powiedziałbym jednak, że dokonał się on też na płaszczyźnie teologicznej i doktrynalnej, ile w wymiarze egzystencjalnym, duchowym. Benedykt XVI przypomniał, że wielkim dobrem dla Afryki byłoby wypracowanie własnych szkół myśli teologicznej, takich jak ta aleksandryjska. To wymaga odwagi, a także zdolności prowadzenia dialogu między różnymi instytucjami. Być może jest prawdą, że Afryka jest zbyt nieśmiała, wręcz poddana myśli teologicznej Zachodu,. Jeśli jednak misja oznacza naprawdę w praktyce dawanie i otrzymywanie, jeśli oznacza współpracę, wymianę pomiędzy poszczególnymi Kościołami, jestem przekonany, że jeśli jasno zostaną ustalone „zasady gry” także my możemy naprawdę bardzo wiele otrzymać. Afryka ma bardzo dużo do zaoferowania, szczególnie, gdy chodzi o ludzkie życie, o człowieka.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama