Prawie zwyczajna wizyta duszpasterska

Pierwszą pielgrzymkę papieża Benedykta XVI na Czarny Ląd komentuje ks. Giulio Albanese - kombonianin, znawca Afryki, założyciel misyjnej agencji MISNA, towarzyszył Janowi Pawłowi II w czasie podróży do Afryki, teraz był w volo papale, czyli ekipie dziennikarzy którzy przylecieli z Benedyktem XVI.

- Afryka dająca, to raczej sprzeczne z naszym postrzeganiem jej jako kontynentu wojen, nędzy, niedorozwoju, wręcz ciemnogrodu...
- Na tym właśnie polega nasz problem. Zmianie musi ulec nasza postawa, nasz sposób postrzegania, jako ludzi Zachodu, czy też Europejczyków. Musimy się pozbyć mentalności świętującego bogacza, który uspokajał własne sumienie pozwalając biedakom korzystać ze spadających z jego stołu okruchów. To jest upowszechniona bardzo postawa, którą za wszelką cenę należy wyplenić, a wcześniej napiętnować. Kiedy się zastanowimy zobaczymy, że Afryka nie jest biedna tylko ograbiona, Afryka nie chce dobroczynności ale sprawiedliwości, nie potrzebuje współczucia bogacza, ale prawdziwego zrozumienia jej rzeczywistości. Stąd też wołanie do wszelkich dobrodziejów, także z tych starych Kościołów, które wielokrotnie przesadny akcent położyły na współpracę materialną. To prawda, że stajemy wobec wielu kryzysów humanitarnych, że potrzeba konkretnej materialnej solidarności przekładającej się na konkretne sumy, jednak Afryka prosi przede wszystkim o nasze serce. To co musimy promować, to odnowioną postawę pomocy. Wyzwania przed jakimi stają Afrykańczycy w pierwszym rzędzie są wyzwaniem kulturowym, dopiero potem przychodzą kwestie materialne, socjalne, czy humanitarne. Potrzeba kultury solidarności, kultury inspirującej się na Ewangelii, która pozwoli nam spojrzeć na Afrykańczyków nie, jako na nieprzyjaciół, wroga, kogoś wiecznie wystawiającego rękę po prośbie, ciągle czegoś chcącego, ale jako człowieka. Człowieka który potrzebuje naszej solidarności, ale wcześniej uznania swojej własnej godności.

- Był Ksiądz w tych dniach blisko Benedykta XVI. Jak papież przeżywał tę podróż?
- Myślę, że Papieżowi ta „afrykańska kąpiel” zrobiła doskonale, że potrzebował tego spotkania z prostymi, radosnymi ludźmi. Mówił, że jest wzruszony, wręcz onieśmielony zgotowanym mu przyjęciem. Wielu porównywało tę pielgrzymkę z wizytą Jana Pawła II. Myślę, że wszelkie porównania będą zwykłym uproszczeniem. Jan Paweł II zaczął poznawać Afrykę w jeszcze jako młody Papież, Benedykt XVI był w Afryce do tej pory tylko raz jako kardynał i teolog w 1987 roku. Myślę jednak, że Afryka podbiła jego serce, został wbrew przewidywaniom i ograniczeniom służb bezpieczeństwa przyjęty z naprawdę otwartymi ramionami. Mógł doświadczyć tego, że jest tu kochany. Co ciekawe, wśród witających go ludzi byli nie tylko katolicy, ale również protestanci, muzułmanie, wyznawcy religii tradycyjnych. Może to powiedzieć, że autorytet Następcy św. Piotra jest na Czarnym Lądzie powszechnie uznawany. By właściwie przyjąć przesłanie Ewangelii trzeba się czuć nędzarzem, ubogim duchem. Myślę, że w tym względzie Afrykańczycy są naprawdę lata świetlne przed Kościołami Starego Kontynentu.
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama