Dzień Papieża Polaka w Kanadzie

O ustanowieniu Dnia Papieża Polaka w Kanadzie Radio Watykańskie rozmawia z Frankiem Kleesem, członkiem stanowego parlamentu Ontario.

F.K.: W dużym stopniu bierze się to z faktu, że nie jestem katolikiem i myślę, że to pozytywnie ich zaskoczyło. Zapewne doceniają też fakt, że z inicjatywą wyszedł członek parlamentu, który widział wkład Papieża, ale też miał odwagę, aby przedstawić to na forum publicznym. Przeprowadzenie w parlamencie tej uchwały nie jest łatwe. Chociaż należę do partii konserwatywnej, to nie jest to partyjna sprawa. Jest to jedna z tych kwestii w parlamencie, które powinny złączyć wszystkie stronnictwa. Są członkowie innych partii, którzy wahają się przedstawić swoje petycje. Myślę, że jest to okazja, abyśmy jako członkowie ciała ustawodawczego mogli powiedzieć: „Odłóżmy na bok partykularne plany i zróbmy coś właściwego, celebrujmy zasady i wartości, które motywują nas do pełnienia publicznego urzędu”.

Utożsamiam to w jakiś sposób z powołaniem do służby, tak jak ksiądz jest powołany do służby. Nie wierzę, że nie ma nikogo w polityce, kto w jakimś momencie nie postrzegałby pracy w instytucji użyteczności publicznej w taki właśnie sposób. Chcemy robić to, co właściwe i pragniemy, aby nasze społeczeństwo było lepsze. Być może jest w tym jakaś wspólna nić, kiedy uznaję odwagę w postawie Ojca Świętego sprzeciwiającego się wielu politykom, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę jego wpływ na upadek komunizmu w krajach bloku wschodniego. Jestem przekonany, że w obliczu ogromnych przeciwności, w wielu przypadkach to właśnie Papież, jego zaangażowanie przyczyniło się do wolności w świecie.

Wracając do tego, co przekonało mnie do wykorzystania okazji i przedstawienia propozycji w parlamencie: może jest to właśnie to przekonanie, że mamy wspólny cel i w Janie Pawle II widzę ten rodzaj odwagi i przewodnictwa.

- Jan Paweł II miał wpływ na Pana życie osobiste. Które słowa, wizyta, pielgrzymka najbardziej Pana poruszyły?

F. K.: Myślę, że przede wszystkim była to autentyczność Papieża. Wprowadzenie w osobiste, codzienne życie zasad życia duchowego. Wiele się słyszy o tym, że chodzimy do kościoła czy na mszę. Ludzie mówią o tym. Ale po wyjściu z kościoła, ile z tego znajduje praktyczne zastosowanie w codziennym życiu? Nie było sytuacji, abym, słuchając przemówień Papieża Jana Pawła II, nie usłyszał czegoś, co nie spowodowałoby rezonansu we mnie, co nie inspirowałoby do chęci zmiany mojego zachowania wobec innych. Tu jest właśnie sedno fenomenu Jana Pawła II, które mnie zafascynowało. Miał tę szczególną zdolność zainicjowania zmian w moim postępowaniu. Myślę, że ostatecznie wszystko sprowadza się do tego.

- Czy miał Pan okazję spotkać Papieża osobiście i rozmawiać z Nim?

F. K.: Nigdy nie miałem takiej okazji. Najbliżej byłem, kiedy Papież był w Toronto, w odległości kilku kilometrów. Ale nawet tam czułem, że jestem w obecności osoby, która reprezentuje Najwyższego. Rozmawiałem z wieloma kolegami biznesmenami, którzy nie są religijni, ale mówili podobnie, iż czuli, że znajdują się w obecności kogoś, kto prawdziwie jest w jedności z Bogiem, i że miał na nich wpływ. Jan Paweł II nie tylko niósł ciężar przywództwa duchowego, ale czynił to w niespotykany sposób, i mam nadzieję, że kiedyś to zobaczymy. Mam nadzieję, że przez świętowanie, przynajmniej tu, w Ontario, przeznaczając jeden dzień w roku i nazywając go „Dniem Jana Pawła II”, my, czy to młodzi czy starsi, wierzący czy nie, katolicy czy nie, możemy upamiętnić tego człowieka i to, co nam przekazał – nie tylko tutaj, w Ontario, ale wobec całego świata.

- Podjął się Pan bardzo szlachetnego, ale i bardzo trudnego projektu. Jak ocenia Pan praktyczne poparcie dla tej idei ze strony grup, organizacji, obywateli Ontario i różnych ludzi dobrej woli?

F. K.: Jak wspomniałem, wstępnie przedstawiłem projekt uchwały rok temu. Rząd skrócił wtedy sesję i w rezultacie wszystkie prywatne ustawy, a de facto wszystkie sprawy, które były na agendzie rządu, zostały anulowane. I musimy zaczynać od nowa. Szczęśliwie się składa, że mamy 50 tysięcy petycji popierających inicjatywę. Są one w archiwach parlamentu, ale nadal potrzebujemy takiego samego poparcia od wszystkich, którzy wierzą, że jest to wartościowa inicjatywa. Jeśli chcą, aby stało się to rzeczywistością w Ontario, potrzebujemy, aby to konkretnie wyrazili. Muszę powiedzieć, że najważniejszą sprawą jest to, aby ludzie kontaktowali się ze swoimi przedstawicielami do ontaryjskiego parlamentu. Nie muszą dzwonić do mnie – ja jestem za. Powinni dzwonić do swoich MPPs w całej prowincji i powiedzieć: „Wiem, że jest projekt takiej uchwały. Chcę, abyś go poparł podczas głosowania w parlamencie i będę przyglądał się, jak będzie pan głosował”.

Projekt nie tylko będzie poddany głosowaniu podczas drugiego czytania, ale co jest bardzo ważne, że ustawy prywatne parlamentarzystów wracają do parlamentu na trzecie i ostateczne czytanie. Wiele ustaw przechodzi w drugim czytaniu, ale nie wracają z powrotem na trzecie. Ostatecznie jednak decyzja, czy ustawa będzie dopuszczona do ostatecznego czytania, należy do obecnego, liberalnego rządu Daltona McGuinty’ego. Po analizie to Dalton McGuinty o tym zdecyduje. Dlatego też przynaglam ludzi, aby pisali do premiera, że jest to ważne. Nie jest to prywatna sprawa – jest to słuszna rzecz, którą należy zrobić. Zaangażujmy się wszyscy i zobaczymy, co się stanie.

rozmawiał o. Marian Gil OMI

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

Reklama