Gwarancje

W dzisiejszym przeglądzie prasy ponownie o rodzinie i sposobach na dzietność. Nie wystarczy "naprawić kobiety".

Po raz kolejny w dzisiejszej prasie wiele napisano o rodzinie. Celuje w tym ostatnio Gazeta Wyborcza. Po raz kolejny pojawia się alarmujący reportaż: znów chcą zabrać rodzicom dzieci. W ośrodku będą miały szansę na edukację, obecnie nie pojawiają się w szkole. Dzieci nawet by do szkoły wrócić chciały, ale boją się zostać rozdzielone z rodzicami.

Wraca pytanie, jakie właściwie motywy skłaniają sądy do rozdzielania dzieci z rodzicami. Coraz częściej można mieć poważne wątpliwości, czy sensowne.

Humor poprawia felieton Magdaleny Środy, w którym sposoby na dzietność to m.in. refundowana antykoncepcja, prawo do aborcji na życzenie, refundowane zapłodnienie in vitro i prawo do adopcji dzieci dla gejów. To model francuski. Oczywiście, wymienia wśród tych wielu czynników także walkę ze stereotypami, ze pracująca lub samotna matka to zła matka. Nie pomija - wśród innych argumentów - rozwiniętej polityki socjalnej.

Zwłaszcza aborcja i prawo do adopcji dla gejów mają szansę zwiększyć dzietność. To przecież oczywiste. Niemniej warto zauważyć pierwsze zdanie felietonu. „Demografia jest traktowana przez naszych polityków jak mechanizm, którego najważniejszy element – kobieta – się zablokował, więc trzeba go naprawić.” To słuszna obserwacja i komentarz do wielu wypowiedzi w stylu „jak zachęcić kobiety, by chciały rodzić”. Kobiety? Bez wątpienia mężczyzna dziecka nie urodzi, ale czy naprawdę nie pełnią oni żadnej roli poza dostarczeniem materiału genetycznego?

Bardzo ciekawą analizę znalazłam w Tygodniku Powszechnym. Paulina Wilk pisze o ludziach, którzy nie umieją tworzyć i utrzymać więzi międzyludzkich. Ludzi, którym trwała więź wydaje się kosmosem. W tym świecie przecież wszystko się zmienia. Co więcej, mówimy o ludziach którzy nauczyli się, że o przetrwaniu decyduje zdolność unikania więzi. Zwłaszcza trwałych.

To ważne. Więź już nie stanowi oparcia. Jej nawiązanie jest ryzykowne. Stabilizację daje praca i samodzielność. Nie da się ukryć, dziecko to utrudnia. Dużo bardziej niż pies czy kot. Dziecka porzucić się nie da. To zobowiązanie do śmierci. Zobowiązanie, które przyjmuje na siebie już nie dwoje ludzi, ale przede wszystkim kobieta. Nawet wtedy, gdy myślimy o małżeństwie. Decyzja o nieposiadaniu dzieci albo tylko jednego to w tej sytuacji egoizm czy realizm?

Najwyraźniej nie tylko kobieta się „popsuła”…

Patrząc na model francuski: wyjściem jest wsparcie. Gwarancje bezpieczeństwa. Może je zapewnić rodzina (i tak byłoby najlepiej), wspólnota lub państwo. Dwie pierwsze możliwości wymagają tylko i aż potężnej pracy nad budowaniem więzi i odpowiedzialnością za drugiego człowieka. Trzecia pieniędzy i mądrego systemu ich dystrybucji.

Obawiam się, że najprościej będzie dalej narzekać...

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama