Rozumiem milczenie Franciszka

O grzechu w Kościele, krytyce papieża nad Wisłą i zasadzie domniemania dobrych intencji mówi o. Remigiusz Recław SJ.

Jacek Dziedzina: Co ma myśleć katolik Kowalski, gdy na szczytach hierarchii kościelnej trwa festiwal oskarżeń, a były nuncjusz wzywa papieża do ustąpienia? Komu ma zaufać?

O. Remigiusz Recław SJ: Ja wierzę i ufam papieżowi. Nie chcę teraz oskarżać tego, który oskarża, bo ja tego nuncjusza nie znam, nie znam jego działania, jego duszpasterstwa… Za to wiem, jak działa papież. I wiem, że wielu środowiskom, także pedofilskim, jest on strasznie niewygodny. I że również te środowiska chcą go usunąć, a w jaki sposób – to już dla nich nieistotne. Najlepiej zapewne przez publiczne skompromitowanie go. Ja stosuję w takich sytuacjach jedną zasadę i do niej też zachęcam każdego katolika: praesupponendum. To zasada rozeznawania duchowego polegająca na domniemaniu dobrych intencji. Podobnie trzeba stosować ją do papieża – wierzę, że jemu chodzi o dobro, i tym kieruje się w swoich działaniach.

Nad Wisłą coraz trudniej dziś znaleźć środowiska, które wobec papieża stosowałyby taką zasadę. Raczej dominuje zasada pewności winy.

To jest tak jak z żoną, która czuje niechęć do swojego męża – czegokolwiek by nie zrobił, to ją irytuje. Mąż włącza telewizor – źle. Czyta gazetę – źle. Układa sztućce – też źle. Tak samo jest w tym reagowaniu na papieża – czegokolwiek by nie powiedział, reakcja jest negatywna. W niektórych kręgach od jakiegoś czasu trwa nagonka na papieża Franciszka. I to też działa na zasadzie: cokolwiek zrobi – źle. To robią określone środowiska, ale wszyscy jesteśmy tym nasączani w Kościele. W końcu przychodzi taka sytuacja jak teraz, i wiele osób nie ma zaufania do Ojca Świętego tylko dlatego, że to tu, to tam zasłyszało, że to antypapież, że nieważnie wybrany itd. Wcześniej nie robimy sobie rachunku sumienia, a powtarzając świadomie informacje niesprawdzone, grzeszymy przeciwko ósmemu przykazaniu. To jest poważny grzech, tym większy, że dotyczy głowy Kościoła. My w Polsce jesteśmy do tego przyzwyczajeni: niektórzy ludzie cieszą się, że mogą powiedzieć coś złego o hierarchii, o księżach, o papieżu. Tak to funkcjonuje.

Coś się jednak stało, co wykracza poza nasze podwórko. W Waszyngtonie na Mszy św. z udziałem kard. Wuerla wierni krzyczeli: „Wstyd! Hańba!”.

Pamiętam Wielki Czwartek 2002 r. w Poznaniu, gdy wyszła już sprawa molestowania kleryków przez ówczesnego metropolitę – wprawdzie w środku świątyni nikt nie krzyczał, ale na zewnątrz były podobne krzyki jak teraz w Waszyngtonie. I co? Sprawa rozeszła się po kościach. Przeżyliśmy to i widzimy, jakie są tego konsekwencje. Mówię o tym, żeby pokazać, że skoro na poziomie Kościoła lokalnego trudno było reagować, to o ile bardziej na szczeblu najwyższym w Rzymie, gdzie też są osoby, które blokują przepływ pewnych informacji do papieża.

Były nuncjusz oskarża papieża, że właśnie miał wiedzę o kard. McCarricku, a mimo to – twierdzi – nie podjął odpowiednich kroków.

No to mamy słowo przeciwko słowu, więc trudno zająć jakieś stanowisko.

Chyba niezupełnie słowo przeciwko słowu, bo po stronie papieża jest raczej milczenie.

Kościół nie wypowiada się w takich sprawach, dopóki ich nie zbada. Nie odpowiada na pewne publiczne zarzuty, bo to nie jest ta platforma porozumienia. Kościół nie podejmuje takich publicznych wyzwań listowych. Na publiczne listy ks. Lemańskiego, w których oskarżał on abp. Hosera, też nie było publicznej odpowiedzi. Kościół tak nie czyni, a teraz nagle od papieża oczekujemy, że tak będzie działał.

W 1990 r. przyszły papież jezuita napisał, że milczenie jest czasem jedynym sposobem, by ujawniły się duchy, które stoją za konkretną sytuacją. Już wcześniej doświadczył oskarżeń o współpracę z juntą wojskową. Nie bronił się, a po latach okazało się, że nie tylko nie współpracował, ale wręcz pomagał prześladowanym przez reżim. Czy i tym razem milczenie Franciszka można interpretować w tym ignacjańskim duchu?

Myślę, że tak. Ale trzeba też dodać, że każdy przełożony tego doświadcza – każda matka generalna, każdy prowincjał, biskup – że wobec publicznych zarzutów podwładnych nie może publicznie dyskutować, bo za dużo wie. I musiałby ujawnić pewne rzeczy, a tego nie może zrobić. Może podejmować rozmowę indywidualną, ale to, co z niej wie, pozostaje między nim a podwładnym. Nie może tym żonglować, bo poniżyłby człowieka, a nie od tego jest przełożony. Akurat papież Franciszek przez całe kapłaństwo jest doświadczany takimi sytuacjami. On został prowincjałem po trzech latach kapłaństwa! Prowincjał ma w zakonie taką władzę jak biskup ordynariusz w diecezji, więc to jest tak, jak gdyby ksiądz trzy lata po święceniach został ordynariuszem.

Historycy mówią, że bywały przecież dużo większe burze w Kościele niż obecnie i że zawsze po nich przychodziła odnowa wiary. Czy mamy prawo w ten sposób patrzeć na obecne zawirowania?

Patrząc na to w kategoriach duchowych, skandale związane z grzechem duchownych są tylko dodatkową sprawą. Moim zdaniem mamy do czynienia z walką duchową o rozumienie Soboru Watykańskiego II. Rośnie w siłę antysoborowy kierunek, dotyczy to głównie trzech spraw: ekumenizmu, możliwości bycia z Bogiem w bliskiej relacji i roli świeckich w Kościele. Tu są źródła obecnego kryzysu, przy okazji którego wychodzą różne skandale, które jedni i drudzy traktują jako argumenty potwierdzające ich myślenie: przeciwnicy soboru mówią, że przed soborem takich rzeczy nie było, a więc skoro teraz są, to sobór był błędem, z kolei zwolennicy soboru przekonują, że to działo się zawsze, a teraz te rzeczy dopiero wychodzą, bo przed soborem były kryte itd. Kryzys ma potwierdzać każdą z tych wersji, o to toczy się walka.

Historycy Kościoła, z którymi rozmawiam, też mówią, że jesteśmy świadkami rewolucji, która będzie polegała m.in. na deklerykalizacji. Inni dodają, że nadużycia duchownych są wynikiem właśnie klerykalizmu. Obecny kryzys ma doprowadzić do jego upadku?

Klerykalizmu w takim sensie, że księdza trzeba całować po rękach, to tak. Przecież każdy z nas jest świątynią Ducha Świętego – dlatego każde ręce trzeba całować. Toczy się walka między przedsoborową a posoborową wizją księdza: mający niemal boskie właściwości kapłan czy ksiądz jako pasterz, który prowadzi ludzi, idąc razem z nimi. Ten drugi model już się realizuje i o to jest walka. Drugie pole to ekumenizm – czy jesteśmy w stanie przyjąć, że w każdym chrześcijaninie działa Duch Święty? Trzecie to uznanie faktu, że słyszenie Boga (rozmowa z Nim) nie jest zarezerwowane dla mistyków, ale dostępne dla każdego.

„Czas bowiem, aby sąd rozpoczął się od domu Bożego” – czytamy u św. Piotra. Trudno nie czytać tego w kontekście ujawnianych skandali w Kościele. To też znaki końca czasów?

Moim zdaniem teraz naprawdę nie jest źle. Jeśli ktoś zna historię Kościoła, to wie, że to, co jest dzisiaj, nie przypomina czasów ostatecznych. Nie znając historii, można faktycznie uznać, że tak strasznie to jeszcze nie było, więc koniec jest bliski. To trochę tak, jak ktoś nie bywa w szpitalach czy hospicjach i nie widzi śmierci na co dzień – wtedy śmierć kogoś w jego rodzinie naprawdę może wydawać się końcem świata. Czasy, w których żyjemy, nie przypominają czasów ostatecznych w sensie katastroficznym. Już prędzej można to było mówić w czasie II wojny światowej, w obozach koncentracyjnych.

Czyli gorzej dopiero będzie?

Nie wiem, czy gorzej. Grzech był i jest. 2000 lat temu w pierwszych wspólnotach chrześcijańskich byli współżyjący ze sobą mężczyźni, o czym pisał św. Paweł. No i są dzisiaj. To jest grzech, więc skoro działy się te rzeczy wtedy, to trudno, żeby Biblia nie mówiła prawdy też o dzisiejszych czasach. Zamiast się tym zamartwiać, mamy być z Tym, który grzech pokonał. Jezus nam nie obiecuje, że we wspólnocie Kościoła nie będzie grzechu ani że ponownie nie uciekniemy od krzyża. Nie ma nigdzie takich obietnic, a my ciągle narzekamy, że nasi współbracia nie są idealni. Nie w tym jest nasze zbawienie, tylko w tym, że stajemy przy Chrystusie Ukrzyżowanym. To milczenie papieża bardzo przypomina mi obraz „Ecce Homo” św. Brata Alberta – milczący Jezus przed okrzykami ludzi. Kto to przeżył razem z Jezusem, zrozumie papieża.

O. Remigiusz Recław SJ - proboszcz parafii jezuitów w Łodzi, znany rekolekcjonista i duszpasterz wspólnot charyzmatycznych, m.in. Mocnych w Duchu.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama