List papieża do Ludu Bożego w Chile

Ból i wstyd z powodu nadużyć seksualnych, jakich dopuścili się niektórzy duchowni chilijscy oraz ukrywania ich czynów wyraził Franciszek w liście "Do Ludu Bożego, który pielgrzymuje w Chile". Jednocześnie wskazał, że żyje tam wielu „świętych z sąsiedztwa” oraz poprosił o światło Ducha Świętego i namaszczenie Nim wszystkich wiernych.

5. Kultura nadużyć i ukrywania jest nie do pogodzenia z logiką Ewangelii, gdyż zbawienie ofiarowane przez Chrystusa jest zawsze propozycją, darem, który potrzebuje i wymaga wolności. Obmywając nogi uczniom, Chrystus jakby pokazuje nam oblicze Boga. Nigdy nie na zasadzie przymuszania czy obowiązku, ale służąc. Powiedzmy to jasno – wszystkie środki, które są podejmowane wbrew woli i integralności osób, są antyewangeliczne; dlatego słuszne jest również tworzenie takich procesów wiary, w których uczy się poznawania, kiedy niezbędne jest wątpienie a kiedy nie. „W istocie doktryna lub lepiej: nasze jej rozumienie i wyrażanie, «nie jest systemem zamkniętym, pozbawionym dynamiki zdolnej do rodzenia pytań, wątpliwości, dyskusji», a «pytania naszego ludu, jego zmagania, marzenia, troski mają wartość hermeneutyczną, której nie możemy pomijać, jeśli chcemy poważnie potraktować zasadę wcielenia»” [15]. Wzywam wszystkie ośrodki formacji zakonnej, wydziały teologiczne, instytuty tercjarskie, seminaria, domy formacji i duchowości do wspierania refleksji teologicznej, która będzie zdolna stanąć na wysokości naszych czasów, do wspierania wiary dojrzałej, dorosłej, która podejmuje żywotny humus [glebę] Ludu Bożego z jego poszukiwaniami i kwestionowaniem. I tym samym wspierania w ten sposób wspólnot zdolnych do walki z sytuacjami nadużyć, wspólnot, w których wymiana, dyskusja, konfrontacja będą błogosławieństwem [16]. Będziemy płodni w miarę jak umocnimy wspólnoty otwarte od ich środka i w ten sposób uwolnią się one od myślenia zamkniętego i odnoszącego się do samych siebie, pełnych obietnic i złudzeń, które obiecują życie, ale ostatecznie sprzyjają kulturze nadużyć.

Chciałbym poczynić krótkie odniesienie do duszpasterstwa ludowego, istniejącego w wielu waszych wspólnotach, gdyż jest to nieoceniony skarb i prawdziwa szkoła, w której naucza się słuchania serca naszego ludu i zarazem serca Bożego. Na podstawie swego doświadczenia jako duszpasterza nauczyłem się odkrywać, że duszpasterstwo ludowe jest jednym z niewielu miejsc, w którym lud Boży nie ulega wpływom tego klerykalizmu, który zawsze próbuje kontrolować i hamować namaszczenie ludu przez Boga. Nauczenie się pobożności ludowej jest nauczeniem się ustanawiania nowego rodzaju więzi, słuchania i duchowości, który wymaga wielkiego szacunku i którego nie zdobywa się przez pospieszne i upraszczające lektury, albowiem pobożność ludowa „odzwierciedla pragnienie Boga, które jedynie ludzie ubodzy i prości mogą poznać” [17].

Bycie „Kościołem wyjścia” to również dać sobie pomagać i zadawać pytania. Nie zapominajmy, że „wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha” (J 3, 8).

6. Jak wam powiedziałem, podczas spotkań z ofiarami mogłem stwierdzić, że brak uznania przeszkadza nam w chodzeniu. Dlatego uważam za konieczne podzielenie się z wami tym, co mnie ucieszyło i wlało wielką nadzieję potwierdzenie, w dialogu z nimi, ich uznanie dla osób, które lubię nazywać „świętymi z sąsiedztwa” [18]. Bylibyśmy niesprawiedliwi, gdyby obok naszego bólu i naszego wstydu z powodu tych struktur nadużyć i ukrywania, które tak bardzo utrwaliły się i tyle złego wyrządziły, nie uznalibyśmy licznych wiernych świeckich, osób konsekrowanych, kapłanów i biskupów, którzy nadają życie z miłości najbardziej oddalonym obszarom umiłowanej ziemi chilijskiej. Wszyscy oni są chrześcijanami, którzy potrafią płakać z innymi, którzy szukają sprawiedliwości o głodzie i pragnieniu, którzy patrzą i działają w duchu miłosierdzia [19]; chrześcijanami, którzy próbują każdego dnia rozświetlać swoje życie w świetle określeń, za których pomocą będziemy sądzeni: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść, byłem spragniony, a daliście mi pić, byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie, byłem nagi, a przyodzialiście Mnie, byłem chory, a odwiedziliście Mnie, byłem w więzieniu, a przyszyliście do Mnie” (Mt 25, 34-36).

Wyrażam uznanie i wdzięczność za wasze męstwo i stały przykład, który w chwilach wstrząsów, wstydu i bólu nadal dajecie z radością w imię Ewangelii. Świadectwo to bardzo mi się podoba i utwierdza mnie w mym własnym pragnieniu przezwyciężenia egoizmu, abym dawał z siebie jeszcze więcej [20]. Nie pomniejszając powagi i ciężaru wyrządzonego zła oraz szukania korzeni tych problemów, czujemy się zobowiązani również do uznania działającej i sprawczej siły Ducha w licznych żywotach ludzkich. Bez tego spojrzenia stanęlibyśmy pośrodku drogi i moglibyśmy wpaść w logikę daleką od szukania wzmacniania dobra i zaradzenia temu, co błędne, dzielenia rzeczywistości, popadając w poważną niesprawiedliwość.

Zaakceptowanie osiągnięć, jak również ograniczeń osobistych i wspólnotowych, jest nie tylko wiadomością, ale bardziej jeszcze staje się pierwszym bodźcem całego prawdziwego procesu nawrócenia i przemiany. Nigdy nie zapominajmy, że Zmartwychwstały Jezus Chrystus ukazuje się swoim ze swymi ranami. Co więcej, to właśnie dzięki tym ranom Tomasz może wyznać wiarę. Jesteśmy zaproszeni, aby nie zacierać ani nie ukrywać swoich ran.

Kościół zraniony jest zdolny do zrozumienia i przejęcia się ranami dzisiejszego świata, utożsamiania się z nimi, towarzyszenia im i działania, aby próbować je uleczyć. Kościół z ranami nie stawia siebie w centrum, nie uważa się za doskonały, nie próbuje ukryć i zatrzeć swego zła, ale stosuje tam jedyne, co może uzdrowić rany: imię Jezusa Chrystusa [21].

To ta pewność będzie kierowała nami przy poszukiwaniu, w porę i nie w porę, zaangażowania, aby tworzyć kulturę, w której każda osoba ma prawo oddychania powietrzem wolnym od wszelkiego rodzaju nadużyć. Chodzi o kulturę wolną od ukrywania, które kończy się zatruciem wszystkich naszych stosunków, kulturę, która w obliczu grzechu rodzi dynamikę skruchy, miłosierdzia i przebaczenia, a w obliczu zła – ujawnienie, osąd i karę.

7. Drodzy bracia, rozpocząłem ten list, mówiąc wam, że zwołanie was nie jest zabiegiem funkcjonalnym ani gestem dobrej woli, ale przeciwnie – jest przywołaniem namaszczenia, jakie macie jako Lud Boży. Z wami będą mogły zostać poczynione kroki niezbędne, aby odnowa i nawrócenie kościelne było zdrowe i długofalowe. Z wami będzie możliwa tak bardzo potrzebna niezbędna przemiana. Bez was nic nie można zrobić. Zachęcam cały Święty Lud wierny Bogu, żyjący w Chile, aby nie bał się włączyć i kroczył, pobudzany przez Ducha w poszukiwaniu Kościoła z każdym dniem coraz bardziej synodalnego, prorockiego i budzącego nadzieję; mniej nadużywającego, umiejącego bowiem postawić Jezusa w centrum, w zgłodniałym, uwięzionym, w migrancie i wykorzystywanym.

Proszę was, abyście nie przestawali modlić się za mnie. Czynię to za was i proszę Jezusa, aby wam błogosławił i aby święta Panna was strzegła.

Watykan, 31 maja 2018, święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg