Rzymski pielgrzym

Ten tak bardzo oczekiwany moment spotkania z Ojcem św. Janem Pawłem II stal się nagle rzeczywistością. Po raz pierwszy w historii na polskiej ziemi znalazł się papież, można wiec powiedzieć, że każdy z tych powszednich dni z Ojcem św. urósł do roli wielkiego święta w naszych wnętrzach.

To nieprawda jak myślą niektórzy: papież odjedzie, wszystko wróci do dawnego, do tradycyjnej niedzielnej religijności, do praktyk religijnych, które na pierwszy rzut oka nie wpływają na postawy w życiu. Odczucie niezwykłości tego wydarzenia nie pozostanie tylko w sferze wzruszeń, to stało się, dla mnie jasne biorąc bezpośredni udział w pierwszych dwóch dniach papieskiego po Polsce pielgrzymowania. Można to byto już odczuć kilka miesięcy wcześniej, a szczególnie w ostatnich tygodniach i dniach poprzedzających wizytę. Tak jak w październiku ubiegłego roku we wszystkich naszych domach, środkach lokomocji, biurach i zakładach dało się słyszeć dwa łacińskie wyrazy, nagle dla wszystkich zrozumiałe - habemus papam, tak obecnie wszędzie słyszało się pytanie: dokąd wybieracie się zobaczyć papieża?

Już od wczesnych godzin rannych 2 czerwca ulice Warszawy na trasach przejazdu Ojca św. zapełniły się ludźmi. Przejeżdżając prasowymi autokarami na lotnisko, na dwie godziny przed przylotem samolotu, zauważyłem, że tłumy wiernych oblegały gęsto wszelkie skrzyżowania, ronda, zakręty ulic, te miejsca, gdzie spodziewano się. dłużej widzieć Ojca św. Niewielką trybunę na wojskowym lotnisku Okęcie wypełnili niemal w całości dziennikarze, fotoreporterzy, sprawozdawcy radiowi i telewizyjni. Kilkanaście minut przed dziesiątą miejsca na płycie lotniska zajęli przedstawiciele Episkopatu Polski, korpus dyplomatyczny, posłowie katoliccy, władze KUL, ATK oraz delegacje ludzi pracy, dzieci z kwiatami. Później wmaszerowała przy dźwiękach orkiestry kompania honorowa.

Oczekiwanie w Warszawie podobne do tego, jakie przeżywa się na Placu św. Piotra w Rzymie przed papieską audiencją generalną lub na Anioł Pański. Siostra zakonna stojąca. Głowy skierowano ku górze, gdzie z głośnym szumem przeleciał odrzutowiec pozostawiając na błękitnym, niemal włoskim niebie, spienioną białą smugę. Z budynku lotniczego wyszli Prymas Polski kard. Wyszyński, Henryk Jabłoński — Przewodniczący Rady Państwa oraz kilku innych przedstawicieli władz PRL i Kościoła. Kilka minut później z szumem silników wtoczył się majestatycznie lśniący bielą samolot ALITALIA. Dość długo trwała manipulacja z odpowiednim podjazdem trapu do drzwi samolotu. Kiedy Prymas Polski wstępował po schodach, żeby powitać Ojca św. wewnątrz samolotu, rozległy się pierwsze oklaski. Po chwili pojawiła się. znajoma sylwetka z wyciągniętymi serdecznie w górę rękami. Papież, uradowany pozdrowił wszystkich. Wojsko sprezentowało broń. Po zejściu z pokładu samolotu papież klęknął i ucałował ziemię. Uczynił podobnie w Meksyku, teraz gest ten posiadał jeszcze dodatkowo głębszą wymowę: Ojciec św. całuje ziemią ojczystą. Dla Polaków gest ten znaczył bardzo wiele: jedność papieża z narodem, z którego pochodzi i do którego należy.

Po powitaniu odegrano hymny państwowe - watykański i polski. Ojciec św. słuchał własnego hymnu głęboko zamyślony, jakby nieco zdziwiony zaistniałą sytuacją, której nikt nie mógł przewidzieć. Może myślał jeszcze raz o tym, jak Pan Bóg potrafi sprawiać niespodzianki.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama