Świętość pod lupą

Proces kanonizacyjny Jana Pawła II był procesem w pełnym tego słowa znaczeniu. Swoją rolę miał w nim do odegrania również tzw. adwokat diabła. Choć to… niezupełnie trafne określenie.

Ksiądz Sławomir Oder – postulator procesu kanonizacyjnego. Ks. Giuseppe D’Alonzo – promotor sprawiedliwości, nazywany popularnie „advocatus diaboli”. Obaj mianowani przez kard. Camillo Ruiniego, wikariusza generalnego Rzymu. Czy postulator procesu i promotor sprawiedliwości to dwie osoby stojące po przeciwnych stronach w procesie Jana Pawła II? Czy pierwszy robił wszystko, by udowodnić świętość Karola Wojtyły, a drugi miał za zadanie ją kwestionować? Tak oczywiście byłoby najprościej dla potrzeb czytelnego opisu. Najprościej, ale niekoniecznie prawdziwie. I jeden, i drugi miał za zadanie dołożyć wszelkich starań, by proces był jak najbardziej obiektywny. Do tego było potrzebne zarówno zbieranie i weryfikowanie dowodów świętości, jak i wysłuchanie świadków, którzy tę świętość z różnych powodów podważali. Proces kanonizacyjny Jana Pawła II, choć wyjątkowo szybki, był też bardzo dokładny.

Dlaczego nie „subito”?

Gdy 9 lat temu na placu św. Piotra Kościół ustami wiernych wołał „Santo subito!”, wydawało się, że po raz pierwszy od wielu wieków kanonizacja odbędzie się poprzez aklamację. Nie jest już tajemnicą, że taka możliwość była rozważana przez kardynałów, a nawet przez Benedykta XVI. – Papież odczuwał mocno presję, by wszystko przyspieszyć, bo ten okrzyk „Santo subito” kazał postawić pytanie, dlaczego właściwie od razu nie zrobić kanonizacji – mówi GN ks. Sławomir Oder, postulator procesu kanonizacyjnego Jana Pawła II. – Benedykt XVI konsultował się w tej sprawie z kardynałami. Sięgnął też do archiwum podobnych spraw, bo również Jan Paweł II w przypadku Matki Teresy z Kalkuty myślał o tym, by od razu ogłosić ją świętą. I też konsultował się w tej sprawie i wspólnie z kardynałami doszedł do wniosku, że nie należy rezygnować z procesu. Papież Benedykt  XVI tak samo zdecydował w przypadku Jana Pawła II – mówi ks. Oder. Komu zatem proces był potrzebny? – Dla ludzi, którzy żyli w czasie pontyfikatu Jana Pawła II, jego świętość jest czymś oczywistym, to prawda – przyznaje postulator procesu. – Pamiętajmy jednak, że święty pozostaje w historii Kościoła. I proces został przeprowadzony po to, by tę opinię świętości zobiektywizować, aby w przyszłości nikt nie mógł powiedzieć, że to był moment jakiejś zbiorowej histerii i powszechnego zauroczenia – dodaje ks. Oder.

Nie bronię diabła

Udało nam się dotrzeć również do drugiego ważnego uczestnika procesu, wspomnianego na początku promotora sprawiedliwości w procesie kanonizacyjnym, ks. Giuseppe D’Alonzo. Na początku rozmowy zaznacza wyraźnie, że nie był „adwokatem diabła”. – Promotor sprawiedliwości nie sprzeciwia się beatyfikacji i kanonizacji kandydata, ale – jak sama nazwa wskazuje – jest tym, który promuje sprawiedliwość, jest strażnikiem dobra publicznego. W czasie procesu ma czuwać nad tym, by zachowana została zgodność z przepisami proceduralnymi, a celem jego działań jest poszukiwanie prawdy o kandydacie na ołtarze – mówi GN ks. D’Alonzo. – Moja praca w tym procesie polegała m.in. na przedstawieniu sędziemu wszelkich problemów i trudności, które mają być wyjaśnione w toku postępowania, by rozwiać wątpliwości co do świętości kandydata. Moim obowiązkiem było czytanie opublikowanych i niepublikowanych pism sługi Bożego, badanie dokumentów sprawy i przygotowanie pytań dotyczących jego życia.

Tak przygotowany kwestionariusz został przedstawiony sędziemu, który posługiwał się nim w czasie przesłuchiwania świadków. Jeżeli w trakcie dochodzenia pojawiały się jakiekolwiek wątpliwości, promotor sprawiedliwości sugerował sędziemu postawienie konkretnych pytań, niezbędnych i przydatnych do zbadania tej sprawy, mógł proponować również świadków – opowiada ks. D’Alonzo.

Przeciwnicy mają głos

Pojęcie „adwokata diabła”, choć – jak już zauważyliśmy i jak zaznaczył ks. D’Alonzo – nie do końca trafne, też nie wzięło się znikąd. Bo choć sam promotor sprawiedliwości nie reprezentuje strony przeciwnej kanonizacji, to jednak ma za zadanie dopilnować, by ci, którzy takie zastrzeżenia zgłaszają, zostali wysłuchani oraz by ich opinie stały się przedmiotem dochodzenia. – Żadne zgłaszane zastrzeżenia nie zostały zbagatelizowane, przeciwnie: zweryfikowano je i komisja historyczna podjęła te wątki. Przedstawiciele oponentów zostali przesłuchani jako świadkowie z urzędu – tłumaczy GN ks. Sławomir Oder, postulator procesu. W swojej książce „Zostałem z wami. Kulisy procesu kanonizacyjnego Jana Pawła II” ks. Oder wspomina m.in. o tym, jakie konkretnie zastrzeżenia w stosunku do Jana Pawła II były zgłaszane w czasie procesu. Były więc grupy teologów, którzy krytykowali nadmierny centralizm rzymski, a „w opublikowanym manifeście o transparencję w procesie kanonizacyjnym Jana Pawła II zarzucali słudze Bożemu zamknięcie się na kwestie kapłaństwa kobiet, zniesienia celibatu księży, teologii wyzwolenia, a także niezdolność rozwiązania pewnych spraw kurialnych albo z nimi związanych, jak np. związek Instytutu Dzieł Religijnych (IOR), zwanego bankiem watykańskim, z upadłym bankiem Ambrosiano. Dokument ten został włączony do akt procesorowych, a przedstawiciel grupy teologów został przesłuchany w charakterze świadka z urzędu”, pisze ks. Oder.

Problem z Asyżem

Drugą grupą wypowiadającą się krytycznie w kwestii kanonizacji były osoby związane z Bractwem św. Piusa X. „Zastrzeżenia lefebrystów dotyczyły tradycyjnie kontestowanych przez bractwo spraw – odnosiły się do dialogu ekumenicznego, współpracy międzyreligijnej i spotkań w Asyżu, liturgii posoborowej. Również to pismo zostało włączone do akt procesu. Tak jak w przypadku zarzutów teologów »lewicujących« także zarzuty »prawicowe« zostały rozpatrzone przez komisję historyczną i przedstawione w tzw. dialogicznej współpracy między postulatorem a relatorem, czyli osobą nadzorującą redakcję positio, przedstawicielem Kongregacji do spraw Świętych”, pisze ks. Oder. Trudno jednak zaprzeczyć, że kwestia modlitwy w Asyżu budziła wątpliwości nie tylko lefebrystów. Dla wielu osób do dziś dopuszczenie do tego, by w jednym miejscu, na dodatek świętym dla katolików, oddawano cześć bożkom i prawdziwemu Bogu, było przekroczeniem granicy dialogu. Ksiądz Oder, tłumacząc w książce, w jaki sposób w trakcie procesu analizowano ten problem, przywołuje słowa Benedykta XVI wypowiedziane w 21. rocznicę pierwszego Asyżu: „Aby nie zatracić sensu tego, co Jan Paweł II pragnął zrealizować i co, używając jego własnych słów, stanowi »ducha Asyżu«, nie wolno zapominać o staraniach, jakich dokładano, aby owego spotkania nie można było poddać interpretacji synkretycznej, bazującej na relatywizmie. Właśnie dla uniknięcia tego niebezpieczeństwa Jan Paweł II już w pierwszych słowach wypowiedzianych w jego kontekście stwierdził: »Fakt, że zeszliśmy się razem, nie stanowi żadnej przesłanki do poszukiwania konsensusu religijnego ani dla prowadzenia negocjacji odnośnie do naszej wiary. Należy unikać zatem niebezpieczeństwa nieporozumienia. Nawet wówczas, gdy spotykamy się razem, aby modlić się o pokój, modlitwa powinna odbywać się tak, aby każdy modlił się w sposób właściwy sobie, osobno dla każdej religii«”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg