Papież prostej modlitwy

O modlitwie Jana Pawła II z abp. Mieczysławem Mokrzyckim, metropolitą lwowskim

Andrzej Grajewski: Ksiądz Arcybiskup przez blisko dziewięć lat pracował u boku błogosławionego Jana Pawła II. Co, zdaniem Księdza Arcybiskupa, najbardziej świadczy o świętości papieża?

Abp Mieczysław Mokrzycki: Na mnie zawsze wielkie wrażenie robiła jego odpowiedzialność za misję Piotra naszych czasów. Zdawał sobie sprawę z tego, a także ze związanych z tym wyzwań oraz zadań, jakie Opatrzność Boża przed nim stawiała. Podejmował je z niezwykłą odwagą. Także sprawy, które – patrząc z ludzkiej perspektywy – wydawały się bardzo trudne albo w ogóle niemo- żliwe do zrealizowania. Nie spotkałem w życiu innego człowieka, który potrafiłby się modlić całym sobą, jak on. Wykorzystywał do tego każdą wolną chwilę, każdy moment. To nie były tylko medytacje, modlitwy i rozważania w swojej kaplicy, choć każdego dnia sporo czasu na to poświęcał. Nawet jego kontakty z ludźmi, zarówno te oficjalne, jak i nieoficjalne, nieraz przybierały charakter modlitwy. Choć był wielkim filozofem, teologiem i mistrzem słowa, nie wstydził się prostych form ludowej pobożności. Wydaje mi się, że były mu one bliskie i był przekonany o ich wielkiej skuteczności. Zawsze nosił szkaplerz, bardzo często w jego ręku widziałem różaniec. Przy każdej okazji pielgrzymował do sanktuariów, przede wszystkim maryjnych. Droga Krzyżowa towarzyszyła mu w każdy piątek przez cały rok. Codziennie śpiewał godzinki, a w Wielkim Poście Gorzkie Żale. W maju i w czerwcu, po kolacji z zaproszonymi gośćmi z Polski, wychodziliśmy na taras, gdzie była kaplica Matki Bożej Fatimskiej, śpiewało się „majówkę”, czyli nabożeństwo ku czci Matki Bożej. W czerwcu zaś Litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa. W każdy czwartek papież odprawiał Godzinę Świętą. Modlitwy, medytacje przeplatał polskimi pieśniami eucharystycznymi. Korzystał przy tym z modlitewnika, którego używał od czasów seminaryjnych. Odmawiał z niego wszystkie litanie.

Ten rytm musiał chyba się zmienić pod koniec życia, kiedy z powodu choroby był coraz słabszy?

W ostatnich latach ojciec święty modlił się, słuchając nas. Pomagaliśmy mu podczas odmawiania brewiarza czy innych, codziennych modlitw. W ostatnim okresie jego życia, kiedy już nie mógł mówić, my odmawialiśmy modlitwy, a on ich słuchał.

A jak papież reagował na jakieś niezwykłe wydarzenia, np. atak terrorystyczny 11 września 2001 r. na Nowy Jork?

Pierwszą reakcją było westchnienie „O Boże”. To było jedyne słowo, jakie z jego ust słyszałem w chwilach, kiedy dowiadywał się o wojnach, konfliktach czy ludzkich dramatach. W takich momentach nie było u niego widać śladu paniki czy trwogi. Po krótkiej rozmowie zawsze udawał się samotnie do kaplicy, gdzie pozostawał przez pewien czas sam, modląc się i medytując. Dopiero po jakiejś chwili prosił najbliższych współpracowników z Kurii Rzymskiej z Sekretariatu Stanu. Wspólnie zastanawiali się nad stosowną reakcją. Rozważali, jakie są możliwości udzielenia pomocy przez Stolicę Apostolską oraz innych działań. Zawsze jednak najpierw była modlitwa, a później działanie.

Rozmawiamy we Lwowie. Czy to prawda, że sprawy tego miasta były papieżowi bliskie?

Ojciec święty darzył Lwów wielkim sentymentem. Abp Eugeniusz Baziak, metropolita lwowski, który po II wojnie światowej musiał opuścić Lwów, jako administrator archidiecezji krakowskiej konsekrował Karola Wojtyłę na biskupa pomocniczego. Do kręgu jego bliskich przyjaciół zaliczał się kard. Marian Jaworski, lwowianin, którego mianował metropolitą w tym mieście. Utrzymywał kontakt z kard. Josipem Slipyjem, greckokatolickim metropolitą lwowskim, który za wierność Kościołowi zapłacił wieloma latami w sowieckich łagrach. Dlatego Jan Paweł II stale interesował się sytuacją religijną we Lwowie i wspierał katolików obu obrządków. Kiedy tylko nadarzyła się okazja, odtworzył dla nich struktury kościelne.

Dzięki staraniom Jana Pawła II także Kościół greckokatolicki otrzymał wolność po latach represji i cierpień.

Jan Paweł II poświęcał kwestii unickiej wiele uwagi. O szacunku, jakim darzył kard. Slipyja, niech świadczy fakt, że po jego śmierci we wrześniu 1984 r. nie tylko modlił się przy trumnie metropolity, ale także wykonał niezwykły, symboliczny gest. Ucałował rękę zmarłego kardynała, oddając w ten sposób hołd jego postawie świadka i męczennika za wiarę. Współczesny Kościół greckokatolickimi nie zapomniał zasług Jana Pawła II, który cieszy się wśród jego wiernych autentycznym kultem. Doświadczyliśmy tego czasem w dość dwuznacznych sytuacjach. Użytkujemy z wiernymi greckokatolickiami świątynię pw. Matki Bożej Gromnicznej, dawny nasz kościół seminaryjny. Do niedawna wisiał tam niewielki portret św. Józefa Bilczewskiego. Jednak unici poprosili, abyśmy go zdjęli, gdyż w ich przekonaniu podczas walk o Lwów po pierwszej wojnie światowej angażował się po polskiej stronie. Poprosili, aby w tym miejscu powiesić obraz Jana Pawła II, którego uważają także za swojego świętego.

Może więc wspólny kult Jana Pawła II będzie pomocny w rozwiązaniu spornych kwestii we Lwowie?

Myślę, że łaska Boża ma swoją moc i z pewnością wspólne przeżywanie kanonizacji Jana Pawła II będzie nas zbliżało.

Wydaje mi się, że usprawiedliwione jest powiedzenie, że Jan Paweł II był orędownikiem polsko-ukraińskiego pojednania.

Zawsze starał się podczas spotkań z hierarchami obu obrządków o tych sprawach mówić. Także w swym nauczaniu podczas pielgrzymki na Ukrainę w 2001 r. wyraźnie zachęcał do leczenia ran, przebaczenia i pojednania.

Wydaje mi się, że dla tego pontyfikatu ważny jest moment, kiedy Jan Paweł II, ranny w czasie zamachu 13 maja 1981 r., odkrywa, że to wydarzenie wpisuje się w treść tajemnicy fatimskiej. Ojciec święty miał świadomość, że jego męczeństwo zostało jakoś zapowiedziane w Fatimie?

Po zamachu bardzo często podkreślał, że kolejne lata pontyfikatu były mu darowane.

Analizowałem przebieg zamachu i nie ulega dla mnie wątpliwości, że gdyby nie stało się wówczas coś nadzwyczajnego, papież powinien 13 maja 1981 r. zginąć. Tak jak jest o tym mowa w trzeciej tajemnicy fatimskiej.

Dlatego mówił, że jedna ręka strzelała, a druga prowadziła kulę. Można dodać, że „prowadziła” w taki sposób, aby ten pontyfikat mógł być kontynuowany. Dlatego każdego 13 maja o godz. 17 odprawiał w swojej kaplicy Mszę św. dziękczynną za ocalenie. Później zawierzył Niepokalanemu Sercu Maryi cały świat, najpierw w Fatimie, a później w Watykanie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.