Witajcie sercanki!

Bogu dzięki za wszystkie łaski otrzymane w tych dniach! - pisze s. Leonisa Porzycka, sercanka, uczestniczka I pielgrzymki Ojca Świętego do Polski.

Kraków był ślicznie udekorowany, zwłaszcza kościoły i Kuria. Ale i krakowianie bardzo się spisali: w oknach, na balkonach wszędzie widoczne były portrety Ojca św. i chorągiewki. Panował nastrój jak na wesele, kolorowo i wesoło. Chociaż muszę przyznać, że gdy wyjeżdżałam z Krakowa do Częstochowy 4 czerwca, to miasto było jeszcze słabo udekorowane. Martwiłam się, że ludzie tak powoli zabierają się do tego.

6 czerwca
Przylot do Krakowa


Deszcz pada, stoimy pod parasolami na Błoniach i wzdłuż trasy z Błoń do Kurii. Ojciec św. przyjechał do Krakowa o godz. 20.00. Wszyscy są ogromnie wzruszeni. Machamy chorągiewkami. Deszcz przestał padać. Ojciec św. wita Kraków, odczuwa się Jego zmęczenie. Arcybiskup Macharski wita Ojca św., ale bardzo krótko, chyba nie może mówić ze wzruszenia. Ojciec św. jedzie do Kurii, młodzież biegnie prawie równo z autem wzdłuż Błoń.

7.06.
Na trasie.


Stoimy wszystkie na ulicy obok naszego domu (na Manifestu Lipcowego, dzisiaj jest to ul. Piłsudskiego), bo Ojciec św. przejeżdża z Kurii na Błonia, skąd udaje się do Oświęcimia helikopterem. Deszcz pada, jest godzina 8.00 rano. Śpiewamy całą godzinę. Ludzie układają kwiaty (potem robiły to dzieci). Takich przejazdów Ojca św. było sześć i najlepiej Go można było wtedy zobaczyć.
O godz. 9.00 zaczęłyśmy śpiewać: „Liczę na Ciebie, Ojcze”, złożyłyśmy parasolki, za chwilę deszcz przestał padać.
Ojciec św. przejeżdża wolno w pięknym samochodzie, widzimy Go dobrze, bo wysoko stoi i błogosławi. Jak nas zobaczył, powiedział (do głośnika): „Witajcie, sercanki”.
Ludzi dość dużo, więc zdziwiona pytam się, czy pracują? „Tak, siostro...” - odpowiadają. Wozy z milicją stoją akurat na naszej ulicy. Ale porządek jest idealny, ludzie się zachowują bardzo kulturalnie. Takich przejazdów było, jak wspomniałam, sześć. Za każdym razem pojawiało się coraz więcej ludzi. Nieraz czekaliśmy godzinę, a nawet i dwie, a nikt się nie skarżył na trud czekania (jednak nauczyliśmy się cierpliwości w naszych „ogonkach”). Małe dzieci ubierały kwiatami ulice w śliczny, kolorowy wąż na środku (nie było wolno rzucać kwiatów na auto) i też im się nie nudziło... Trochę się tylko umorusały.
A co się działo pod Kurią, jak Ojciec św. powracał! Aż do 12 w nocy było tak tłoczno, że zrezygnowałam wkrótce i po odmówieniu przez Ojca św. modlitwy Anioł Pański wróciłam z wielkim trudem do domu. Ojciec św. stawał w oknie (jak w Rzymie), specjalnie do to przygotowanym i rozmawiał z krakowianami, cieszył się z nimi, żartował. A oni Mu nie dawali ani zjeść, ani odpocząć. Śpiewali: „Słuchaj, Ojcze, jak Cię błaga lud, słuchaj, przemów chociaż kilka słów”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama