Watykan: W obronie tajmnicy

Kościelne służby przeczesują Watykan w poszukiwaniu podsłuchów i ukrytych kamer. W Ogrodach Watykańskich zamontowano już aparaturę zagłuszającą telefony komórkowe. Wszystko po to, by ochronić tajemnice konklawe - informuje Gazeta Wyborcza.

Zagrożona tajemnica
Kardynałowie podczas konklawe nie mogą używać telefonów (komórkowych i stacjonarnych), czytać prasy, oglądać telewizji, słuchać radia, nagrywać czegokolwiek na dyktafony, pisać i otrzymywać listów. Złamanie tajemnicy głosowań i przebiegu konklawe jest karane automatyczną ekskomuniką (nikt nie musi jej potwierdzać) i m.in. dlatego nikt nie wątpi, że purpuraci zachowają dyskrecję.

Nie tylko oni będą mieć jednak dostęp do pożądanych przez świat zewnętrzny informacji.

Fakt, że kardynałowie nie będą już siedzieć wyłącznie w Kaplicy Sykstyńskiej (stamtąd całą "obsługę" przed głosowaniem wyrzuca się za drzwi łacińskim "extra omnes"), sprawi, że część przedwyborczych manewrów będzie się odbywać na oczach pracowników Watykanu. Zapewne nie mają oni szans na podsłuchanie rozmów w Kaplicy Sykstyńskiej, ale same obserwacje, kto i z kim spaceruje po Ogrodach Watykańskich oraz korytarzach kurii, są ważną wskazówką w sprawie kształtujących się koalicji przedwyborczych. Stąd wczorajsze zaprzysiężenie personelu.

Siła prasy
Tajność obrad ma zapewnić niezależność głosowania. Dzięki kulturze tajemnicy kardynałowie chcą też uniknąć wrażenia, że są zwykłym ciałem politycznym, które - na wzór świeckich parlamentów - wybiera swego szefa. Dlatego już przed ponad tygodniem zobowiązali się do nierozmawiania z pras, także w okresie przed konklawe. - Wybór papieża musi być dyskretny. Nasze wypowiedzi w prasie mogą nam tylko zaszkodzić - miał argumentować kard. Joseph Ratzinger, główny rzecznik milczenia.

Ratzinger (jeden z dwóch głosujących kardynałów, którzy brali udział również w poprzednim konklawe) zapewne pamięta, jak duży wpływ na poprzednie wybory miał niefortunny wywiad prasowy. W przeddzień konklawe udzielił go dziennikarzowi "Gazzetta del Popolo" kard. Giuseppe Siri, główny kandydat konserwatystów. - Kolegialność w Kościele? Cóż by to miało oznaczać - kpił Siri z zasady promowanej przez Pawła VI.

Zdaniem ówczesnych komentatorów ze słów Siriego biło zacietrzewienie, ambicja i pycha, które odstraszyły nawet część jego zwolenników wśród kardynałów. Fatalny był też odbiór społeczny wywiadu. - To odebrało mu szansę na tron papieski. I nauczyło wielu kardynałów, że w sprawie wyboru papieża lepiej milczeć - mówią watykaniści.

Tomasz Bielecki
«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama