Ostatniego tygodnia nie zapomnę nigdy

Jeszcze kilka godzin temu rzymska Via della Conciliazione, ulica prowadząca do Placu Św. Piotra, przy której od kilku lat mieszkam, oblegana była przez rzesze zgromadzonych pielgrzymów. Teraz zapanowała cisza. Po prawie tygodniowej przerwie przywrócono ruch samochodów. Ludzie idą pod parasolami. Pada deszcz, jakby na podsumowanie uroczystości pogrzebowych papieża. Pozostała jakaś dziwna pustka i właściwie dopiero teraz dociera do mnie fakt, że Go tutaj już nie ma. Zamknięte okiennice Jego mieszkania pogłębiają to uczucie. Jest dziwnie smutno.

Ostatniego tygodnia nie zapomnę nigdy. Zbyt wiele się działo, żeby móc to spokojnie w kilku treściwych zdaniach opisać. Potrzeba czasu, aby dokonać refleksji, o wiele głębszej niż medialne doniesienia i fakty. Potrzeba się zatrzymać, by móc zgłębić całą treść tych niezwykłych rekolekcji. Mówiono: narodowych rekolekcji. Jestem przekonany, że więcej niż narodowych: prawdziwie światowych rekolekcji. Zatrzymać się, aby nie umknęło to, co najistotniejsze, aby silne uczucia i emocje nie przysłoniły przesłania, którego pierwsze słowa usłyszeliśmy w październiku 1978 roku: „Nie lękajcie się! Chrystus wie, co kryje się we wnętrzu człowieka”.

Te słowa stały się mottem przewodnim pontyfikatu Jana Pawła II, który stopniowo wprowadzał Kościół i świat na coraz głębsze poziomy zjednoczenia z Chrystusem: „Nie lękajcie się być świętymi!”, „Wypłyń na głębię. Nie lękaj się!”. Tych wezwań do odważnego wyboru Chrystusa i pójścia za Nim było wiele. I bez wątpienia jest to przesłanie papieża, który sam pokazał jak iść za Panem nie lękając się, przełamując trud, aż po cierpienie, śmierć i chwałę. Jestem przekonany, że Ojciec Święty był i pozostanie ikoną Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego, a jego życie i nauczanie, także to wyrażone milczeniem ostatnich tygodni będzie prawdziwą szkołą życia duchowego, w której kimś najważniejszym był, jest i będzie Jezus Chrystus.

* * *

W niedzielę 13 marca około 18.30 pobiegłem na Plac Św. Piotra. Papież wracał z kliniki Gemelli. Stanąłem pomiędzy ludźmi. Oczekiwaliśmy z radością. Kiedy pojawił się samochód, zaczęliśmy bić brawa. Wracał do domu jak król. Siedział z przodu, obok kierowcy, błogosławił i patrzał jak zwykle przenikliwym, choć bardzo cierpiącym wzrokiem. To było moje ostatnie spotkanie z papieżem. Przyjąłem jego ojcowskie błogosławieństwo. Widziałem tego wieczora Chrystusa wjeżdżającego do Jerozolimy, gdzie miała dokonać się ostatnia godzina.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |