Nieznane przemówienie Jana Pawła II

Pragnienie prawa do Chrystusa, które się budzi, obudziło, bardzo obudziło, ono musi przejść przez swoją wielką próbę, przez próbę społeczną, ażeby mogło uczynić zadość jakimś opatrznościowym zamiarom samego Boga - mówił Jan Paweł II na Jasnej Górze w niepublikowanym dotychczas przemówieniu z roku 1979.

Teraz, moi Drodzy, przechodząc do genezy naszego dzisiejszego spotkania. Był taki dzień - naprzód trzeba trochę prehistorii - kiedy władze watykańskie od gości, które szumnie nazywają się prefekturą, powiadają: dzisiaj będzie grupa studentów KUL-u. No i rzeczywiście była grupa studentów, a także i pracowników naukowych KUL-u, którzy wracali po jakimś okresie prac na Uniwersytecie Mediolańskim. Wszyscy się potem bardzo dziwili, że ta grupa wcale nie biła brawa, tylko wszyscy płakali. Bo oni tam zwyczajni są bić brawo. Muszę powiedzieć na podstawie ostatnich doświadczeń, żeście się dość podciągnęli [śmiech i oklaski].

Ale to wszystko jest prehistorią. Historia zaczęła się od momentu, kiedy przyjechał Rektor ubrany wytwornie nie we fraku, tylko w habicie i przyjechał z nim również Prorektor, tym razem nie w habicie - jeszcze do tego nie doszedł [śmiech i oklaski; chodziło o profesora polonistyki Stefana Sawickiego]. I zaczęli mi tłumaczyć, że jeżeli ja do Polski przyjadę, to powinienem przyjechać do Lublina. Ja im powiedziałem: prosta sprawa, idźcie do Warszawy, do kogo, to już inna rzecz [śmiech]. Ja myślałem jako papież po kościelnemu [śmiech i oklaski]. Ja nie wiem, jak oni tam do tej Warszawy chodzili: dość na tym, że spotykamy się nie w Lublinie [śmiech i oklaski]. Oczywiście, że to ma swoje dobre strony. Liczne dobre strony. Spotykamy się bądź co bądź na Jasnej Górze. Połączone to było z wielkim wysiłkiem natury ideowej, natury administracyjnej i natury turystycznej. Przeżyliście wiele emocji związanych z koleją państwową [śmiech i oklaski; były celowe postoje pociągów]. No, a inni może nie przeżyli tych emocji kolejowych, ale za to mają obrzęki na nogach [śmiech i oklaski; część przyszła z Lublina na piechotę].

Moi Drodzy, ja jestem Wam bardzo za to wdzięczny. I za te emocje natury kolejowej, i za te obrzęki na nogach, i za to, żeście tutaj tak licznie przybyli, i za to, żeście się do mnie tak dość zasadniczo przyznali [śmiech i oklaski]. To mi bardzo ułatwi sprawę na przyszłość, jeżeli kiedyś po jakimś znowu innym dokumencie, publikacji, będą się do mnie przyczepiać w "Le Monde" lub gdzie indziej na świecie albo w "El Pais" (w "Le Monde" są dużo lepsi ostatnio - dla papieża, nie dla Włochów). Jeżeli się będą tak przyczepiać do mnie i będą dochodzić, gdzie on się tego nauczył albo nie nauczył, to ja mam alibi [śmiech i oklaski], mam od razu gotowe alibi - wszystkich odeślę do naszego dzisiejszego spotkania i będą myśleli, że się tego nauczyłem lub nie nauczyłem na KUL-u [oklaski]. Inna rzecz, czy będą mieli rację? A to ze względów zupełnie podstawowych, ponieważ uniwersytet do uczenia też niby jest [śmiech]. Ale w gruncie rzeczy on jest po to, żeby człowiek, który do niego przychodzi, który ma swój własny rozum, i ten rozum już co nieco rozwinięty, i pewien zasób doświadczenia życiowego, i pewne skrzydła ukryte w głowie i w sercu, żeby nauczył się myśleć sam. Uniwersytet jest po to, żeby wyzwolił ten potencjał umysłowy i potencjał duchowy człowieka, żeby pomógł w jego wyzwoleniu się. Ale to wyzwolenie jest aktem własnym, aktem osobowym człowieka.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg