Dlaczego Papież chce Turcji w UE?

Benedykt XVI postanowił pozyskać Turcję dla Europy i przez to wciągnąć muzułmanów do wspólnego frontu walki z "dyktaturą relatywizmu" - twierdzi w Gazecie Wyborczej Katarzyna Wiśniewska.

Krzyżowiec bez krzyża - tak Benedykta XVI ochrzciła kilka dni temu turecka bulwarówka "Sabah". Papież podbił Turcję.

Zapowiadało się mniej różowo. W wywiadzie dla francuskiego dziennika "Le Figaro", który dwa lata temu wywołał oburzenie Turków, kard. Ratzinger mówił: "Przez całą historię Turcja zawsze należała do innego kontynentu, zawsze stanowiła kontrast wobec Europy. Byłoby błędem robić z dwóch różnych kontynentów jeden, oznaczałoby to utratę bogactwa dzielących różnic i rezygnację z kultury w zamian za korzyści w sferze ekonomicznej".

W tym kontekście zapewnienie premiera Erdogana, że popiera dążenia Turcji do UE, zabrzmiało w ustach "pancernego kardynała" niemal tak rewolucyjnie, jakby zrównał Mahometa z Chrystusem.

"Właśnie taki Ratzinger podobał się zwolennikom starcia cywilizacji, to takiego papieża podziwiali ci, którzy patrzą na islam z nienawiścią, jaka sączyła się ze stron książek Oriany Fallaci. Benedykt XVI ich rozczarował" - podsumuje watykanista "La Repubbliki" Marco Politi.

Dlaczego zmienił front

Co wpłynęło na tak radykalną zmianę frontu przez papieża? Wśród watykanistów popularne są trzy hipotezy. Dyplomatyczna: papież jako głowa Kościoła musi radykalne poglądy schować do kieszeni i rozumować w szerszej perspektywie. Zwolennikiem wariantu dyplomatycznego jest m.in. Marco Politi, który pisze: "Nie można pozostać zamkniętym w powłoce własnych spraw osobistych, kiedy dźwiga się odpowiedzialność za kierowanie instytucją kroczącą przez dwa tysiące lat historii".

Wariant pojednawczy brzmi: Benedykt XVI chciał zakopać topór wojenny i ostatecznie zażegnać konflikt z muzułmanami wywołany przez papieski wykład w Ratyzbonie.

Tę hipotezę da się obronić. Zawierając sojusz z Turcją, papież zawarł go tym samym ze światem umiarkowanego islamu, co stawia go na znacznie lepszej pozycji w konflikcie z islamskimi fundamentalistami. Teraz Benedykt XVI ma po swojej stronie zarówno premiera Erdogana, jak i Alego Bardakoglu, zwierzchnika tureckich imamów, który po Ratyzbonie ostro go krytykował. Zbliżenie Turcji do Europy to gwarancja, że nie zwróci się w stronę radykalnego Wschodu. Paradoksalnie będzie w ten sposób bliższa światu chrześcijańskiemu.

Nieco gorzej z wariantem trzecim, nazwijmy go ewolucyjnym. Oto, jak słyszymy, papież zmienił zdanie o Turcji, stwierdził, że przyjęcie jej do Unii nie oznacza rezygnacji z europejskiej kultury, nie zaciera wcale europejskiej tożsamości. Byłoby naiwnością twierdzić, że papież przekonał się do Turcji, wiedząc o poważnych zastrzeżeniach, jakie ma wobec niej Komisja Europejska.

Z Turkami przeciw zeświecczeniu?

O wiele bardziej prawdopodobny wydaje się inny scenariusz. Jednym z papieskich priorytetów jest obrona Europy chrześcijańskiej. W homilii na rozpoczęcie konklawe (uważaną za "programową" kard. Ratzinger) ubolewał, że chrześcijaństwo jest w odwrocie, krytykował uległość wobec bezbożnych ideologii. Zapowiedział walkę przeciw "rodzajowi dyktatury relatywizmu, która nie uznaje niczego za pewnik, a jedynym miernikiem ustanawia własne ja i jego zachcianki".

«« | « | 1 | 2 | » | »»