Jeden Kościół Wieczernika

Jesteśmy ludźmi zmartwychwstania, a nie śmierci. Nauczmy się przeżywać swoje życie w świetle poranka wielkanocnego – mówił przy pustym grobie Chrystusa papież Franciszek.

Pielgrzymka papieża do Ziemi Świętej miała swoją dramaturgię. Pierwsze dwa dni były rozeznaniem kryzysu, w jakim znalazł się nie tylko region, do którego Franciszek przybył, ale cały współczesny świat. Z każdym kolejnym spotkaniem papież prowadził nas jednak ku nadziei, jaką niesie przesłanie płynące z pustego grobu Chrystusa w Jerozolimie. To przy nim, w najważniejszej bazylice całej chrześcijańskiej wspólnoty, Franciszek i patriarcha Bartłomiej razem odmówili modlitwę „Ojcze nasz”, a potem ogłosili wspólną deklarację wypełnienia woli Pana, aby jego uczniowie „byli jedno”. Takie było hasło tej pielgrzymki, a jej charakter znacznie odbiegał od tego, do czego przyzwyczaili nas następcy świętego Piotra.

Pielgrzymom wstęp wzbroniony

W te wielkie dla chrześcijan wszystkich obrządków dni Jerozolima była praktycznie miastem zamkniętym. Na każdym rogu uzbrojony po zęby patrol, w okolicy Wieczernika, gdzie przed papieską wizytą dochodziło do aktów wandalizmu, zaparkowane niewielkie wojskowe gaziki przystosowane do przemieszczania się w wąskich uliczkach. Ze względów bezpieczeństwa już od soboty nie można było odwiedzać miejsc, w których miał się pojawić ojciec święty. Tłum zdezorientowanych pielgrzymów tęsknie spoglądał na niedostępną bryłę Getsemani, odbijał się od barierek otaczających bazylikę Grobu. Ojciec Zacheusz Drążek, jeden z dziesięciu franciszkanów posługujących tutaj wspólnie z Grekami i Ormianami, w piątek po raz ostatni mógł wybrać się na zakupy. Potem przez 48 godzin nikt już nie opuszczał murów świątyni. Ale zarówno dla niego, jak i dla braci dwóch innych obrządków opiekujących się bazyliką Grobu Pańskiego te ograniczenia są drobiazgiem wobec wagi wydarzenia, w którym mogli uczestniczyć.

Szczerze zazdrościli im pielgrzymi, którzy mogli tu papieża oglądać jedynie w telewizji. Wszystkie spotkania ekumeniczne miały bowiem charakter zamknięty. W Izraelu i Autonomii Palestyńskiej odbyła się tylko jedna otwarta Msza św. (druga w Jordanii), ale dostanie się na nią wymagało nie lada determinacji. Zaproszenia na plac Żłóbka rozprowadzono głównie wśród wspólnoty katolickiej w Ziemi Świętej. Tych, którzy chcieli dostać się na własną rękę, władze Izraela próbowały zniechęcić, zapowiadając, że z soboty na niedzielę tzw. checkpointy, czyli miejsca, w których można przejść przez mur oddzielający Autonomię Palestyńską od Izraela, wokół Betlejem będą zamknięte. Na szczęście nie były. I tu paradoksalnie przydała się nasza wrodzona nieufność wobec oficjalnych rozporządzeń. Wśród pielgrzymów można było spotkać wiele grup z Polski, które przyjechały bez zaproszeń i zaryzykowały. Opłaciło się, bo wpuszczano praktycznie wszystkich chętnych. Niestety, odważnych za wielu nie było. Plac Żłóbka, choć i tak kameralny, w wielu sektorach świecił pustkami. Mogło wejść 10 tys. wiernych, dotarło dużo mniej. To paradoks, bo jak mówi ojciec Apolinary Szwed, duszpasterz katolików języka hebrajskiego, który przywiózł z Jaffy do Betlejem sporą grupę parafian (także Polaków), zaproszenia były przez organizatorów bardzo skąpo racjonowane.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg