Rewolucja papieża Jana

Był nieprzewidziany i nieprzewidywalny. Ani tradycjonalista, ani postępowiec. „Całemu światu znane było tych dwoje radosnych oczu pomiędzy dużymi uszami” – powtarza kard. Loris Capovilla.

Jechałem podekscytowany na to spotkanie. Arcybiskup Loris Capovilla, sekretarz świętego papieża Jana XXIII, w tym roku kończy 99 lat i ma się dobrze. Właśnie papież Franciszek uhonorował go kapeluszem kardynalskim. Ciało kruche i wychudłe, ale umysł i pamięć do poza- zdroszczenia. Opowiada o swoim „szefie” z fantazją i finezją. Ma potrzebę dawania świadectwa o tym, że ocierał się o świętość prawdziwego chrześcijanina w białej piusce, który w Kościele wywołał rewolucję. I to w takim wieku, gdy inni myślą tylko o emeryturze. Szczęśliwy sekretarz czeka na kanonizację swojego papieża. O świętym Janie XXIII potrafi opowiadać bez poczucia mijającego czasu.

„Przejściowy” pontyfikat

Nie ma wątpliwości. Gdyby tytuł głównego bohatera Soboru Watykańskiego II można było nadać tylko jednej osobie, byłby nią Jan XXIII. Nadzwyczajna osobowość, trudna do jednoznacznego określenia.

Ani tradycjonalista, ani postępowiec, czasem zmienny w działaniu, a jednocześnie uparty i konsekwentny w sprawach duchowych, przywiązany do najstarszej tradycji kościelnej, a zarazem wrażliwy na wyzwania współczesności. Został wybrany w wieku 77 lat. Miał krótko rządzić Kościołem, jako papież „przejściowy”. I faktycznie, jego pontyfikał trwał niecałe pięć lat. W tym czasie zdołał przeprowadzić 10 kanonizacji, napisać 8 encyklik, zwołać 5 konsystorzy, nominując 52 kardynałów, ustanowić całą masę biskupów, zwłaszcza w krajach do niedawna traktowanych jako tereny misyjne. Tylko w samej Azji i Afryce przybyło dzięki niemu 152 purpuratów. Dwiema encyklikami Mater et Magistra (1961) i Pacem in terris (1963) zdołał do gruntu zmodyfikować podejście Kościoła do kwestii społecznych. Jednakże dziełem życia tego sędziwego papieża było zwołanie powszechnego soboru wszystkich pasterzy Kościoła do Watykanu. Ten papież ośmielił się ruszyć drogą, którą obawiali się pójść jego poprzednicy. Sobór Watykański II wprawił Kościół w dynamizm duchowej odnowy oraz przemiany, której nikt już zatrzymać nie zdoła. Słusznie ostatni sobór jest przez wielu nazywany „soborem Jana XXIII”. Jak pisał Roger Aubert: „On osobiście podjął myśl o zwołaniu go, zwalczał wytrwale wszelkie przeszkody, aby nie opóźnić jego otwarcia, które to niektórzy, zważywszy na jego wiek i stan zdrowia, usiłowali odwlekać w nieskończoność; wreszcie uczestniczył w nim przez dyskretne, choć skuteczne działanie, nadając mu właściwy kierunek. Wystarczy tego, aby ów papież przeszedł do historii”. Po jego śmierci niektórzy narzekali na budowanie „mitu” Jana XXIII. Nie zawsze ten mit był wolny od przekłamań i zawiści. Zwolennicy Kościoła „mocnego” i defensy- wnego, w stylu Piusa XII, nigdy nie darowali papieżowi Janowi soboru, próbując rysować jego karykaturę, jako giganta na glinianych nogach, zaś jego eklezjalną inicjatywę oceniać jako koszmarne nieszczęście dla katolików. Inni, przerażeni niektórymi przejawami kryzysu powstałego w epoce posoborowej, oskarżali Jana XXIII o nadużycia spowodowane popieraniem skrzydła progresistów wśród biskupów. Byli i tacy, którzy stawiali papieżowi zarzut teologicznego uprzedzenia. Twierdzili, że miał rzekomo powtarzać z upodobaniem, iż gdy widzi teologa, to czuje, jakby nadciągał wróg. „Jan XXIII – pisał ojciec Yves Congar – kierował się przede wszystkim instynktem i natchnieniem. Chyba za bardzo nie dowierzał myśleniu. Nigdy też nie zdobył się na teologiczną ocenę swych praktycznych poczynań”. Złośliwie komentowano, że sobór został ocalony dzięki intelektualnym zdolnościom jego następcy – Pawła VI. Tymczasem zwolennicy duchowej wielkości papieża Jana XXIII kierowali słowa krytyki pod adresem soboru, iż w ich przekonaniu nie zdołał utrzymać pierwotnej duchowej rangi nadanej mu przez papieża Jana. Zżymali się, że jego następca był zbyt zamyślony, to znaczy zbyt lękliwy. W tych osądach wyraźnie krytykom myliła się naiwność z dobrocią papieża Jana, ustępliwość z jego łagodnością, a niedostatki stanowczości z jego anielską cierpliwością.

Dobry pasterz

Z całą pewnością klucz do zrozumienia postaci Jana XXIII znajduje się w jego duchowym potencjale, zwanym przez biografów „cudem” Roncallego. Miał on polegać na trwałej przemianie, jaka zaszła w młodym księdzu Angelo Roncallim od momentu powołania go na urząd sekretarza biskupa Giacomo Radini Tedeschiego. Tak jak wcześniej młodemu duchownemu z Bergamo imponowały surowe, ascetyczne wzory typowe dla epoki trydenckiej, tak przemiana ukierunkowała go w stronę chrześcijańskiego, otwartego i ufnego humanizmu w stylu św. Franciszka Salezego czy Filipa Neri, rzymskiego świętego znanego z poczucia humoru i umiłowania ludzi. Życiowym mottem bp. Roncallego było zawołanie przejęte od kard. Baronia: Oboedientia et pax, czyli posłuszeństwo i pokój.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg