Wielkie przytulanie

Ze wszystkich stron pędzą w naszym kierunku dzieci, a każde z nich chce się do nas przytulić. Eksplozja latynoskiego temperamentu czy raczej niezaspokojona potrzeba czułości?

Głowa dla snoba
Aby utrzymać ośrodek pochłaniający mnóstwo kosztów, siostry uprawiają ogród, hodują kury, króliki i świnie, ucząc jednocześnie mieszkańców okolicznych wiosek, że nie trzeba tkwić w biedzie, marazmie i pijaństwie. Siostra Lenka z dumą pokazuje tarasy stworzone przez zakonnice na zboczu wzgórza, by udoskonalić uprawę warzyw. – Tu nie powinno być biedy. Jeśli siejesz, ziemia rodzi przez cały rok – twierdzi.

Schodzimy na dół. Zaglądamy do kuchni, gdzie trwa właśnie oprawianie kur na rosół. Tym ciekawsze, że towarzyszy mu śpiewanie pobożnych pieśni. W krwawym procederze uczestniczą nastolatki z plemienia łowców głów Shuar. Zakonnice prowadzą bowiem także internat dla 25 młodych dziewczyn pochodzących głównie z dżungli amazońskiej. Dziewczęta przed południem pomagają w organizacji szkolnego życia, pracując w kuchni lub ogrodzie, a popołudniami same się uczą.
Najstarsza z nich, 23-letnia Mercedes, oprowadza nas po okolicy. Ze wszystkich stron otacza nas zieleń, czasem trochę spalona słońcem – jesteśmy przecież na równiku. Ze wzgórza widzimy lotnisko w Quito. Okazuje się, że w linii prostej dzieli nas od niego zaledwie kilka kilometrów. A jednak specyficzna topografia sprawiła, że wczoraj musieliśmy ich przejechać kilkadziesiąt, by dotrzeć autem do wioski.

Korzystając z okazji, pytam Mercedes, czy zwyczaj łowienia głów nadal istnieje. Niestety, odpowiedź jest twierdząca. Tyle że współcześnie nie mamy do czynienia z żadnym aktem rytualnym, ale ze zwykłym przestępczym biznesem, w którym morduje się ludzi dla zysku. Najsmutniejsze, że uczestniczą w nim także biali, którzy kupują głowy spreparowane do wielkości zaciśniętej dłoni, by postawić je na półce. Cena takiej główki sięga nawet dziesięciu tysięcy dolarów.

Rodzina do naprawy
Młoda Indianka podkreśla jednak, że społeczność, z której pochodzi, nie akceptuje tego procederu. – Ci, którzy to robią, są wyrzucani z wioski, spychani w głąb dżungli – mówi Mercedes. – U nas ludzie zajmują się głównie uprawą roślin, hodują konie i krowy. Niektórzy polują, ale na zwierzęta, nie na ludzi – dodaje.

Wieczorem w kaplicy obserwujemy, jak nastolatki z plemienia Shuar trwają w skupieniu na modlitwie. Ten obraz uświadamia nam ogrom pracy wychowawczej, jaką siostry wykonują wśród swoich podopiecznych. Dziewczyny pochodzą z okolic, w których normalnie nie mogłyby się uczyć. Wiele z nich uciekło przed okrutnym losem młodej kobiety w Amazonii. Zostać kolejną żoną dużo starszego Indianina to dla nich niezbyt ciekawa perspektywa. Tu otwierają się przed nimi nowe możliwości. Jedna z dziewczyn, Heidi, ma zamiar zostać w San Francisco de Oyacoto i pracować z dziećmi. Już teraz jest w grupie wolontariuszy prowadzących zajęcia. Drobniutka Ghesena, sierota, najmłodsza spośród dziewcząt z internatu, przyjechała do sióstr w jednej parze spodni i podkoszulku. Mówi, że chciałaby pojechać do Afryki pomagać biednym.
Ale biedy na miejscu jest aż nadto. Większość andyjskich maluchów trafia do ośrodka z problemami psychologicznymi. – W tym regionie istnieje poważny problem alkoholizmu, dlatego relacje w rodzinach nie są zdrowe – zaznacza ks. Antonio de Togni, pochodzący z Włoch opiekun duchowy sióstr. – Wiele z tych dzieci nie zna swoich ojców albo doświadcza różnego rodzaju molestowania. Są bardzo poranione. Siostry pracują więc także z dorosłymi, organizują dla nich spotkania, rozmawiają. Ludzie muszą mieć świadomość, że nie zmienimy niczego w ekonomii, dopóki nie naprawimy rodziny. Bo pełna rodzina zawsze sobie poradzi, nawet wtedy, gdy jest biedna.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg