Dlaczego Lampedusa?

Lazurowe wody wokół małej włoskiej wyspy kryją dziś największy podmorski cmentarz naszego kontynentu.

Dwa miesiące temu użytkownicy jednej z najpopularniejszych internetowych witryn turystycznych Trip Advisor wybierali najpiękniejszą plażę świata. W głosowaniu, w którym brały udział setki tysięcy osób, wygrała plaża na Lampedusie, po południowej stronie wyspy. Półkoliście wciśnięta między skały, w zatoce, którą przymyka wysepka Conigli, oferuje niemal biały piasek i krystalicznie przejrzystą wodę z turkusowymi refleksami. Olbrzymia większość głosujących nigdy nie była na miejscu, wystarczyły piękne fotografie, jak ze snu o beztrosce. Mało kto wie, że idąc najpiękniejszą plażą świata, można natknąć się na wyrzucone przez morze spuchnięte zwłoki mężczyzny, kobiety lub dziecka. A wychodząc z plaży, niezależnie od tego, czy pójdzie się w lewo, czy w prawo, natrafi się na wyglądające jak więzienia ośrodki dla nielegalnych imigrantów. Jeden na zachodnim krańcu wyspy, drugi na wschodnim, niedaleko portu. Między nimi na pustym, smaganym przez gorące wiatry środku wyspy mija się dwa zaśmiecone cmentarzyska łodzi, którymi przypłynęli lub próbowali tu przypłynąć ci, którzy marzyli o lepszym życiu. Według ostrożnych szacunków ONZ-owskiego Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców, w ciągu dwóch ostatnich lat co najmniej 2 tysiące osób straciło życie, próbując przypłynąć na Lampedusę. Na miejscowym cmentarzu już dawno nie ma miejsc, anonimowe zwłoki znalezione na plażach wywozi się na kontynent.


Lampedusa jest ponad 13 razy mniejsza od naszej wyspy Wolin i nie leży przy brzegu, lecz daleko od swego kraju – bliżej stąd do Tunezji niż na Sycylię. To wystająca z Morza Śródziemnego wapienna skała, na której niewielu chciało się osiedlać – najdalej na południe wysunięty skraj Europy, jeśli nie liczyć Krety i Cypru. W XIX w., kiedy mieszkało tu już po kilka rybackich rodzin Maltańczyków, Francuzów i Włochów, Lampedusa stała się włoską wyspą więzienną, bez szans na ucieczkę. Dziś żyje tam około 5 tysięcy mieszkańców – do tego dochodzi niemal tysiąc osób z obsługi obozów dla uchodźców, wojska i straży granicznej, a w sezonie kilkuset turystów. Jeden z obozów dla uchodźców jest otwarty, więc czasem na skałach otaczających plaże z europejskimi turystami siedzą ciemnoskórzy Afrykanie wpatrujący się w morze. Niektórzy z nich zapłacili przemytnikom nawet 1,5 tysiąca euro, by tu się dostać. Więcej niż turyści. Jednorazowo jest ich nie więcej niż 
2 tysiące, ale większość z nich po kilku dniach jest transportowana na Sycylię lub do Kalabrii. Stamtąd, po trwającej od kilku tygodni do kilku miesięcy procedurze, wywozi się ich z powrotem do Afryki. W końcu nielegalnie przekroczyli granicę. 


Tratwa Meduzy


Bywało jednak nieraz, że populacja uchodźców była wyższa od liczby stałych mieszkańców. Tak było w fatalnym roku 2011, kiedy przez wyspę przewinęło się 40 tysięcy uchodźców, w tym 25 tysięcy w ciągu dwóch wiosennych miesięcy. „Arabska wiosna” sprawiła, że libijska i tunezyjska straż przybrzeżna nagle przestały działać, służby państwowe znalazły się w tymczasowej rozsypce. Niektórzy próbowali przepłynąć Morze Śródziemne nawet w wiosłowych pontonach. Tacy z góry byli skazani na śmierć. Setki łodzi zginęły bez wieści. Jak wygląda taka podróż? Tamtej wiosny brytyjski „The Guardian” wszczął dziennikarskie śledztwo na temat losów jednej z łodzi. 
To było 24 marca. Od kilku dni samoloty NATO bombardowały Trypolis i inne cele w Libii. Do stolicy dochodziły wieści o pogromach na afrykańskich gast­arbeiterach, dokonywanych przez antykadafistowskich rebeliantów. Tej nocy na stary kuter, którym dowodził szyper z Gwinei, wsiadły 72 osoby: Etiopczycy, Nigeryjczycy, po kilku uchodźców z Erytrei, Ghany i Sudanu, wśród nich kobiety i dzieci. Podróż na Lampedusę – z Trypolisu to około 340 kilometrów – miała trwać dwa, góra trzy dni, ale po 18 godzinach zaczęło wyciekać paliwo. Zanim wysiadły baterie satelitarnego telefonu, kapitan zdążył zadzwonić do ks. Mosesa Zerai, Erytrejczyka, który w Rzymie kieruje pozarządową organizacją pomagającą uchodźcom z Rogu Afryki. Duchowny zaalarmował włoską straż graniczną. Ta zapewniła, że rozpocznie poszukiwania i poinformuje też władze maltańskie. 
Następnego dnia nad łodzią pojawił się wojskowy śmigłowiec, nie wiadomo jakiego państwa. Zrzucił kilka butelek z wodą i paczek sucharów. Pilot dał znak, by czekali na pomoc, ale mijały godziny i nic nie pojawiło się na horyzoncie. Wtedy kapitan podjął fatalną decyzję – był pewien, że dotrze na Lampedusę na ostatnich 20 litrach paliwa. 27 marca wieczorem skończyło się paliwo, jedzenie i picie. Kuter zaczął dryfować na łasce prądów morskich. Dwa dni później pasażerów obudził szum wielkich silników – obok nich przepływał lotniskowiec – może włoski, może francuski lub amerykański, nie da się dziś tego ustalić. Z jego pokładu wystartowały dwa myśliwce, przeleciały nisko nad łodzią – matki podniosły do góry swoje dzieci, by piloci mogli je zobaczyć, mężczyźni dawali znaki, krzyczeli. Ale wielki okręt odpłynął, pomoc nie nadeszła. Potem „każdego dnia budząc się, liczyliśmy zmarłych. Trzymaliśmy ich 24 godziny, później wyrzucaliśmy przez burtę” – wspominał jeden z rozbitków. Umierali od słońca, z pragnienia i głodu. Kiedy 10 kwietnia morze wyrzuciło łódź na plażę niedaleko libijskiej Misraty, żyło jeszcze 11 osób. Jedna z nich umarła na brzegu. 


Listy z wyspy 


Tamtego roku większość imigrantów płynęła z Tunezji, dziś najwięcej łodzi płynie z objętej powojennym chaosem Libii. W tym roku do końca czerwca do Lampedusy udało się dopłynąć 3648 osobom, pochodzącym głównie z Afryki Subsaharyjskiej. Dwa razy więcej niż w tym samym okresie roku ubiegłego. Nowość to uchodźcy z Syrii – muzułmanie i chrześcijanie. Uciekają z różnych powodów – konfliktów zbrojnych, prześladowań politycznych, bezrobocia lub nędzy, czasem ze wszystkich tych przyczyn jednocześnie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • stefan176
    11.08.2013 07:52
    Dlaczego w artykule nie ma wzmianki ilu emigrantów przyjął Watykan. Tyle pustych teraz tam pomieszczeń. A nie ma w UE takiego przepisu, że nielegalnych emigrantów należy odesłać do domu.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.