Czekam na biały dym

O atmosferze w Watykanie i emocjach towarzyszących wybieraniu papieża z Arturo Marim

Konklawe to czas wyjątkowy dla Rzymu, Kościoła, ale i dla fotografa papieskiego…

– Byłem świadkiem wyboru aż pięciu papieży! Jako dziecko lubiłem konklawe. Ludzie byli i są dla siebie wtedy życzliwsi, dużo się modlą, jest jakieś wyczekiwanie i poczucie, że wydarzy się coś ważnego w życiu każdego z wierzących. Każde konklawe ma swoją historię. Tym razem będzie się toczyć w cieniu rezygnacji papieża. Choć historia zna już taki przypadek, to jednak dla nas to sytuacja nowa. Mówiąc w żartobliwym tonie: będziemy mieć dwóch papieży. Jan Paweł II wprowadził tzw. sesje przed konklawe. Zanim kardynałowie zamkną się w Kaplicy Sykstyńskiej, muszą się lepiej poznać. 118 purpuratów z całego świata nie wie o sobie wiele, nie znają się wszyscy osobiście. To jest czas na rozmowy o problemach Kościoła, o tym, czego najbardziej mu w danym momencie potrzeba.

Pierwszy raz działo się tak po śmierci Jana Pawła II.

– Wtedy kardynałowie przez 10 dni modlili się za zmarłego papieża i spotykali się w Auli Pawła VI oraz w sali synodalnej. Potem zamykali się w Kaplicy Sykstyńskiej. Te spotkania to rodzaj punktu wyjścia, taka baza dla konklawe. Właściwie to kluczowe decyzje już wtedy zapadają. Z ludzkiego punktu widzenia. Potem wystarczy słuchać głosu Ducha Świętego.

Myśli Pan, że tym razem kardynałowie będą trzymać się instrukcji Jana Pawła II?

– Trudno prorokować. Sytuacja jest inna, bo papież nie umarł, ale zrezygnował z urzędu. Ale od momentu sede vacante, co nastąpi 28 lutego o godz. 20.00, takie spotkania mogą się toczyć. Są one konieczne, bo w skład ko- legium kardynalskiego wchodzą nie tylko duchowni z Europy, ale ze wszystkich kontynentów. Wielu z nich otrzymało biret kardynalski w 2012 r. Muszą się poznać, żeby dokonać dobrego wyboru.

Czy jako papieski fotograf obserwował Pan z bliska kardynalskie sesje?

– To był intensywny czas robienia zdjęć. Ale jedynie przed pierwsze dwa dni. Potem kardynałowie odgrodzili się od świata.

Czy ma Pan prawo wejść do Kaplicy Sykstyńskiej w czasie konklawe?

– Tylko na samym początku. Kardynałowie siadają na swoich miejscach. Wtedy jest czas dla fotografów. Po czym pada głośne: „extra omnes”, czyli wszyscy na zewnątrz, i drzwi się zamykają. Musimy opuścić Watykan. W pobliżu Kaplicy Sykstyńskiej pozostają tylko lekarz, technicy od nagłośnienia, elektryk, gdyby trzeba było szybko interweniować.

W trakcie obrad są przerwy. Wtedy też nie robi Pan zdjęć?

– Rano zaczyna się pierwsza sesja. Po niej odbywa się pierwsze głosowanie. Następnie jest przerwa na obiad. Wczesnym popołudniem kardynałowie wracają do Sykstyny na drugą sesję i drugie głosowanie. Zdjęcia mogę robić tylko w czasie ich przejścia z kaplicy do Domu św. Marty, w Watykanie. To też jest nowość. Kiedyś kardynałowie spali w Pałacu Apostolskim. Teraz każdy ma swój pokój z łazienką w Domu św. Marty.

Dziś są komórki, tablety, laptopy…

– Każdy z purpuratów musi je zostawić, nie ma do nich dostępu w czasie całego konklawe. Nawet w czasie odpoczynku w Domu św. Marty. Telefony stacjonarne też są wyłączone.

Świat dowiaduje się, że wybrano nowego papieża, gdy nad Sykstyną pojawi się biały dym. Czy papieski fotograf może dowiedzieć się o tym chwilę wcześniej?

– Ja też czekam na biały dym. Potem biegnę, by zdążyć zrobić zdjęcia wychodzącemu do wiernych nowemu następcy św. Piotra.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama