Czego uczy święty proboszcz?

Polskie Ars to niewielkie sanktuarium leżące 30 km od Częstochowy. Przy relikwiach św. Jana Marii Vianneya można się modlić o nowe powołania i za tych, którzy już poświęcili swoje życie Bogu.

W Polsce jest zaledwie kilka parafii pod wezwaniem św. Jana Marii Vianneya (jeśli wierzyć Wikipedii – dokładnie osiem, w tym w dwóch proboszcz z Ars jest współpatronem). Jeszcze mniej było ich w 1988 r., kiedy powstawała parafia w Gniazdowie niedaleko Częstochowy. Ówczesny biskup częstochowski Stanisław Nowak postanowił, że kaplica w leżących na terenie parafii Mzykach zostanie zawierzona francuskiemu kapłanowi. – Jeszcze będą tu przyjeżdżać pielgrzymki – zapewniał.

Kaplicę budowano kilka lat. Została poświęcona w 1994 r. W 2000 r. biskup konsekrował kościół w Mzykach i przekazał do niego relikwie św. Jana Marii Vianneya. Wspomniał wtedy o utworzeniu sanktuarium, ale powstało ono kilka lat później. W 2009 r., ogłoszonym przez Benedykta XVI Rokiem Kapłańskim, abp Nowak zorganizował diecezjalną pielgrzymkę księży do Mzyk. To wtedy ogłosił uroczyście, że kościół będący filią parafii w Gniazdowie będzie sanktuarium poświęconym proboszczowi z Ars i miejscem modlitwy za kapłanów i osoby życia konsekrowanego.

Dziś pielgrzymi przyjeżdżający do polskiego Ars mogą zobaczyć pokój św. Jana Marii. Jest urządzony tak jak ten na jego prawdziwej plebanii we Francji. Twórcy zadbali, żeby wyposażenie rzeczywiście pochodziło z XIX w. Na miejscu można spróbować dania stanowiącego codzienny posiłek świętego proboszcza: gotowanych ziemniaków. W pięknym niedużym kościółku można się modlić i adorować Najświętszy Sakrament.

Pokora świętego

Do sanktuarium w Mzykach przyjeżdżają kapłani, ale też modlący się za nich świeccy. W 2018 r. wrocławska parafia pw. NMP Wspomożycielki Wiernych zorganizowała pielgrzymkę małżonków, chcących odwdzięczyć się modlitwą kapłanom, którzy kiedyś błogosławili ich małżeństwo. Pięć lat wcześniej do Mzyk przyjechali członkowie Roty Rzymskiej z jej ówczesnym dziekanem ks. Pio Vito Pinto. Niektórzy pielgrzymi na własną rękę odwiedzają sanktuarium, znajdujące się 30 km od Częstochowy. Nie jest ich aż tylu co na Jasnej Górze, ale czasem gości jest więcej niż mieszkańców wsi. Pod tym względem polskie Ars przypomina to francuskie – miejscowość św. Jana Marii Vianneya także była mała. Sława świętego proboszcza zaczęła jednak przyciągać tłumy. Według jednej z opowieści kolejka oczekujących na spowiedź u proboszcza z Ars przesunęła kiedyś konfesjonał.

Nie oznacza to, że biografia francuskiego kapłana to opowieść o człowieku, który przezwyciężył trudności i odniósł w życiu sukces. Św. Jan Maria miał wrogów, którzy rozpuszczali o nim złośliwe plotki. Był też fizycznie atakowany przez szatana. W dodatku przez całe życie opłakiwał Franciszka, swojego brata, który zamiast niego poszedł do wojska i zginął. Przyszły proboszcz został wciągnięty do armii w 1809 r., ale nie dotarł na wojnę w Hiszpanii. Możliwe, że z powodu choroby zgubił się podczas marszu. Niektórzy twierdzą, że świadomie zdezerterował, być może z powodu konfliktu sumienia. Dowództwo przyjęło tę drugą wersję. Jan Maria Vianney przez niemal rok musiał się ukrywać, a tymczasem zamiast niego zaciągnął się Franciszek. W 1813 r. zginął w Niemczech, a rodzina obarczyła Jana Marię odpowiedzialnością za jego śmierć.

Zatem życie proboszcza z Ars było zmaganiem. I pewnie nie wygrałby go, gdyby nie pokora, która go cechowała – uważał się za niemądrego, był przekonany, że nie potrafi kierować parafią, nie chciał przyjmować odznaczeń, w tym Legii Honorowej. Nie mógł zresztą czuć się zwycięzcą, gdyż miał świadomość, że po jego odejściu parafia wróci do dawnego fatalnego stanu. Być może więc najważniejszą nauką, jaką mogą wyciągnąć księża i świeccy odwiedzający Jana Marię w polskim Ars, jest ta, że w posłudze duszpasterskiej nie należy spodziewać się sukcesu.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama