Jest inny Irak

O owocach pielgrzymki Franciszka mówi ks. Daniel Alkhory, duchowny Starożytnego Kościoła Wschodu rytu wschodnio-syryjskiego z siedzibą w Bagdadzie.

Jacek Dziedzina: „Podróż papieża do Iraku to odpowiedź dla tych, którzy myśleli, że ta ziemia nie jest już warta zachodu” – taki trafny komentarz przeczytałem przed pielgrzymką. Irakijczycy mają poczucie, że zostali „przywróceni” do biegu świata?

Ks. Daniel Alkhory: Irakijczycy na pewno odczuwali w tym czasie ogromną radość, ponieważ po raz pierwszy od 2003 roku o Iraku mówiło się w światowych mediach nie w kontekście bombardowań i ataków terrorystycznych. Świat zobaczył nareszcie inny Irak, kraj, do którego pojechał sam papież, człowiek pokoju, który zawsze apeluje o pojednanie między ludźmi, opiekę nad biednymi, wykluczonymi i uciskanymi. Dla Irakijczyków to także ważne z powodów wewnętrznej sytuacji – bo to upomnienie się papieża o ubogich odbieramy jako próbę uratowania nas od problemów wywołanych korupcją kolejnych rządów od 2003 r. i ich braku troski o realne potrzeby ludzi co najmniej w takim stopniu, w jakim dbają o własne interesy. Irakijczycy są ofiarami nie tylko wojny i terroru, ale również tych zaniedbań kolejnych rządów. Podczas wizyty papieża Irakijczycy poczuli, że sumienia urzędników państwowych chyba zaczęły im wyrzucać te zaniedbania…

Zaczęli malować trawniki na zielono?

Prawie, bo przy ulicach, którymi miał przejeżdżać Franciszek i przy których ustawiali się witający go ludzie, zasadzono kwiaty i inne rośliny. Ale też zaczęto realizować wiele projektów usługowych, a drogi, które przez wiele lat na niektórych obszarach były zaniedbane, zostały wyremontowane przed przybyciem papieża,więc można powiedzieć, że dzięki papieżowi ten kraj zaczął wyglądać inaczej.

Franciszek nie pojechał jednak do Iraku, by kogokolwiek napominać, w tym goszczących go przedstawicieli władzy, ale raczej by stworzyć klimat do pojednania i odbudowy kraju.

Tak, ale mimo wszystko on potrafi zrobić to w taki sposób, by zarazem odważnie upomnieć się o człowieka. W pamięci utkwiły mi bardzo jednoznaczne słowa papieża, z którymi zwrócił się do irackich urzędników, aby bardziej troszczyli się o ludzi, zaradzali problemowi ubóstwa i budowali między sobą mosty do lepszej przyszłości.

Wzruszającym momentem pielgrzymki była modlitwa na ruinach kościoła w Mosulu. Papież stał w miejscu, z którego pamięć o chrześcijaństwie miała zostać wymazana.

To było poruszające i symboliczne, ale to, co najbardziej poruszyło moje serce podczas tej wizyty, to pełne nadziei słowa papieża wygłoszone podczas Mszy św. na stadionie w Irbilu w irackim Kurdystanie, w której uczestniczyłem. Franciszek powiedział tam: „Irak jest w moim sercu”. My naprawdę potrzebujemy jego modlitw i jego głosu w naszym imieniu. Dla nas, chrześcijan, którzy stracili głos, z którym ktoś by się liczył, to bardzo ważne, że papież mówi w naszym imieniu, że dzięki niemu nasz głos nie jest już bezdźwięczny, niesłyszalny dla świata; że papież staje się naszym głosem.

Chrześcijanie w Iraku czują się bezpieczniej po tej pielgrzymce?

Uważam, że jedynym sposobem, aby chrześcijanie naprawdę poczuli się bezpieczniej we własnym kraju, jest ich autentyczne przyjęcie i akceptacja. W wyniku prześladowań zostali zmuszeni do opuszczenia kraju, który kochają i dla którego poświęcali się przez całe życie. Nie jesteśmy tu obcy, jesteśmy u siebie, a mimo to wielu z nas musiało zostawić wszystko i uciekać. Przyszłość chrześcijan i ich przetrwanie w Iraku zależy od tego, czy rząd będzie poważnie traktował rozwiązywanie problemów, z jakimi zmagają się chrześcijanie, zwłaszcza gdy lekceważy się ich wolę, a przez to spycha się ich na margines. Nasze bezpieczeństwo zależy od tego, na ile rząd zechce rozwiązać takie problemy chrześcijan jak na przykład zagrożenie konfiskatą ziemi i mienia.

Kto dokonuje tej konfiskaty?

Różne wpływowe siły w rządzie. Nie tylko próbuje się tak odbudowywać miasta i wioski zniszczone przez Państwo Islamskie, ale milicja chce w ten sposób znaleźć także lekarstwo na radykalną ideologię szerzoną przez ISIS. Jednak równocześnie przejmuje kontrolę nad własnością chrześcijan.

Na spotkania z papieżem przychodzili także muzułmanie. Dla nich to była tak samo ważna wizyta jak dla chrześcijan?

Ta wizyta wiele znaczyła i dla sunnitów, i szyitów, ponieważ papież odwiedził wcześniej wielkiego imama uniwersytetu Al-Azhar w Egipcie, który reprezentuje najwyższy autorytet sunnitów, a podczas wizyty w Iraku spotkał się z najwyższym autorytetem szyitów, ajatollahem Al-Sistanim. Zostało to odebrane tak, jakby papież dokonał w ten sposób pewnego rodzaju równowagi. A ponieważ hasło jego wizyty brzmiało „Wszyscy jesteście braćmi”, Ojciec Święty podkreślił koncepcję braterstwa między sunnitami, szyitami, chrześcijanami i pozostałymi mieszkańcami Iraku.

Kurdowie też mają powody do dumy – to na ich terenie papież odprawił Mszę dla ok. 10 tys. osób; nie było dotąd większego zgromadzenia w Iraku.

Ta wizyta wiele znaczy dla Kurdów, ponieważ to oni przyjęli wielu przesiedleńców z innych części Iraku, a Kurdystan stał się dla nich bezpieczną przystanią, więc wizyta papieża była swego rodzaju wdzięcznością za wysiłki, jakie podjęli w celu powstrzymania ucieczki wszystkich chrześcijan z Iraku. Dla Kurdów obecność papieża oznacza, że nie są zapomniani, ale że jest ktoś, kto ich broni i pyta w ich imieniu o ich sprawy. Jest po tej pielgrzymce większa wiara, że z woli Bożej spełnią się wszystkie życzenia Irakijczyków – a marzymy tylko o tym, by wyeliminować terroryzm, by pokój zapanował w naszym kraju i abyśmy odegrali istotną rolę w procesie zaprowadzania pokoju w regionie Bliskiego Wschodu, który nie doświadcza pokoju od tak wielu lat.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg