h

Ludzie zza Spiżowej Bramy

To wyjątkowe spojrzenie na Watykan i pontyfikat Jana Pawła II, bo oczami świeckich ludzi, którzy mieszkali i pracowali w tym najmniejszym państwie świata przez wiele lat.

Wydaje się, że o Janie Pawle II nie można napisać nic nowego i to takim językiem, który zachęci do odkrywania tego pontyfikatu. Dzięki niepublikowanym dotąd opowieściom ludzi, którzy żyli i pracowali przy boku papieża Polaka, udało się to Magdalenie Wolińskiej-Riedi, która ma tę przewagę nad innymi autorami papieskich historii, że sama mieszkała za Spiżową Bramą przez kilkanaście lat, a małżeństwo z gwardzistą szwajcarskim otwierało przed nią najbardziej niedostępne zakamarki tego tajemniczego państwa. W swojej książce „Zdarzyło się w Watykanie” oddaje ona głos nie watykańskim hierarchom i znanym księżom z otoczenia Karola Wojtyły, ale zwykłym ludziom, o których istnieniu niewielu słyszało, a których zawsze dostrzegał i doceniał Jan Paweł II.

Windziarz Luciano

Luciano Firmani to człowiek legenda. W Watykanie przepracował łącznie 42 lata. Towarzyszył pięciu papieżom. Przez 27 lat obsługiwał windę w Pałacu Apostolskim, którą najwięksi tego świata jeździli do papieskiego apartamentu. Wcześniej pracował też jako tzw. złota rączka, i to on ryglował wszystkie drzwi Pałacu Apostolskiego przed konklawe, które wybrało papieża z dalekiego kraju. Przed powstaniem Domu św. Marty kardynałowie elektorzy mieszkali właśnie w tym miejscu, więc trzeba było zabezpieczyć budynek przed oczami ciekawskich i przeciekiem informacji. Okazało się, że z powodu awarii samochodu kard. Wojtyła, który tego dnia pojechał do ulubionego sanktuarium na Mentorelli, był spóźniony. „Ostatnie drzwi, na które trzeba było nałożyć drewniane deski, znajdowały się na Dziedzińcu Belwederskim. Polski kardynał, Karol Wojtyła, był spóźniony. Szybkim krokiem, zasapany, dotarł pod drzwi w ostatnim momencie. Staliśmy tam razem z prefektem i innymi osobami, ustawiając we wrotach drewniane deski. Za trzy minuty mieliśmy zamknąć. Wojtyła zobaczył to i z uśmiechem powiedział: »No jak to, nie wpuścicie przyszłego papieża?«. Lekkie zaskoczenie po tych słowach zmieszało się z salwą śmiechu. Kiedy tylko wszedł do środka, prefekt Domu Papieskiego powiedział po raz ostatni, stanowczo: »Teraz to już naprawdę czas. Zamykamy«. I rozpoczęło się konklawe” – wspomina Luciano, wskazując, że te trzy minuty mogły zmienić historię świata. Wyznaje, że ogromną rewolucją były papieskie poranne Msze, na które Jan Paweł II codziennie zapraszał gości, a on ich woził do papieskiej kaplicy i na prywatne audiencje. Podkreśla, że robiła na nim ogromne wrażenie pracowitość papieża. Przed każdą podróżą zagraniczną przychodził do niego tłumacz danego języka i Jan Paweł II uczył się dobrze przeczytać swoje wystąpienia, niezależnie od tego, czy był to język japoński czy łotewski. Wspomina też jego ogromną serdeczność: „Ileż razy zaczepiał mnie w windzie! Nawet kiedy już mocno schorowany nie miał wiele sił, zawsze laską pukał mnie po butach, uśmiechał się i dawał znać, że mnie zauważa”.

Zaufany żandarm

Valentino Pinci to jeden z pięciu najbardziej zaufanych żandarmów, którzy organizowali słynne wtorkowe wypady na łono przyrody poza watykańskie mury, w promieniu stu kilometrów od Rzymu. Jego opowieść jest wyjątkowo cenna, ponieważ żandarmi towarzyszący papieżowi na wycieczkach znani byli z „nieznośnej dyskrecji”. Tak wspomina te wypady: „Czasem, gdy przejeżdżaliśmy przez Dziedziniec Świętego Damazego, Ojciec Święty schylał się prawie pod siedzenie, żeby gwardziści go nie zauważyli i nie podnieśli rabanu, że papież gdzieś wyrusza bez zawiadomienia. Często, zwłaszcza w pierwszych latach – zanim rozniosła się wieść, że wyjeżdżamy z Watykanu na jednodniowe wycieczki – ks. Józef Kowalczyk, siedząc z nami w aucie, rozkładał »L’Osservatore Romano«, które było pokaźnych rozmiarów, i zakrywał siedzącego za nim papieża”. Papież uwielbiał wędrować po górach, a zimą szusować na nartach: „Kiedy był w lepszej formie, czasem lataliśmy na lodowiec, on to kochał… Pamiętam taki widok: oślepiająca biel śniegu dookoła i samotnie stojący człowiek w bieli, w dużych białych butach na śnieg, patrzący w górę, ponad szczyty gór, ku niebu… My czekaliśmy ciut dalej, zostawiliśmy go w spokoju, na jego rozmowie w cztery oczy z Bogiem”.

Przywilej Massimiliano

Jednym z najmocniejszych świadectw jest opowieść Massimiliano, który jako pielęgniarz opiekował się papieżem w czasie jego pobytów w poliklinice Gemelli, a następnie trafił do Watykanu, gdy przygotowywano specjalną ekipę do opieki nad coraz bardziej schorowanym Janem Pawłem II. Praktycznie przez ostatnie trzy lata nie odstępował go na krok, a po ostatnim powrocie ze szpitala, wraz drugim sanitariuszem Andreą, zamieszkał w papieskim apartamencie. To on wykonał ostatnie EKG i potwierdził śmierć papieża. To on ubierał go do trumny i był przy nim aż do pogrzebu. To kard. Dziwisz zapragnął, by ten „anioł stróż”, jak nazywał go Jan Paweł II, czuwał przy nim do końca. Massimiliano wyznaje, że tuż przed śmiercią papież poprosił, by zabrał go na taras znajdujący się na dachu Pałacu Apostolskiego. Przez długie lata pontyfikatu było to miejsce jego codziennej modlitwy. Tam odmawiał Różaniec, tam też w każdy piątek odprawiał Drogę Krzyżową, z rosnących tam drzewek zrywał cytryny i zanosił do kuchni, tam także jadał kolacje z najbliższymi współpracownikami. „Był wczesny poranek. Ojciec Święty przyciągnął mnie do siebie i słabym głosem powiedział mi na ucho, że chciałby pójść na górę. Wziąłem go więc na ręce, przeniosłem z łóżka na wózek inwalidzki, zawiozłem do windy i pojechaliśmy. A potem nastąpił chyba najbardziej wyjątkowy moment w moim życiu. Czułem się jak w innym wymiarze. I nie było to doświadczenie tylko duchowe. Papież, mimo że był już u kresu życia, tamtego ranka jeszcze ze mną rozmawiał, pełen zainteresowania pytał o mój dom, o rodzinę, głaskał mnie po ręce. Bycie świadkiem jego ogromnego cierpienia fizycznego, jego wyniszczającej choroby, tam na tarasie, kiedy patrzył na świat z góry przymkniętymi oczami, było czymś niesamowitym” – wspomina Massimiliano. Bycie do końca przy papieżu nazywa przywilejem.

Moc świadectwa

Jeśli ktoś będzie szukał w książce „Zdarzyło się w Watykanie” jedynie spektakularnych, nieujawnionych do tej pory faktów, zawiedzie się. Na pewno jednak przemówi moc świadectwa i możliwość zajrzenia do niedostępnych miejsc w Watykanie, poznania świata za Spiżową Bramą. Czytając tę książkę, warto sobie też zdać sprawę z tego, że pontyfikat Jana Pawła II wprawdzie się skończył i wielu bohaterów książki nie pracuje już w Watykanie, jednak funkcjonowanie tego najmniejszego państwa świata i papiestwa niewiele się zmieniło. Pozwala to poczuć watykańską codzienność i spojrzeć na nią oczami ludzi, którzy ją tworzą. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg