Śladami ofiar mafii

Uczył młodzież lepiej żyć i chodzić z podniesioną głową. Tego mafia nie mogła mu wybaczyć. Papież Franciszek odwiedza Sycylię w 25. rocznicę męczeńskiej śmierci bł. ks. Giuseppe (Pino) Puglisiego.

Jak św. Franciszek

– Nasza piękna sycylijska ziemia to peryferia Włoch. Państwo nie inwestuje, codziennie ktoś stąd wyjeżdża w poszukiwaniu pracy, młodzi nie widzą dla siebie przyszłości, rosną bieda i bezrobocie, przybywa bezdomnych i migrantów – wskazuje bp Rosario Gisana. Franciszek dotknie tej trudnej rzeczywistości, odwiedzając pomagającą potrzebującym Misję Nadziei i Miłości. Leżący niedaleko dworca w Palermo ośrodek założył w 1991 r. Biagio Conte. Jest on rodowitym mieszkańcem Palermo. Pochodzi z bogatej rodziny i – jak sam mówi – mając wszystko, czuł się niezadowolony i niespełniony. Dopiero Bóg w ubogich dał mu pełnię szczęścia. – Byłem więźniem zdobywania kolejnych dóbr. Mając 25 lat, po raz pierwszy w życiu zdałem sobie sprawę, że na świecie są także ludzie ubodzy. Zobaczyłem, że życie to coś więcej niż imprezy, najnowsze modele samochodów i markowe ciuchy – wspomina. Wyznaje, że rewolucja w jego życiu nastąpiła po tym, jak zaczął dostrzegać ludzi żyjących na ulicy, dzieci żebrzące na stacji kolejowej i ubogie dzielnice, gdzie jedyną zabawką maluchów były śmieci znajdowane na wysypisku. Poczuł odpowiedzialność za niesprawiedliwość, a zarazem nie wiedział, jak temu zaradzić. Na tym etapie swego życia zafascynował się św. Franciszkiem. Opuścił rodziców i najpierw zaczął żyć w lesie jak eremita, a następnie wyruszył w pieszej pielgrzymce do Asyżu. – Nie miałem nic poza ubraniem na sobie i psem, który przyłączył się po drodze. Żyłem dzięki miłosierdziu dobrych ludzi. Po modlitwie u grobu Biedaczyny z Asyżu postanowiłem oddać życie najuboższym. Wracając pieszo na Sycylię, myślałem o wyjeździe do Afryki, gdy nagle zrozumiałem, że moją misją są ludzie żyjący na stacji w Palermo. Mówią o nich: alkoholicy, bezdomni, prostytutki. Ja odkryłem, że są moimi braćmi i siostrami i potrzebują pomocy – mówi Biagio, wspominając początki Misji Nadziei i Miłości.

Miasteczko ubogich

Teren, na którym mieści się misja, mieszkańcy Palermo nazywają „miasteczkiem ubogich”. Stare zdjęcia opowiadają historię tego miejsca. Widać na nich budynki w ruinie, które miasto przekazało bratu Biagio. Ubogich, którzy własnymi rękami te ruiny zamieniają w kolejne sale dla podopiecznych (osobno mężczyzn, kobiet, rodzin), doskonale wyposażoną kuchnię, małe ambulatorium, piekarnię, która codziennie wydaje 220 kg chleba, pralnię, ogromną jadalnię czy dobrze wyposażoną stolarnię, w której wykonano wszystkie potrzebne dla misji drzwi i okna, a która dziś zarabia na ośrodek, produkując m.in. poszukiwane meble. Centrum tego miasteczka jest kościół ubogich, powstały w byłych koszarach. Stacje Drogi Krzyżowej wykonała dziewczyna z Ghany, serię mozaik dzieci z zespołem Downa. Obrazy opowiadające życie Jezusa namalował 50-letni Bekir – muzułmanin pochodzący z Tunezji. Dziś mieszka tam 1200 osób z każdego chyba zakątka globu i wielu religii.

Nad wejściem do misji widnieje napis: „Projekt sfinansowany przez Opatrzność: przez wszystkich ludzi dobrej woli”. Bratu Biagio pomagają na stałe kapłan oraz kilka sióstr i braci oraz rzesze wolontariuszy. – Ogarnięcie tego miasteczka to prawdziwe przedsięwzięcie. Codziennie masa nowych wyzwań i problemów. Nie czuć tu jednak nerwów czy niepotrzebnego aktywizmu. Wszystko swój początek bierze w modlitwie – mówi pomagający w misji Antonio Tripodo. Wspólnotowa Msza św., rozważanie słowa Bożego i adoracja Najświętszego Sakramentu wyznaczają rytm życia misji. Ubrany w ubogi habit, na znak św. Franciszka, brat Biagio często sam otwiera drzwi potrzebującym. Dla każdego ma czas, modlitwę, słowo pocieszenia, które z czasem staje się konkretną pomocą. Odpowiada też na problemy miasta. W styczniu przez 10 dni pościł na dworcu razem z rodzinami wyrzuconymi na bruk, ponieważ z powodu bezrobocia nie miały na czynsz. Jego protest odbił się szerokim echem we Włoszech i sprawił, że potrzebujące rodziny z dziećmi otrzymały mieszkania socjalne.

W misji trwają przygotowania na przyjęcie papieża. Obiad będzie ubogi, bo tak mieszkańcy jedzą nawet w święta. Nie zabraknie jednak sycylijskich specjalności przygotowanych przez kucharzy z misji. Na stole będzie m.in. ręcznie robiony makaron, który powstał z mąki otrzymanej ze zboża uprawianego przez podopiecznych misji na ziemi, którą niedaleko Corleone państwo odebrało mafii. – To nasza idea wspólna z ks. Pino – uczyć ludzi odpowiedzialności za swą przyszłość – podkreśla br. Bagio. 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |