(Nie)zapomniany papież

Jego zawołaniem było humilitas (pokora). Podczas swojego krótkiego pontyfikatu Jan Paweł I podbił świat uśmiechem. Franciszek zatwierdził dekret o heroiczności jego cnót. Można spodziewać się beatyfikacji.

Jan Paweł I zmarł 28 września 1978, zaledwie 33 dni po objęciu papieskiego urzędu. Miał niecałe 66 lat. Jako ostatni widział go żywego jego osobisty sekretarz ks. John Magee około godz. 19.30. Papież był zmęczony i narzekał na ból w klatce piersiowej, ale nie chciał wzywać lekarza. Zanim się rozstali, zapewnił, że czuje się lepiej. Każdego ranka o 5.10 s. Vincenza Taffarel zostawiała przed papieską sypialnią filiżankę espresso. Papież wypijał ją w drodze do kaplicy. Tego poranka kawa stała nienaruszona. Zaniepokojona zakonnica zapukała do drzwi, ale nie usłyszała odpowiedzi. Papież nie żył. Zmarł poprzedniego dnia, najprawdopodobniej na atak serca.

Albino Luciani był człowiekiem skromnym. Nawet po śmierci. Jej nagłość sprawiła, że spekulacje na temat przyczyn przesłoniły osobę papieża. Tropiciele tajemnic Watykanu zrobili z tej śmierci dobrze sprzedający się kryminał w stylistyce Dana Browna. Kim był poprzednik Jana Pawła II?

Niech Bóg wam wybaczy

„Niech Bóg wam wybaczy to, co mi zrobiliście” – powiedział papież elekt do 110 kardynałów tuż po wyborze. 26 sierpnia o godz. 18.24 biały dym obwieścił światu pomyślne zakończenie krótkiego konklawe. Godzinę później na balkonie bazyliki św. Piotra ukazał się nowy papież, który po raz pierwszy w historii Kościoła przybrał podwójne imię: Jan Paweł. Albino Luciani dał w ten sposób sygnał, że chce iść drogą swoich poprzedników. Chciał przemówić do zgromadzonych, ale papieski ceremoniarz uznał, że nie ma takiego zwyczaju. Przemówił więc tylko swoim uśmiechem. Nazwano go potem „papieżem uśmiechu”.

Rozpoczynając pontyfikat, jako pierwszy papież zrezygnował z nałożenia tiary. Od tego czasu z kościelnego słownika zniknęła „koronacja”, którą zastąpiono słowami „inauguracja pontyfikatu”. Ogłosił, że stawia sobie następujące cele: odnowę Kościoła przez dalsze wcielanie w życie Soboru Watykańskiego II, odnowienie prawa kanonicznego, akcent na głoszenie Ewangelii, promowanie jedności Kościoła, ale bez rozcieńczania doktryny, promowanie dialogu i zachęcanie świata do budowania pokoju i sprawiedliwości społecznej. Zdążył wygłosić 11 homilii i przemówień, 4 katechezy środowe, 5 razy przemówił na Aniele Pańskim. W tych kilku wystąpieniach uderzał prosty, bezpośredni katechetyczny styl. Ostatnią katechezę środową poświęcił cnocie miłości. Rozważania oparł na dziecięcej modlitwie: „Mój Boże, kocham Cię całym sercem ponad wszystkie rzeczy, Dobro nieskończone i nasza wieczna Szczęśliwości, dla Twojej miłości kocham bliźniego swego jak siebie samego i przebaczam wszelkie urazy. O Panie, spraw, bym Cię kochał zawsze więcej”. Ojciec Święty porównał miłość do Boga do wędrowania do ziemi obiecanej. Nie przypuszczał zapewne, że jego wędrówka właśnie zbliża się do celu.

Katecheta bardzo tradycyjny

Albino Luciani pochodził z wielodzietnej rodziny. Canale d’Agordo – tak nazywa się jego rodzinna miejscowość (północne Włochy). Ojciec był robotnikiem. Bardziej wierzył w socjalizm niż w Boga. Matka była człowiekiem głębokiej wiary i temperowała lewicowe zapędy swego męża. Albino był ich pierworodnym synem. Urodził się w 1912 r. Był tak słabowity, że położna ochrzciła go w domu zaraz po urodzeniu. Wychowanie w wierze Albino zawdzięcza matce. Po latach już jako biskup mocno podkreślał wagę religijnego wychowania i dobrej katechezy.

W wieku 11 lat Albino wstąpił do niższego seminarium duchownego, potem do wyższego w Belluno. Święcenia przyjął 7 lipca 1935 r. Przepracował 20 lat w swojej rodzinnej diecezji, najpierw jako wikariusz, potem wicerektor seminarium, wreszcie pracownik kurii. Zrobił doktorat z teologii dogmatycznej na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Napisał również katechizm „Catechetica in briciole” („Okruchy katechizmu”), który doczekał się trzech wznowień. Młody duszpasterz opowiadał się za tradycyjną formą katechizacji. Pisał: „W religii są prawdy bardzo ważne, delikatne i trudne. Jakie w tym zło, że zostają zawarte w precyzyjnych formułach i zostają zapamiętane przez dzieci? Drogą lepszą i naturalną są następujące fazy: 1. Formuła dobrze wytłumaczona; 2. Formuła nauczona na pamięć; 3. Formuła praktykowana”. Brzmi staroświecko? Przedsoborowo? Owszem, ale niekoniecznie znaczy to, że nie ma w tym podejściu czegoś mądrego. Dziś, po latach posoborowych eksperymentów, wielu katechetów wraca do porzuconych zbyt pochopnie zasad.

Bezcenne posłuszeństwo

Kolejne 21 lat życia Albina Lucianiego wypełniła posługa biskupia. Papież Jan XXIII najpierw mianował go biskupem w diecezji Vittorio Veneto i osobiście wyświęcił w bazylice św. Piotra w Rzymie 27 grudnia 1958 r. Luciani jako biskup uczestniczył we wszystkich sesjach Soboru Watykańskiego II. Nie odegrał znaczącej roli. Pisał skromnie, że nie może równać się z „orłami teologii”. Jego ogromną troską było jednak przekazywanie soborowych inspiracji kapłanom i wiernym swojej diecezji. Pisał listy na ten temat, głosił przemówienia. W 1969 r. papież Paweł VI przeniósł go z Veneto do Wenecji. W 1973 r. został kardynałem.

Jakim był pasterzem? Pełnił posługę w niełatwych czasach posoborowego zamętu. Był przywiązany do tradycyjnych form pobożności i katechezy. Przestrzegał przed rewolucyjnymi zmianami w Kościele. Bolał nad kryzysem hierarchicznego kapłaństwa. Pisał w liście do księży: „Po soborze Kościół ma się odnowić, jak się odnawia dom – niektóre sprzęty zostaną wymienione, ściany pomalowane, podłogi wyczyszczone. Niektórzy chcieliby wszystko puścić z dymem, bez odpowiedzi na to, czym ten dom zastąpić – w imię głoszonej miłości do Kościoła, który nie istnieje, lecz jest tworem przyszłości lub wyobrażeń”. Biskup Luciani akcentował konieczność dobrej katechezy. Był blisko ludzi biednych, inicjował wiele dzieł charytatywnych, cechował go prosty styl bycia. Ale zarazem nauczał, że „nie jest zadaniem Kościoła prowadzić ludzi do raju ziemskiego, do doskonałej społeczności”. Kościół musi dbać o biednych, ale nie może zawężać do tego swojej misji. „Kościół ma prowadzić do odziedziczenia nieba” – podkreślał. Często przestrzegał przed marksizmem, widząc w nim „broń do nieposłuszeństwa” wierze chrześcijańskiej. Cenił posłuszeństwo Kościołowi, zwłaszcza jego urzędowi nauczycielskiemu. Jako biskup wymagał posłuszeństwa.

Nie ulec presji pokolenia ’68

Można spotkać się z opiniami, że Luciani był postępowcem, który opowiadał się za stosowaniem środków antykoncepcyjnych. Z niektórych jego wypowiedzi przed ukazaniem się „Humanae vitae” wynika, że spodziewał się zmiany w podejściu Kościoła do tej kwestii. Ale gdy tylko papież Paweł VI wydał encyklikę na temat etyki regulacji urodzeń, Luciani napisał list pasterski, w którym wezwał do przyjęcia tego nauczania. Inaczej zareagowało wielu biskupów na Zachodzie.

Patriarcha Wenecji często zabierał głos w obronie rodziny i małżeństwa. Za czasów jego biskupiej posługi we Włoszech zalegalizowano rozwody, a parę lat później aborcję. Przyszły papież protestował przeciwko tym zmianom i wzywał katolików do oporu. W 1974 r. odbywało się we Włoszech referendum w sprawie rozwodów. W Wenecji działały dwie katolickie organizacje studentów podszyte marksizmem, które poparły prawo do rozwodów. Reakcja patriarchy była zdecydowana – odwołał asystenta kościelnego i zabronił księżom wspierania tych organizacji. Kiedy Włochy zezwoliły na aborcję w 1978 r., Luciani przypominał, że żadne ludzkie prawa nie mogą zastąpić prawa Bożego. Apelował: „Prawdziwe współczucie w trudnościach i biedzie ludzkiej nie polega na zabiciu tego, który jest owocem upadku lub ludzkiego cierpienia, ale na podniesieniu, pocieszeniu, wsparciu, wstydzie z powodu słabości ludzkich namiętności: zabić go – nigdy!”.

Kto chciałby bliżej poznać Jana Pawła I, powinien sięgnąć do książki „Ilustrissimi. Listy do sławnych postaci”. Jest to zbiór artykułów, które ukazywały się w piśmie „Messagero di Sant Antonio”. Miały formę listów do sławnych postaci z historii i literatury (np. Dickensa, Chestertona czy Pinokia), w których poruszał aktualne problemy. W tych tekstach ujawnia się talent papieża, może nie tyle pisarski, ile katechetyczny. Luciani zwraca w nich często uwagę na demoralizację szerzoną przez pokolenie roku ’68. I w zdroworozsądkowy sposób prosi, aby ludzie nie dali się zwariować modom lansowanym w mediach.

Co nam zostawił w duchowym testamencie Jan Paweł I? Przede wszystkim dziecięcą radość wiary. I wzór pasterza o dobrym sercu, ale stanowczego w imię miłości i prawdy. Kiedy odchodził z Veneto do Wenecji, mówił do diecezjan: „Jako pasterz dusz jestem przekonany do tego podstawowego założenia: nie można wyświadczać komuś dobra, jeśli wcześniej się go nie pokocha. Zawsze czułem przed Bogiem, że źle wypełniałbym swoje zadanie, jeśli wcześniej nie próbowałbym was szczerze pokochać… Próbowałem to robić, ograniczony limitami moich możliwości, ale szczerze…”.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| KOŚCIÓŁ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.