Watykan: Milczenie

Wniedzielę wielkanocną, mimo wielkiego wysiłku, papież nie zdołał wypowiedzieć formuły błogosławieństwa. W poniedziałek w ostatniej chwili odwołano papieską modlitwę do Królowej Niebios - przypomina Rzeczpospolita i w poruszających słowach relacjonuje wydarzenia na Placu św. Piotra.

W niedzielę pierwsi pielgrzymi pojawili się na placu św. Piotra już koło ósmej. Na plac wchodzi się jak do samolotu. Policjanci grzebią w torebkach, plecaki suną na taśmie do prześwietlenia. Zawracają ekipę niemieckiej telewizji. Żeby filmować na placu, trzeba mieć specjalne pozwolenie. O godz. 10 jest już jakieś 70 tysięcy osób z całego świata.

W tej wieży Babel łowię polski. Elegancki pan w garniturze przyjechał z całą rodziną z Myślenic. Mówi: Kiedy Ojciec Święty był zdrowy, odwiedzał nas. Teraz, kiedy jest chory, naszym obowiązkiem moralnym jest tu być. Modlimy się, żeby Bóg pozwolił mu być jak najdłużej z nami. Państwo Ram z Koninek też przyjechali specjalnie dla papieża.

Młody chłopak, Darek, przybył z Werony. Pracuje na czarno na budowie, zarabia mało, ale na papieżu oszczędzać nie będzie.

Zorganizowanych grup jest jednak mało. Mniej niż w zeszłym roku. Jak szacuje ojciec Hejmo, dyrektor ośrodka Corda Cordi w Rzymie i opiekun pielgrzymek, przyjechało około 400 osób. 30-osobowa pielgrzymka prorodzinna ze Stargardu trzyma wielki transparent: Dziękujemy za "Pamięć i tożsamość". Na specjalne zaproszenie papieża przyjechał jego przyjaciel profesor Tadeusz Styczeń z KUL. Przywiózł 50 studentów. Są palotyni z Warszawy i Częstochowy, a pielgrzymi z Podkarpacia przywieźli papieżowi stylizowany na ludowo, rzeźbiony w drewnie krzyż.

Przestaje padać. Zaczynają pojawiać się flagi. Jest nawet kubańska i oczywiście wiele polskich. Ale tym razem nie ma cepeliady, orkiestr dętych. Nikt nie śpiewa "Górala" i nie gra zbójnickiego. Pytam polskie towarzystwo, które uparcie akcentuje pierwszą sylabę. Tłumaczą, że nie wypada, bo papież chory. Jak rzadko, wśród polskich pielgrzymów panuje nastrój dostojnej powagi i niepokoju. "Pan dziennikarz? Niech no pan powie, co mówią. Jak nasz papież? Pokaże się? Powie co dzisiaj?" - pyta mnie pani z dzieckiem na ręku. Za chwilę na placu ożywienie. Z okna papieskich apartamentów na trzecim piętrze zwieszono papieski herb. Będzie papież!

Co dziwne, wśród polskich pielgrzymów nie ma ani jednego polityka, ani jednego burmistrza, ani jednego VIP-a, czy choćby dyrektora. Jeszcze niedawno przybywali tu stadami, a swój przyjazd zapowiadali nam - polskim korespondentom - co najmniej tydzień wcześniej. I zanudzali, żeby koniecznie o tym poinformować naród. Dzielę się spostrzeżeniem ze spotkanym przypadkowo kolegą, który też przyszedł łowić polskie głosy i słyszę: "No przecież oni przyjeżdżają tylko po fotkę z papieżem. Papież nie przyjmuje, to ich nie ma".

Uroczysta msza trwa półtorej godziny. Tuż przed południem rozsuwają się zasłony i w oknie swojej biblioteki pojawia się papież. Chwyta się za głowę. Widać, że cierpi. Na placu szmer i okrzyki: "Viva Papa!". Polacy tylko klaszczą. Papież ma przed sobą pulpit, a na nim kilka kartek. Ale papieskie orędzie wielkanocne czyta sprzed bazyliki kardynał Sodano.

Na telebimach widać, jak prałat Mokrzycki podsuwa papieżowi mikrofon. Chwila dramatycznej ciszy. Papież kaszle, próbuje coś powiedzieć, ale dobiega nas tylko ciężki oddech i kilka niezrozumiałych dźwięków. "O Jezu!" - jęczy stojąca obok Polka i kryje twarz w dłoniach. Inni złożyli ręce jak do modlitwy. Po chwili cały plac św. Piotra tonie w oklaskach.

Ludzie klaszczą i płaczą. Patrzą z nadzieją w papieskie okno, ale jakaś ręka odsuwa mikrofon. Słyszę wyraźnie, jak ktoś za plecami nadaje relację przez telefon na żywo, po angielsku: "Atleta Boży próbował, walczył, ale nie dał rady powiedzieć słowa! 70 tysięcy ludzi do głębi poruszonych siłą tego świadectwa szlochając bije mu brawo. Niemy papież nie utracił nic ze swej władzy nad tłumami".

W wielkanocny poniedziałek kilkanaście tysięcy osób znów przyszło na plac św. Piotra. Ale na próżno śpiewali i bili brawo. Modlitwy nie było, a papież nawet nie pokazał się w oknie.

Watykan uparcie milczy. Rzecznik Navarro-Valls, od kiedy papież powrócił z kliniki Gemelli, odezwał się tylko raz. Żeby zdementować kolportowaną w mediach sensację, że wkrótce opuści swoje stanowisko sekretarz stanu kardynał Sodano. Tydzień temu, gdy w Stowarzyszeniu Prasy Zagranicznej prezentowano wyjątki najnowszego dokumentalnego filmu o papieżu ("Sine die"), mimo zapowiedzi, odwołał spotkanie w ostatniej chwili. Zrejterował. Wśród dziennikarzy w Rzymie mówi się otwarcie o tym, że Watykan chowa głowę w piasek i prowadzi z mediami grę uników.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |