Zabijmy świętego

13 maja 1981 roku. To jak pierwszy upadek pod ciężarem papieskiego krzyża. 
„Miał tę bezwładną postawę znaną ze wszystkich obrazów Zdjęcia z krzyża” 
– opowiadają świadkowie. „Twarz spokojną, z czymś podobnym do uśmiechu”. 


Pamiętam nadal to ściśnięcie serca na wieść o strzałach oddanych na placu św. Piotra w stronę papieża. Łzy, niepokój o jego życie, modlitewny szturm do nieba. Wracaliśmy do domu po wizycie u krewnych. „Strzelali do papieża” – mama dzieliła się tą wieścią z mijanymi przechodniami. Zatrzymywali się z niedowierzaniem. I to niejasne poczucie, które dziś potrafię lepiej nazwać, to ukłucie wywołane spotkaniem ze złem w czystej postaci, „tchnienie” diabła, który chce zgasić Boży ogień. 
Wszystko na to wskazuje, że Ali Agca, zawodowy morderca, nie działał sam. Tropy prowadzą w tę samą stronę, ku której w tych dniach zwraca się świat. KGB – trzy litery, które miliony ludzi napełniały trwogą, złowrogi symbol imperium zła. Wychowanek tej zbrodniczej organizacji prowokuje właśnie kolejną wojnę. Książę tego świata nie odpuszcza. Ciągle mu mało. Ale nad nami miłosierdzie Boga. 


Boli? Boli


„Za każdym razem, gdy powracam myślą do tamtego wydarzenia, mam zawsze te same odczucia. Zawsze…” – wspomina kard. Stanisław Dziwisz w książce „Świadectwo”. „Przeżywam wszystko od początku, chwilę po chwili. Tak jakbym wciąż nie mógł uwierzyć, że mogło dojść do czegoś podobnego. Że próbowano zabić papieża, tego papieża, Jana Pawła II, w samym sercu chrześcijaństwa…”. 
W opowieściach o tamtych wydarzeniach powtarza się motyw gołębi, które nagle poderwały się w górę z placu św. Piotra. Papież w otwartym jeepie objeżdżał plac przed audiencją generalną. O godz. 17.19 w jego stronę padły dwa strzały. „Ojciec święty zaczął bezwładnie osuwać się na bok, prosto w moje ramiona” – wspomina kard. Dziwisz. „Usiłowałem wesprzeć Papieża, choć on sprawiał takie wrażenie, jakby się poddał. Łagodnie. Naznaczony bólem, ale pogodny. Zapytałem: »Gdzie?«. Odpowiedział: »W brzuch«. »Boli?«. On na to: »Boli«. Pierwsza kula, przeszywając okrężnicę i raniąc w kilku miejscach jelito cienkie, rozszarpała brzuch, po czym – przebiwszy ciało na wylot – spadła do wnętrza jeepa. Druga zaś po tym, jak się otarła o prawy łokieć i złamała palec wskazujący lewej ręki, zraniła dwie amerykańskie turystki”. 
Potem był rajd karetki do Polikliniki Gemelli. Trasę, którą w godzinie szczytu pokonuje się co najmniej 20 minut, samochód z rannym papieżem przejechał w 8 minut. Syrena się zacięła, kierowca jadąc, naciskał na klakson. „Papież tracił siły, ale nadal był przytomny. Wydawał z siebie ciche, coraz słabsze jęki. I modlił się. Słyszałem, jak się modli, mówiąc: »Jezu, Maryjo, Matko moja«. Gdy dotarliśmy do polikliniki, stracił przytomność” – opowiada kard. Stanisław. 
Polka, która była wtedy na audiencji, opisuje reakcję ludzi: „Wydawało mi się, że cały plac św. Piotra zapada się z wolna razem z nami, że wszystko osuwa się w pustkę: schody, tłum, wszystkie posągi nad kolumnadą, a ich barokowe gesty wydały mi się gestami przerażenia i zgrozy. Od tej pory bardzo je lubię… Wokół mnie wszyscy byli bladzi, a wstrząśnięci policjanci watykańscy w alejach robili wrażenie, że mają twarze bez kropli krwi. Jeden, blisko mnie, miał kredowobiałą twarz pod kruczymi włosami i zastanawiałam się, czy nie zemdleje. Nie, nie mdlał, płakał”. Jakaś grupa z Polski przywiozła na audiencję kopię obrazu jasnogórskiego. Ustawili ją na ziemi opartą o pusty fotel. Wiatr przewrócił obraz. Na odwrocie ukazał się napis: „Matko Boża, opiekuj się ojcem świętym, broń go od złego”. Obraz umieszczono na fotelu, wokół którego ludzie zaczęli się modlić. Odmawiali Różaniec aż do wieczora, gdy nadeszły lepsze wieści o stanie zdrowia papieża. 


Połączyło nas cierpienie 


Jan Paweł II, który cieszył się dobrym zdrowiem, żelazną kondycją, niespożytymi siłami do pracy, znalazł się nagle w szpitalu jako pacjent, któremu ratowano życie. Kiedy Paweł VI wymagał zabiegu chirurgicznego, wykonano go w zaaranżowanej sali operacyjnej w jego apartamentach. Jan Paweł II wcześniej zastrzegł sobie, że w razie choroby ma być leczony jak zwykli ludzie – w szpitalu. Do szpitala Gemelli wracał kilkakrotnie. Spędził tam w sumie 
153 dni, dlatego nazywał go żartobliwie „trzecim Watykanem”. Jeden z lekarzy wspomina, że 12 maja, w przeddzień zamachu, papież odwiedził pawilon medyczny w Watykanie. Kilka miesięcy wcześniej ufundowano specjalną karetkę, która miała służyć pielgrzymom przybywającym na plac św. Piotra. Pokazano ją papieżowi. Następnego dnia właśnie ta karetka wiozła go do szpitala. 
Operacja po zamachu miała przebieg dramatyczny. Życie papieża wisiało na włosku. Profesor Francesco Crucitti na wieść o zamachu jakimś cudem dotarł w kilka minut do szpitala. Kiedy otworzył jamę brzuszną, ujrzał najpierw mnóstwo krwi. Jego pacjent stracił jej trzy litry. Po zatamowaniu krwawienia zobaczył, co się stało. Okazało się, że kula minęła tętnicę główną o milimetry. Jej trafienie oznaczało śmierć w ciągu kilku minut. Pocisk minął także kręgosłup i połączenia nerwowe, dzięki czemu papież nie został sparaliżowany. „Czyjaś ręka strzelała, ale inna ręka prowadziła kulę” – powiedział później Jan Paweł II. 
Kardynał Dziwisz wspomina, że tuż po przebudzeniu nad ranem 14 maja papież zapytał: „Odmówiłem kompletę?”. „Pierwsze dni były koszmarne. Ojciec święty modlił się nieustannie. I cierpiał”. Prócz bólu fizycznego odczuwał ból z powodu odchodzenia kard. Stefana Wyszyńskiego. Agonia Prymasa Tysiąclecia trwała trzy tygodnie, jakby czekał, aż z Rzymu nadejdą lepsze wieści. Ostatnia rozmowa telefoniczna między papieżem a prymasem odbyła się w szpitalu. „Słychać było wątły, ledwo słyszalny głos kardynała: »Połączyło nas cierpienie…

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama