Prawdziwy testament Jana Pawła Wielkiego

Siedem lat. Tyle właśnie jutro minie od śmierci Jana Pawła Wielkiego. Co nam z Niego zostało?

Nie potrafiłbym odpowiedzieć na to pytanie nawet odnośnie do samego siebie. Tym bardziej nie zamierzam wymądrzać się w imieniu wszystkich Polaków. Bo jak zbadać, ile mu zawdzięczam? Przecież wzrastałem słuchając nie tylko, ale także jego nauczania, rosłem w atmosferze, której był głównym moderatorem. Skąd mam wiedzieć, ile w tym wszystkim jest jego zasługi, ile zasług innych ludzi, a ile działania Bożej łaski? Dla mnie największym darem Jana Pawła dla mnie jest to, że był  Bożym człowiekiem, chrześcijaninem i papieżem; że pozwalał działać w sobie Bożej łasce; że włączył się w potężny nurt działania Ducha Świętego w świecie. Z tego wypłynęło dobro, którego rozmiarów i granic nawet nie próbuję wyznaczać.  

Minęło siedem lat. Jest nowy papież, a życie toczy się dalej. Myślę, że tak naprawdę nie jesteśmy w stanie ogarnąć Jana Pawła Wielkiego. Ani jego nauczania, ani tym bardziej bogactwa tego, czego nas uczył swoją postawą, swoim życiem. Ale jednego naprawdę szkoda. Że niespecjalnie staramy się wprowadzić w życie jego testament. Nie, nie ten oficjalny. Ten, który dał nam parę miesięcy przed swoją śmiercią  ogłaszając Rok Eucharystii.

„Pośród cieni chylącego się ku zachodowi dnia i mroku zalegającego w duszy, ów Wędrowiec był jasnym promieniem, na nowo budzącym nadzieję i otwierającym ich ducha na pragnienie pełni światła. «Zostań z nami», prosili. A On przyjął zaproszenie” – pisał Jan Paweł II w bardzo osobistym  liście Mane nobiscum Domine. I trudno mi czytając te słowa nawet po latach oprzeć się wrażeniu, że ów kończący się dzień i spotkanie Zmartwychwstałego z dwoma uczniami idącymi do Emaus był dla naszego papieża  jakimś obrazem końca jego własnego życia. Końca, przy którym stoi Chrystus i od którego tak naprawdę wszystko co dobre dopiero się zaczyna. Papież w tym liście prosi, byśmy – mocno upraszając – nauczyli się świętować Eucharystię. Szkoda, że późniejsze wydarzenia przyćmiły tę jego prośbę.

„Wkrótce oblicze Jezusa miało zniknąć, ale Mistrz miał «pozostać» pod zasłoną «łamanego chleba», wobec którego otworzyły się ich oczy” – pisał dalej Jan Paweł Wielki. Nasz papież sam też zniknął sprzed naszych oczu i pozostawił nam to gorące wezwanie, byśmy odkryli owo spotkanie z Jezusem na Eucharystii. To dzięki niej spotykamy tego, którego nasz papież ogląda już twarzą w twarz i dzięki niej kiedyś też zobaczymy ich (i Jezusa i Jana Pawła) twarzą w twarz. Czas otworzyć oczy i radością i odwagą pójść za wskazaniem naszego papieża. Na to jeszcze nie jest za późno...

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama