Ewangelizować, ale jak?

Bóg, który kocha i troszczy się o każdego chce przyjść do człowieka przez nas. Przez naszą uwagę, nasze współodczuwanie, naszą wiarę i naszą troskę. Przez nasz uśmiech, łzy czy gest. Przez nasze zaangażowanie.

Reklama

Jeśli ktoś rzeczywiście doświadczył miłości Boga, który go zbawia, nie potrzebuje wiele czasu, by zacząć Go głosić i nie może oczekiwać, aby udzielono mu wielu lekcji lub długich pouczeń – pisze Franciszek. Nie potrzebujemy kursów czy wielkich instrukcji. Wystarczy kilka słów, które powinny nas poprowadzić, tak byśmy byli w stanie głosić Boga napotkanym ludziom. Tym znanym i nieznanym.

Nie potrzebujemy długich pouczeń. Nie jest usprawiedliwieniem brak ukończonego kursu. Ale coraz częściej wydaje się, że jednak potrzebujemy, choć na nieco innym poziomie. Coraz częściej można odnieść wrażenie, że jako ludzie zatraciliśmy intuicję prowadzącą nas w relacjach z drugim. Unikamy cierpiących nawet nie z obojętności, ale z bezradności. Nie wiemy, co powiedzieć. Nie umiemy mówić gestami. Milczymy tam, gdzie milczeć nie wolno…

Dlatego tak ważna może się okazać swoista instrukcja spotkania z drugim człowiekiem. Z człowiekiem, który chce z nami podzielić się swoimi radościami, nadziejami czy troskami. Tym, co mu leży na sercu. To nie jest dziś częste zjawisko – to dar czyjegoś zaufania. Może na nie zasłużyliśmy, a może zbyt wiele się w czyimś życiu wydarzyło lub nadal dzieje, by mógł milczeć? Nie ma znaczenia. Papież pisze: po pierwsze, wysłuchaj. Uważnie. Nie zalewaj radami, pouczeniami, próbami uspokajania. Wysłuchaj. Podejmij dialog.

Dopiero później będzie miejsce, by powiedzieć o Bogu, który ofiarowuje nam swoje zbawienie i swoją miłość. Jak powiedzieć? Nie ma jednej formy, jednego sposobu, formułki. Być może będzie to czas na sięgnięcie do Pisma Świętego, może trzeba będzie własnego świadectwa, może jeszcze inaczej? Może zamiast słów wystarczy gest? Jeśli sam tego doświadczyłeś, będziesz wiedział, co zrobić. Nie jesteś przecież sam – jest z tobą Duch Święty.

Jeśli wydaje się to roztropne i jeśli sprzyjają temu warunki, byłoby dobrze, aby to spotkanie braterskie i misyjne zakończyć krótką modlitwą, nawiązującą do trosk, jakie owa osoba wyraziła. W ten sposób poczuje ona wyraźniej, że została wysłuchana i zrozumiana, że jej sytuacja została złożona w ręce Boga, i przyzna, że Słowo Boże przemawia rzeczywiście do jej egzystencji - pisze dalej papież [EG 127].

Czytając te słowa można mieć wrażenie opisu technik manipulacji. I zapewne można je w taki sposób wykorzystać. Tyle, że jeśli nie będzie w nas prawdy, jeśli będzie to tylko gra, rozmówca się zorientuje. Jeśli nie od razu, to po jakimś czasie. I po raz drugi nie uwierzy - ani człowiekowi, ani miłości Boga. Kłamiąc nie ewangelizujesz – kłamiąc zabijasz. Niszczysz mosty na drodze, którą mógłby do człowieka przyjść Bóg.

A tak naprawdę chodzi przecież o to, że jeśli przejmiemy się na serio czyimś życiem, jeśli sami wierzymy, że Bóg jest rozwiązaniem, to nie ma nic naturalniejszego niż wspólnie powierzyć Mu wspólne już troski. I tu jest sedno spotkania: Bóg, który kocha i troszczy się o każdego chce przyjść do człowieka przez nas. Przez naszą uwagę, nasze współodczuwanie, naszą wiarę i naszą troskę. Przez nasz uśmiech, łzy czy gest. Przez nasze zaangażowanie.

Bez zaangażowania w życie drugiego człowieka nie ma ewangelizacji. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama