"Służy jedności wszystkich członków jednego Ciała Chrystusa.”
We wtorek odbyła się szósta kongregacja generalna kardynałów.
Bazylika Matki Bożej Większej zajmuje szczególne miejsce na sakralnej mapie Rzymu.
Chodzi o wyższą niż przewidziano liczbę kardynałów elektorów, a także o uprawnienia kard. Becciu.
W Polsce pacjenci często przyjmują leki antydepresyjne zbyt długo - znacznie dłużej, niż to konieczne. Dlaczego? Ponieważ znacznie taniej jest co trzy miesiące wręczyć nową receptę, co rok zwiększając dawkę (bo organizm się przyzwyczaja do leku), niż od razu rozpocząć terapię (co najmniej godzina w tygodniu). Pacjent musi czekać, aż ktoś inny zakończy terapię - albo sam słono płacić. Wielu na to nie stać. A skutki uboczne leków są, i to uciążliwe, m. in. zaburzenia cyklu hormonalnego, zaburzenia koncentracji, wydłużenie czasu reakcji. Wszystko to można by ograniczyć, gdyby nie to, że w budżecie nie ma pieniędzy na więcej terapeutów (za to są np. na in vitro).
Przytruwanie o przejściu depresji i proponowanie terapii dowodzi tylko jednego - że się żadnej depresji nie miało. Tylko chwilowe załamanie nerwowe. Takie rzeczywiście można uleczyć terapią krótkoterminową.
Pani tekst jest naprawdę świetny! :) Czemu mało kto zauważa, że dzieje się to równolegle wraz z laicyzacją, odchodzeniem od Boga i Jego przykazań? WŁAŚNIE. Jak to powiedział ks.prof. Tadeusz Guz: >>> Dziś ludzie chorują ponieważ są systematycznie odcinani od prawdy, im więcej w człowieku prawdy tym więcej w nim zdrowia, życia. Dziś leczony człowiek nie powraca do zdrowia ponieważ jest redukowany tylko do materii.<<< Dziś jest tyle samobójstw i będzie coraz więcej ponieważ rzeczywistość jest w szponach >nicości< i ludzie wysysają ją z otoczenia na zasadzie osmozy co wykazał Wasz amerykański publicysta George Weigel. Pani tekst odzwierciedla to co niedawno sam doświadczyłem. Pewna osoba, która jest wykładowcą na pewnej uczelni w Polsce, mająca poglądy feministyczne, kiedy usłyszała ode mnie o tym, że brak prawdy skutkuje chorobami fizycznymi, psychicznymi, duchowymi, że pustka prowadzi do depresji, nerwicy, lęków, ta osobą wojująca z Bogiem z Kościołem zapragnęła kontaktu z Bogiem!!! Rozumie to Pani, po tylu latach ta osoba skłania się do tego by Bogiem wypełnić sobie życie. Przyznam się, że byłem w szoku ponieważ nie miałem zamiaru jej jakoby nawracać, tylko jej tak to spontanicznie powiedziałem. Czy to nie CUD?! :-) CUD! Dlaczego pacjenci wybitnego słynnego polskiego psychiatry byli przez niego wyleczeni z depresji, nerwic, lęków ponieważ on ludzi leczył nie tylko wiedzą psychiatryczną ale przed wszystkim MIŁOŚCIĄ! Wszyscy jego koledzy po fachu byli zdumieni jego wynikami. Właśnie depresja, nerwice to choroby duszy, rana na duszy i oczywiście nie wolno zapominać o lekach ale niestety dziś częściej zapomina się o tym co jest sednem wyzdrowienia - dusza ludzka - musi być najprzód uzdrowiona tak leczył Jezus i tak jest dziś. Rok temu byłem kursie Nowe Życie w Dąbrowicy trochę za Lublinem. Zastanawiałem się po co ja tam Panie Boże jadę mi to niepotrzebne, nie chcętam jechać. Ale Bóg jakoś tak sprawił, że musiałem pojechać i pojechałem i wie Pani co? Ja do końca życia NIGDY tych trzech dni NIE ZAPOMNĘ. Proszę Pani ja nigdy nie cierpiałem na depresję ale miewałemchwile, takiego rozdrażnienia, jakoby stanu depresji,? rozbicia umysłu. Ale po tym kursie ja z tych dolegliwości zostałem tak uzdrowiony, że mówię Pani, że WSZYSTKIE terapie szpitalne mogą się schować! Kiedy w niedzielę w ostatni dzień kursu wróciłem z domu to jak szedłem ulicą to czułem jak moje nogi nie dotykają ziemi!!! Serce "bolało mnie z Miłości" stan niesamowitego szczęścia, spełnienia, radości, ludzieee... COŚ NIESAMOWITEGO!!! Jak spałem to czułem w śnie jaki serce pęka mi ze szczęścia, chciało mi się płakać ze szczęścia, jak widziałem swoich bliskich to się czułem jakby widział ich dłłługo nie widział. Chciałem się do nich przytulać i mówić im, że ich KOCHAM!!! To samo było w moim kościele, miał chęć przytulać się do mich księży, świeckich których znałem i mówić im jak ja ich kocham. Niech Pani zapyta się swojego redakcyjnego Kolegi, Pana Franciszka Kucharczaka co to znaczy ponieważ On był na takim kursie i świetnie ujął w słowach stan w którym był po tym kursie. Bogu dziękuję za ks. Krzysztofa Kralke i jego ekipę!!!!!!!!!! :-))))) Dziękuję Pani i Redakcji gosc.pl za możliwość podzielenie się swoją myślą i podzieleniem się swoim świadectwem! Niech Was Panią i Redakcję gosc.pl błogosławi Jezus Chrystus, Zbawiciel Człowieka! :)
Serdecznie dziękuję Redakcja za upublicznienie mojego wpisu, bałem się, że coś Redakcji się nie spodobało i dlatego nie jest upubliczniany ale widzę, że został mój ten wpis umeszczony na Waszym tym forum. Jeszcze raz dzięki. Ps. Przepraszam, jeżeli w tym moim wpisie jest dużo wytłuszczeń, podkreśleń i dużych liter wiedzcie, że robię to nie dlatego aby się popisać i Was pouczać tylko dlatego, że jak mój wpis jest taki >zwykły< to myślę sobie, że jest taki ten wpis bez wyrazu. :) Pozdrawiam z serca. :)
to wychodzi na to że artykuł na fronda.pl nie był całkowicie od rzeczy,(tym bardziej że oni wcale nie odradzają brania leków i piszą o tym w pierwszym akapicie tekstu,proszę przeczytać) i pani przypadek to potwierdza.A że łaska działa przez naturę to wiadomo, pytanie tylko co ma być na początku...ora czy labora..Chwała Panu!
Pan Jezus ostrzegał ludzi, aby nie czynili zgorszeń, tzn. żeby nie grzeszyli, bo będą cierpieć. Skutkiem popełnionego grzechu, jest wejście demona do duszy, a gdy ta dusza już się zapełni, demony wchodzą do ciała i wtedy zaczynają się 90% wszystkie choroby.
Z chorobami rodzą się także dzieci, tzn. ich ciała w łonie matek obciążone są nieodpokutowanymi grzechami rodziców, do 7 pokoleń z rodu ojca i matki.
Lekarstwem na choroby, dla niewierzących są leki powodujące przepędzenie demona z chorego miejsca ciała na inne miejsce ciała, nic nieleczące.
Natomiast dla ludzi wierzących z silnych wiarą, jedynym lekarstwem na wszystkie choroby, jest codzienna Eucharystia, wypalająca Ogniem Ducha Pana Jezusa to zło demonów w bólu, tj. bez jakichkolwiek znieczuleń, tak jak Pan Jezus cierpiał na Krzyżu, z modlitwą i życiem według Ewangelii, żeby nie dokładać sobie grzechów, tj. tych demonów.
Jeżeli wierzący brał leki i zamierza przejść na leczenie Pana Jezusa z codzienną Eucharystią, to teraz nie może od razu odstawić leków, bo te demony by go zabiły. Musi odstawiać stopniowo te leki, przyjmując na siebie coraz większy ból, znaku wypalania się tego zła demonów.
Znałem starszą kobietę z czerniakiem, w której gniła skóra. Było to wiele czarnych punktów o średnicy do 1 cm na klatce piersiowej. Ona uwierzyła w to, co tu napisałem. Odstawiła stopniowo leki, aż do całkowitego zaprzestania ich brania, przyjmując codziennie Eucharystię. Dodatkowym bólem, jaki cierpiała w tej chorobie, była jej rodzina, która krzykiem zmuszała ją do brania leków.
Nie ugięła się, mimo straszenia zamknięciem jej w szpitalu psychiatrycznym. Po pewnym czasie (ponad miesiąc), ból zaczął się zmniejszać, gnijące czarne punkty skóry zaczęły usychać i odpadać od ciała, a pod spodem odrastała młoda skóra.
Innym przykładem jest piszący to, który cierpiał na chorobę wrzodową dwunastnicy.
Przez wiele lat nieświadomy leczył się lekami, które tylko na krótko mu pomagały, bo co roku na wiosnę i jesień i tak wrzody mu powracały, mimo leków kolejnej generacji.
Dopiero, gdy na maxa wszedł na drogę krzyżową Pana Jezusa z codzienną Eucharystią, zrozumiał, że ma odstawić leki, przyjąć ból, bo jeżeli nie przyjmie bólu, Duch Pana Jezusa nie wypali mu tego zła demonów, żeby wyzdrowiał. Gdy to zrobił, również był straszony, że dostanie raka, jednak ufność do Boga, pozwoliła mu na wytrzymanie tego bólu i nacisku najbliższych.
Ludzie bogaci, mogą korzystać z najdroższych leków uśmierzających im ból i dalej grzeszyć na swoją zgubę duszy. Natomiast ubodzy, których nie stać na leki, przyjmują ból i gdyby tylko zaczęli przyjmować codzienną Eucharystię, to szybko wyszliby ze swoich chorób.
Pewna dziewczyna na forum katolickim prosiła o pomoc, zapytując po opisanych objawach czy jest opętana.
Zamieszczam moją odpowiedź na to jej pytanie:
Nie jesteś opętana, bo jesteś świadoma, że się z tobą coś dzieje. Może to być obsesja.
Opętany nie przejmowałby się, takim stanem jak ty masz, bo byłby pod władzą złego ducha i robiłby to wszystko, co on chce.
Dlatego musisz walczyć z tym złem, które jest do ciebie dopuszczone.
Sama nie dasz rady, musi być modlitwa, egzorcyzm odmawiany przez ciebie, różaniec, koronka, i najważniejsze - codziennie przyjmowana Eucharystia.
Egzotyzmem jest np. modlitwa: Zdrowaś Maryjo.
Cały czas musisz być pojednana z Bogiem, a gdy poczujesz, że to zło się zbliża do ciebie, prosić o pomoc Pana Jezusa i NMP, np słowami: Jezu, Maryjo pomóż mi.
Nie rozmawiaj w żaden sposób w myślach z tym złem, ale odrzucaj.
Odrzucaj wszystko, co poczujesz, że pochodzi od złego; to, co ci do głowy nakłada na modlitwie, bo przez to chce cię zniechęcić do tej modlitwy. Modlitwa zawsze na kolanach, jest ważna, gdy odmawiasz ją i myślisz o tym, co odmawiasz. Rób tylko to, co się Bogu podoba.
Gdy przezwyciężysz to zło, smutek minie, a z czasem poczujesz Miłość Bożą.
Czy nie zrobiłaś przypadkiem aborcji dziecka, bo od tego pochodziłby ten ciężar, jaki masz w brzuchu? Poza tym ten zły duch powoduje duszenie w gardle, a w skrajnych przypadkach doprowadza do samobójstwa, jeżeli na maxa nie wejdzie się na drogę Bożą.
(Ps 62,13) I Ty Panie, jesteś łaskawy, bo Ty każdemu oddasz według jego czynów.
Nie chodź do psychiatrów, bo będą ci dawać leki psychotropowe zamykające umysł, a ty umysłem musisz walczyć z tym złym duchem, poza tym, po tych lekach się tyje i nic ci nie pomogą na tego złego ducha. Tylko walką duchową z pomocą Boga, zwyciężysz to zło.
Przy niektórych złych duchach walczy się postem w środę i piątek przez rok.
W Ewangelii jest opis kobiety, która przez 12 lat cierpiała na krwotok.
Gdy wydała cały majątek na lekarzy i lekarstwa, w końcu, jako uboga i cierpiąca z wiarą przyszła do Pana Jezusa, bo wiedziała, że już nikt jej nie pomoże, wtedy została uzdrowiona.
Człowiek musi wszystko stracić (te zabezpieczenia), żeby zrozumieć, że tylko Bóg może wszystko.
Podobnie teraz, tych najsłabszych, jako wybranych Pan Bóg powołuje na nową białą drogę krzyżową NMP, uleczenia duszy i ciała ze wszystkich chorób.
a) choroba psychiczna to coś zupełnie innego niż choroba fizyczna. I o ile w nowotworze rozmowa z księdzem w konfesjonale nie pomoże, to w przypadku (lekkiej) choroby psychicznej może, gdyż będzie częścią psychoterapii, a Wiara nada sens życiu.
b) trzeba rozróżnić psychologów od psychiatrów.
Psychiatra to lekarz, który zajmuje się medyczną stroną choroby i ma prawo przypisać potrzebne leki. Psycholog to z kolei osoba, która może z Tobą porozmawiać, ale leków nie przypisze. Taka rozmowa może oczywiście pomóc, ale tak samo (a może nawet bardziej) może pomóc stały spowiednik (kierownik duchowy)
Znam jedną osobę, która powiedziała, że przyczyną jej choroby nowotworowej był jej grzech, kiedy była uzdrawiana Jezus powiedział do niej >oddaj mi swój grzech< popłynęły jej łzy z oczu i poczuła, że jest uzdrowiona. Polecam książkę Św. Hildegarda z Bingen. Leczenie chorób duszy Terapia Hildegardowa dla cierpiących na depresję, lęki, napięcia i stres. Link:
http://www.esprit.com.pl/323/Sw-Hildegarda-z-Bingen-Leczenie-chorob-duszy.html
NIE pomogło mi na dłuższą metę wiele lat terapii.
NIE pomogły mi na dłuższą metę żadne psychotropy, a brałam ich wiele, przeróżnych rodzajów (SSRI, przeciwpsychotyki i inne).
Jedyne, co pomaga, to spowiedź i częste przyjmowanie Komunii. Ale hej, co ja tam mogę wiedzieć... Ubóstwiajmy nadal psychiatrów i psychologów, z których 99% uznaje katolicyzm za jakąś formę zaburzenia. Krytykujmy tych, co większą nadzieję pokładają w Bogu niż w teoriach Freuda, Junga, Maslowa. A potem dziwmy się, że kościoły pustoszeją, a gabinety "specjalistów" się zapełniają...
Daj zarobić katolickiemu psychologowi, to i na duszy Ci się poprawi, i w kościele nikogo nie ubędzie.
Na podstawie niniejszej wypowiedzi można jedynie (rozłożywszy ręce) stwierdzić, że stan wiedzy o chorobach psychicznych jest w naszym społeczeństwie tragiczny.
Kiedy mamy człowieka np. dotkniętego schizofrenią, którego dręczą objawy wytwórcze, kierownictwo duchowe pomoże mu jak umarłemu kadzidło. Kierownik duchowy - o ile z "drugiego zawodu" nie jest psychologiem - w ogóle nie zrozumie, o co temu nieszczęśnikowi chodzi i jak ma sobie ze swoim problemem poradzić. To samo z wieloma innymi chorobami - na które lekarstwem jest właśnie psychoterapia.
Rozumiem, że wizje z amerykańskich filmów - brodaty facet kładzie delikwenta na kozetce po czym zaczyna krytykować jego matkę - są bardzo sugestywne, ale sesja u psychoterapeuty naprawdę inaczej wygląda.
Pracuję w szpitalu psychiatrycznym, więc trochę na ten temat wiem... To jest tak: schizofrenia jak każda choroba, może mieć różny stopień nasilenia objawów. Podobnie jak depresja, choroba afektywna dwubiegunowa, różne psychozy. Ale w zasadzie każda choroba psychiczna jest "ciężka" - bo zaburzone jest u człowieka postrzeganie świata, funkcjonowanie społeczne, czasem procesy myślowe... to nie jest byle co i pozostawione bez leczenia może zniszczyć człowiekowi życie.
Tak, schizofrenię też się leczy psychoterapią. Oczywiście oprócz leków, nie zamiast. Psychoterapia w takim wypadku pomaga radzić sobie z objawami choroby: zyskać do nich krytycyzm, łagodzić je, umieć rozpoznawać stany i sytuacje, kiedy trzeba zwrócić się po pomoc.
A co do depresji, to rację ma Autorka postu powyżej, sama cierpiąca na tę chorobę: lekarstwa zwalczają objawy. Przyczyny leczy się dotarciem do nich i przepracowaniem ich, co dokonuje się właśnie na sesjach psychoterapeutycznych.
- endogenna, kliniczna,
- nerwicowa,
- reaktywna,
- poporodowa,
- sezonowa.
Oprócz pierwszego typu, który należy leczyć farmakologicznie, pozostałe dadzą się uleczyć wiarą i silną modlitwą. Bowiem sporadycznie tylko są wspomagane medycznie, leczenie ich, to głównie psychoterapia.
Pan mnie uzdrowił. Były modlitwy wstawiennicze, ale kropką nad i stał się sakrament uzdrowienia chorych. :)
Oczywiście, przy depresji endogennej należy brać leki, ale i modlitwa jest jak najbardziej wskazana. Przecież Bóg uzdrwia również z ostatniego stadium nowotworu.
Wielu nie dotknietych choroba depresji udziela wlasnie takich (durnych) rad o braku wiary, braku modlitwy (jak gdyby ilosc modlitw miala przejsc w jakosc) i wpedzaja chorego, ktory i tak "wie", ze sam jest sobie winny, no bo przeciez obiektywnie wszystko jest ok, rak nie ma, powinien sie nawet cieszyc (depresja poporodowa), a tu siedzi w czarnej dziurze i nie widzi wyjscia, w jeszcze gorszy stan. Ta choroba moze sie skonczyc smiercia.
Choroby najczesciej maja zrodla psychosomatyczne. Zaklocenia hormonalne, mineralow itp moga takze doprowadzic do depresji. To sie leczy calosciowo a nie wpedzajac kogokolwiek w wieksze poczucie winy.
Twoja rada jest wielce mądra, ale inaczej.
Czy dręczony depresją nie zna jej przyczyny?
Jeżeli nie, to nie ma depresji, tylko jest chory psychicznie, a to są dwie różne rzeczy.
W depresję wpadają głównie mamoniarze, dlatego katolicy wiedzą że to brak wiary.
Mający silną wiarę katolicy przechodzili łagry, Sybir i inne niemieckie i ubeckie katownie i nie wpadali w depresję.
Mamoniarz wpada w depresję, jeżeli tylko wydaje się mu, że ma za długi nos.
Czytanie z Księgi proroka Izajasza
Chcę zaśpiewać memu przyjacielowi
pieśń o jego miłości ku swojej winnicy.
Przyjaciel mój miał winnicę
na żyznym pagórku.
Otóż okopał ją i oczyścił z kamieni,
i zasadził w niej szlachetną winorośl;
w pośrodku niej zbudował wieżę,
także i kadź w niej wykuł.
I spodziewał się, że wyda winogrona,
lecz ona cierpkie wydała jagody.
«Teraz więc, o mieszkańcy Jeruzalem
i mężowie z Judy,
rozsądźcie, proszę, między mną
a między winnicą moją.
Co jeszcze miałem uczynić winnicy mojej,
a nie uczyniłem w niej?
Czemu, gdy czekałem, by winogrona wydała,
ona cierpkie dała jagody?
Więc dobrze! pokażę wam,
co uczynię winnicy mojej.
Rozbiorę jej żywopłot, by ją rozgrabiono;
rozwalę jej ogrodzenie, by ją stratowano.
Zamienię Ją w Pustynię,
nie będzie przycinana ni plewiona,
tak iż wzejdą osty i ciernie.
Chmurom zakażę spuszczać na nią deszcz».
Otóż winnicą Pana Zastępów jest dom Izraela,
a ludzie z Judy szczepem Jego wybranym.
Oczekiwał tam sprawiedliwości, a oto rozlew krwi,
i prawowierności, a oto krzyk grozy.
Oj pani Agato!
Wypływa Pani na głęboką wodę. Bez trzymania się Chrystusa Pani zatonie. Już Pani mocno nabrała wody.
Choroby, które Pani wymieniła (rak i depresja), to choroby spowodowane przez ludzi, właśnie odejściem od wydawania słodkich owoców, a wydawaniem cierpkich.
Wszystko na tym świecie ma swoją przyczynę. Trzeba tylko potrafić ją dostrzegać i prawidłowo określić.
Cóż, katolicy wierzą w Boga i Bogu. Ma to swoje odzwierciedlenie w ich stosunku do życia i postępowania. Materialiści natomiast wierzą szkiełku i oku kogośtam. Pani chyba też wierzy "mędrca szkiełku i oku"
Jeżeli chodzi o depresję, to najgorsze dopiero przed nami.
Podobno pewien współpracownik ks. Drozdka napisał list do siostry Łucji z zapytaniem: Jak to się ma stać, że Serce Maryi zatriumfuje?
Siostra Łucja odpisała mu, że konsekwencje ludzkiego grzechu, tak ludzi przygniotą, że w końcu zrozumieją że Bóg jest władcą wszechrzeczy.
Te choroby, to początek konsekwencji ludzkich grzechów
Nowotwory podobno powodują: Toksyny, promieniowania, które uszkadzają kod genetyczny komórek, i stres, który osłabia odporność organizmu.
Depresja jest spowodowana odebraniem człowiekowi wszelkich perspektyw życiowych i odczuwanie przez niego całkowitego osamotnienia.
"Wszystko na tym świecie ma swoją przyczynę. Trzeba tylko potrafić ją dostrzegać i prawidłowo określić...
...Te choroby, to początek konsekwencji ludzkich grzechów..."
Bardzo sié z Tobá zgadzam i dlatego bardzo dziékujé za Twój post!
Ty Maluczki jestes wielki :)
BÓG ZAPLAC...
Wielki jest tylko Bóg.
No i jaki grzech można zarzucić napadniętemu podróżnemu poza nieznajomością sztuk walki?
Przecież większość chorób i nieszczęść można wytłumaczyć grzechem, jeśli nie bezpośrednim to pierworodnym. I czy to znaczy, że korzystanie z medycyny jest złe?
Jeżeli mój sąsiad pali śmieci w piecu, to mam nie zapisywać córki na operację wycięcia guza z piersi bo to efekt grzechu?!
Przepraszam, ale się zirytowałem...
Jeden grzeszy, a drugi cierpi, czasem cierpi z złoczyńca w skutek swojego grzechu, choćby wtedy gdy nie dbając o swoje zdrowie, co jest grzechem przeciwko Piątemu Przykazaniu Bożemu.
Obecnie żywność, to w połowie, a czasami więcej, jest trucizną. do tego dołożyć ciągłe siedzenie przed ekranem i rak gotowy, a potem płacz.
Napisałeś: „Jeden grzeszy, a drugi cierpi, czasem cierpi złoczyńca wskutek swojego grzechu…”
Ale nie wiesz, że ten, co zadaje cierpienie drugiemu, w rzeczywistości będzie cierpiał 3 krotnie bardziej od tego, któremu zadał cierpienie, gdy zacznie odpokutowywać swoje grzechy.
Wynika to z tego, bo swoim złym czynem „zranił” Boga Trójcę Przenajświętszą w tym człowieku.
Tzn. ten, co bliźniemu zadaje cierpienie, nie od razu cierpi, ale to cierpienie, które zadał wróci do niego zwiększone 3 krotnie, np. przez chorobę ciała.
Dlatego dla duszy i ciała człowieka lepiej przyjąć cierpienie na siebie, niż zrzucać je na innych.
(Mi 3,1) Czy nie waszą jest rzeczą znać sprawiedliwość?
Wy, którzy macie w nienawiści dobro, a miłujecie zło, którzy zdzieracie skórę z ludzi i ciało ich aż do kości.
Bo ci, którzy jedzą ciało mojego ludu i skórę z niego zdzierają, wołać będą wówczas do Pana, ale im nie odpowie, lecz zakryje w tym czasie oblicze swe przed nimi z powodu występków, które popełnili.
Jezus: "Marto! A ta szynka to z supermaketu? A fuuuj to ja nie jem..."
Oczywiście leki psychotropowe są lekami silnie działającymi i jako takie mają silne działania uboczne, szczególnie leki starszej generacji, tzw trójpierścieniowe. Długotrwałe więc ich branie powoduje też niekorzystne efekty.
A co do skuteczności leczenie, są różne stopnie depresji. Przy depresji pierwszego stopnia pewnie tak jest że nie należy od razu wprowadzać leków, psychoterapia jest uważana za przynosząca lepsze efekty. Ale jeśli depresja, jest głęboka, człowiek chory ma myśli samobójcze, podanie leków jest procedurą ratującą życie. Niestety cmentarze się pełne ludzi którzy popełnili samobójstwo a byli chorzy na depresję i zamiast leczenia otrzymywali tylko dobre rady pod hasłem "weź się w garść".
Niestety artykuł Fronty na który powołuje się Pani Agata Puścikowska, jest nie tylko głupi ale i bardzo niebezpieczny. Chwała Pani Agacie za to że zareagowała.
Ryszard Chris Kresser przytacza wyniki badań....
Dzięki za tę informacje! Muszę to powiedzieć jednej osobie, która jedynie w lekach widzi wyjście z przykrej sytuacji.
Wiecie dlaczego Hetfield z Metallici tgak nie cierpi chrzescijanstwa? Bo jego obydwoje rodzicow zmarlo po odmowie leczenia motywowanego religijnie.
Byli protestantami.
To co napisala Patynowska to w istocie protestanckie glupoty.
Czy znasz psychologa, który wyprowadzi z takiego stanu bez wydrenowana kieszeni kosztem rodziny, której udziałem jest ból i cierpienia nie do wyobrażenia?
Czy autorka tego tekstu ma prawo negować chociażby nasze doświadczenia w której to Bóg stał się naszym najlepszym skutecznym 'terapeutą' z pomocą którego dziś po dwóch latach od zdarzeń mających tak głęboki wpływ na życie naszej rodziny, jesteśmy na najlepszej drodze do uzdrowienia naszych relacji i więzi?
Bez leków i psychologów i jak na razie tylko i wyłącznie z pomocą modlitwy i wiary możemy dziś myśleć o lepszej przyszłości dla nas i naszych dzieci.
Nie neguje przy tym potrzeby współpracy z psychologiem szczególnie w ramach terapii małżeńskiej, jednak rzeczywiste możliwości uczestnictwa w czymś takim, szczególnie gdy mieszka się poza Polską zakrawa na cud.
Kiedyś myślałem, że jako człowiek z ogromnym bagażem doświadczeń i silny psychicznie mężczyzna zawsze sobie poradzę z problemami, które mnie dotykają. Ta jedna sytuacja pokazała, że bez Bog z tą sytuacją nie byłbym w stanie sobie poradzić!
Patrząc także na to, w jakim momencie doszła do głosu prawda wiem jedno, nie bez powodu Jezus o 5 rano w Wielkanoc przyszedł do nas i swoim tylko znanym sposobem ustami mojej żony bez szczególnej przyczyny przerwał to wieloletnie pasmo kłamstw, które prawie zniszczyły naszą rodzinę a których skutki mogły rozlać się na innych naszych bliskich przez całe pokolenia...
Tydzień później w Niedzielę Miłosierdzia podarował nam nową szansę na życie o którym każdy z nas marzył... i które wciąż z wielkim bólem z jego udziałem dopiero teraz realizujemy.
Ale poza tym gratuluję tekstu. Chodź leki przy depresji powinny iść równocześnie z terapią i wsparciem duchowym.
o tym właśnie w moi przekonaniu jest tekst na frondzie.
Dlaczego masz depresję? Wiesz? Co jest przyczyną Twojego braku sensu życia?
W co naprawdę wierzysz, czyli co Twoim zdaniem jest źródłem i przyczyną powstania świata materialnego?
Jeżeli odpowiesz szczerze na te pytania, to powiem Ci jak się wyleczyć, bo jeżeli dziesięć lat bierzesz jakieś psychotropy, to Ci one chyba nie pomagają.
A czemu pani pani Agato zakłada że ktoś przeczyta ten tekst bezkrytycznie....i że komentowany tekst zachęca do porzucenia leków?? w artykule na fronda.pl w pierwszym zdaniu stoi: "A my proponujemy, oprócz tradycyjnych leków(oczywiście uważamy, że trzeba leczyć się na depresję tym, co przepisze lekarz)"
Czemu pani to pomija, skoro tekst zaczyna się takimi słowami. W szkole to sie nazywało czytanie bez zrozumienia i nadinterpretacja. Posądzać Panią o czytanie bez zrozumienia byłoby obrazą, co w takim razie panią kieruje poza troską o bezkrytycznych czytelników
znam co najmniej 1 przypadek z autopsji, że osoba z rozległym i rozsianym nowotworem późno zdiagnozowanym, a leczonym w Gliwicach, na której postawiono krzyżyk pojechała się pomodlić do Częstochowy. Po powrocie poszła do kontroli, po zrobieniu prześwietlenia okazało się, że wszystkie ogniska nowotworu zniknęły.
Więc leczenie nowotworu modlitwą nie uważam za czyste oszołomstwo.
Tyle, ze cuda nie sa zjawiskiem masowym i wielu z nas zna przypadki przeciwne: ludzie modlili sie i jezdzili na pielgrzymki, a mimo to nie zostali uzdrowieni.
Myślę że pasuje tu pewna przypowieść usłyszana na kazaniu... Pewien człowiek był bardzo mocnej wiary... jego dom zalała kiedyś wielka powódź on zamiast uciekać upadł na kolana i zaczął się modlić. Gdy woda sięgała 1 piętra podpłynęła łódź i obecny na niej człowiek zaproponował żeby ów wierzący z nim odpłynął bo zbliża się wielka fala... Wierzący odmówił jednak powiedział że Bóg go uratuje i modlił się dalej... kiedy woda sięgała 2 piętra sytuacja się powtórzyła, on jednak odmówił skorzystania z pomocy i modlił się nadal gorliwie...kiedy woda sięgała już dachu facet siedział na kominie i nadal się modlił. Podpłynęła 3 łódź która mogła go zabrać on jednak powiedział że Bóg go uratuje i odprawił łódź... w efekcie się utopił... jak stanął przed Bogiem miał pretensje czemu go nie ratował...na to Bóg...byłem po ciebie aż 3 razy...a ty odmówiłeś... Dlatego uważam że lekarstwa czasem są trochę jak te łodzie... ale nie w przypadku depresji... Moja mama ma depresje... pakuje w siebie lekarstwa już ponad 10lat...nic nie pomaga, jest gorzej... jej wiara pozostawia wiele do życzenia... obserwując ją jestem pewna że to nie choroba głowy tylko duszy... a tego nie da się leczyć tabletkami...wręcz przeciwnie pamiętam takie stany kiedy mama była po nich jak pijana albo naćpana...spała całymi dniami i zupełnie nie kontaktowała trudno więc w takim stanie budować relacje z Bogiem...(jestem pewna że ten stan zawdzięczaliśmy lekarstwom bo po ich odstawieniu mama była zupełnie normalna) tutaj znalazłam potwierdzenie moich podejrzeń http://adonai.pl/swiadectwa/?id=63 DEPRESJA TO CHOROBA DUCHA. Pamiętam jak pewien egzorcysta powiedział że na egzorcyźmie szatan mu wykrzyczał że za pomocą depresji zniszczy ludzkość... KTOŚ WIERZY W TAKIE RZECZY A KTOŚ NIE... JA WIERZE