Zdecydowanie nie wierzę tej Pani. Niestety w ostatnich czasach bycie wierzącym stało się modne. Piszę to z ironią, ponieważ nastała głupia ''moda'' wśród celebrytów, na wiarę na pokaz. A prawdziwy katolik nie wierzy na pokaz, ani nie trąbi o tym w tak lekkomyślny sposób. Nikt inny jak Pani Przybylska właśnie, tuż przed Nowym Rokiem zamieściła w sieci klasowe zdjęcie ze swojego dzieciństwa, kiedy była uczennicą szkoły podstawowej, podpisując je ''szwedzki stół dla księży''. Ludzie naprawdę o czymś takim nie zapomną. Powinna za to publicznie przeprosić, bo było to co najmniej żałosne.
Jak sądzę zwracam się do osoby/osób wierzących. Z przykrością stwierdzam że Bozia swoim rozumu nie dała o czym dobitnie dowodzą agresywne posty względem chorej
Jak sądzę większość komentatorów to osoby wierzące. I tu z przykrością stwierdzam, że Bozia swoim rozumu nie dała czego dobitnie dowodzę agresywne komentarze względem chorej. Wytwałości Pani Aniu.
Przecież codziennie odmawiamy"odpuść nam nasze winy,jako i my odpuszczamy naszym winowajcom"... Co prawda, to nie osobiście nas dotknęła wypowiedź p. Przybylskiej,ale to my powinniśmy codziennie się zastanawiać nad naszymi zachowaniami i słowami wypowiadanymi wobec innych, i codziennie rozważać znaczenie słowa "MIŁOSIERDZIE". Nie wolno nam zapominać,że "Miłosierni miłosierdzia dostąpią"
A ja powiem tak, Pani Izabelo: tylko Pan Bóg zna nasze serca, nasze myśli, nasze intencje. Nie nam jest oceniać kogokolwiek. Naszym zadaniem jest wspierać się wzajemnie w dążeniu do zbawienia. Więc zamiast krytyki proponuję różaniec w intencji Pani Ani, w intencji Jej rodziny. Z pewnością bardzo tej modlitwy potrzebują.
Przepraszam, jeżeli Izabela napisała prawdę to takie wypowiadanie się publiczne o swoim nawrócenie jest naprawdę żałosne i można ocenić to jako kpinę i żart z chrześcijan, albo kpina z celebrytów, którzy serio się wypowiedzieli o swojej wierze.
Rozumiem odczucia pani Izabeli, ale też nie czuje się upoważniony do oceny wiary pani Przybylskiej. To nie był żart, to zniszczyło wielu; nie tylko księży. Krzyż jednych zbliża do Boga, innych jeszcze bardziej odpycha. To, że Ją przybliżył jest pozytywne. Nikt z nas gorliwych katolików nie wie jak zareaguje na cierpienie. Ja nie mam gwarancji na wiarę, gdy się dowiem, że mam przerzuty. Życzę pani Przybylskiej, pani Izabeli i sobie miłości i błogosławieństwa bożego.
Ocena wiary oceną wiary, ale "żart" pani Przybylskiej był w wyjątkowo złym guście; z tak poważnych rzeczy się nie żartuje... Co nie zmienia faktu, że cieszę się z wiadomości o jej nawróceniu.
A ja, pomimo tego, że też nie oceniam (suuper, jeśli się nawróciła), jestem w lekkim szoku, bo doskonale pamiętam, jak kilka lat temu w kolorowej prasie rozpisywano się, że została matką chrzestną dziecka jednej z aktorek...
A kto jej dał rozgrzeszenie przecież ona żyje w konkubinacie? Nie przypominam sobie żeby zmieniło się Prawo KK. A jeśli nawet na łożu śmierci /???/ to wróciła już do domu i dalej z Panem Bogiem żyje "na bakier".
najpierw miłość - potem prawo Panie Prokuratorze od cudzych sumień! (ręce opadają! - na tej stronie zawsze pełno specjalistów od czyichś grzechów - dlatego tak lubię tu zaglądać od czasu jak upadł tygodnik "Szpilki" - porcja śmiechu gwarantowana)
no właśnie...żyje w konkubinacie, jej związek nie jest zawarła powtórnego małżeństwa...czyli grzeszy w/g szóstego przykazania...Jeśli przystąpiła do spowiedzi i wyznała co wyznała to przecież Ksiądz ja nie prześwietlił. Zastanawiam się kogo ona przystępując do spowiedzi św.oszukała? Boga, Księdza,czy siebie?...przecież jej pożycie to nie zdrada,ale stały związek więc miała świadomość tego,że wyjdzie z Kościoła i wróci do rodziny,do swojego stałego partnera....więc taka spowiedź się nie liczy ! Kiedyś bardzo lubiłam p.Anię...ale od pewnego czasu stała się żałosna....robi wszystko aby zaistnieć bo brak pracy zawodowej...co to kogo obchodzi czy była,czy nie była w kościele,czy przystą...przystąpiła do spowiedzi...wszystko to takie tanie,szmatławe1
A czy pani Ania napisała, że otrzymała rozgrzeszenie? Napisała że była u spowiedzi. Czy można nawrócić się w ciągu jednego dnia raz na zawsze? Każdy z nas nawraca sie codziennie bo codziennie musiby wybrać -życie albo śmierć, błogosławieństwo albo przekleństwo. Niech Pan Bóg błogosławi.
nie podniecaj się taką "sensacją". "Celebrytka" tym szwedzkim stołem dla księży, o którym słyszę, popełniła publiczne zgorszenie, potwarz, oszczerstwo, ordynarne chamstwo na końcu. Zanim pójdzie sobie "na kawę z Panem Bogiem" niech prędko pojedna się z tym kto może mieć coś przeciw niej, bo będzie zamiast kawy, więzienie, z którego nie wyjdzie, aż zwróci ostatni grosz. Publiczna zniewaga wymaga publicznych przeprosin.
Ale dostaje się rozgrzeszenie jak się żyje w konkubinacie? Nie chodzi o potępianie pani Anny Przybylskiej, ale jak się to wszystko gryzie ze sobą!!! A mnie ręce opadają jak szybko się pisze takie komentarze katolików co to nic nie widzą, nic im nie przeszkadza, Nergal Biblie potargał-to nic, taki sam grzesznik jak my, ojej jak wy potępiacie biednych ludzi!!!! Ludzie opamiętajcie się, jak ktoś grzeszy jawnie to jest to problem i ktoś może sobie z księdzem porozmawiać i o Panu Bogu rozmyślać i szukać, ale są jakieś konsekwencje gdy ktoś się nawraca. Jak poczuła jakieś drgnienie w sercu, żeby wrócić do Boga i na łono Kościoła to dlaczego p. Anna zaraz trąbi o tym w prasie!!!!
Kolejny lanserski wyskok pani Przybylskiej. Z tymi poglądami bliżej ma do wspólnoty reaktywowanych hippisów niż do Kościoła Katolickiego. Żenada i kpina. Matka trójki dzieci, żyje bez ślubu, dzieci nie wiadomo w jakim duchu wychowuje (religia/etyka?). Całkowity brak konsekwencji.
Jak zwykle publiczna deklaracja wiary = powszechny hejt. I nie mam tu na myśli środowisk lewicowych/ateistycznych/liberalnych/... Jak można tak podchodzić do naszych Braci i Sióstr! Może to syndrom starszego brata z przypowieści o Miłosiernym Ojcu, ale właśnie przed taką postawą ostrzegał nas Jezus. Dopiero co Justyna Kowalczyk pokazała nam ile się liczą opinie "ekspertów" w sporcie i jak się mają do rzeczywistości. Teraz zastanówmy się, czy tak łatwo jak oni kondycję Justyny możemy przenikać ludzkie serce na wskroś i rozsądzać ich pobudki, motywacje i zbawienie. Piszesz "Żenada i kpina" o "matce bez ślubu". A z kim Jezus będąc na ziemi trzymał? Z prostytutkami, złodziejami, celnikami i o zgrozo z trędowatymi. W tym momencie przypomina mi się inna przypowieść... "Uważaj, aby nie zauważył belki we własnym oku"... Chwała Bogu Najwyższemu za Jego przyjaźń z Anią! Chwała za to, że ukochał ją ponad wszystko i zapłacił za jej życie życiem swego umiłowanego Syna. Niech będzie Bóg uwielbiony w każdej osobie głoszącej Jego Imię i w każdy kto do tego Imienia się zwraca!
Owszem, Jezus przyszedł do grzeszników (tych najgorszych), tyle, że oni w momencie uzdrowienia ODWRÓCILI się raz na zawsze od grzechów, o pani Przybylskiej czytam, że jest za "wyborem kobiety" ws. aborcji... Tym samym dla innych grzeszników jawi się obraz kolejnego "nawróconego", który nawraca się tylko w tych dziedzinach, w których chce i jest to jemu na rękę. To nie jest nawrócenie, o którym mówił Jezus Chrystus. I nie piszę tego, by komuś coś wypominać czy potępiać. Zgodnie z Twoją logiką nie powstałby żaden list apostolski, bo ich autorzy m.in. pouczali w nich swoich współbraci co robią źle i jak muszą się przemieniać.
trzeba umieć tak upomnieć, żeby nie zranić. ale to kosztuje trochę wysiłku - a tutaj odbywa się po prostu bezmyślne opluwanie (przeczytaj parę postów niżej, gdzie jakiś "chrześcijanin" pisze o "łajdaczeniu się" - bardzo nasycone miłością bliźniego, nieprawdaż?!)
Bóg nikogo nie potępia to prawda.... ale ludzie tak.... chorzy katolicy i wariaci w sutannach! Wy myślicie że chodząc do kościoła w czymś jesteście lepsi od tych co tam nie chodzą??? Kpina! idą wypachnieni, wyfiołkowani wymalowani przebrani nie ubrani... zaprezentować się pokazać ja byłem/am! I co z tego.... posłuchacie księdza wyklepiecie nudne formułki.... i wychodzicie jakby lepsi jakby nowi.... i dalej maraton życia te same grzechy co inni te same sny, myśli przewinienia.....i za tydzień znów z rączkami złożonymi.... i tak w koło.... a ja? ja nie chodzę do tych budynków....zwanych świątyniami.... przepełnionych przepychem.... złotem.... ja nie muszę.... teraz zarzucicie że nie jestem wierzący. Myślcie co chcecie. Ja wiem że To co robię dla innych to jest świadectwo wiary a nie bieganie do kościoła.! Ot to cała filozofia!
Św. Paweł, św. Augustyn, św. Franciszek, św. Łotr... Ofiarujmy dzisiejszą modlitwe w intencji umocnienia wiary dla p. Przybylskiej, to i do nas przybliży się Królestwo Boże.
Bóg nikogo nie potępia to prawda.... Wy myślicie że chodząc do kościoła w czymś jesteście lepsi od tych co tam nie chodzą??? Kpina! idą wypachnieni, wyfiołkowani wymalowani przebrani nie ubrani... zaprezentować się pokazać ja byłem/am! I co z tego.... posłuchacie księdza wyklepiecie nudne formułki.... i wychodzicie jakby lepsi jakby nowi.... i dalej maraton życia te same grzechy co inni te same sny, myśli przewinienia.....i za tydzień znów z rączkami złożonymi.... i tak w koło.... a ja? ja nie chodzę do tych budynków....zwanych świątyniami.... przepełnionych przepychem.... złotem.... ja nie muszę.... teraz zarzucicie że nie jestem wierzący. Myślcie co chcecie. Ja wiem że To co robię dla innych to jest świadectwo wiary a nie bieganie do kościoła.! Ot to cała filozofia!
Powiedziała , że przystąpiła do spowiedzi , a nie Komunii Św. i tylko Ona i spowiednik wiedzą jakie kroki poczyni dalej .Żadnemu grzesznikowi Bóg nie zabrania przystąpienia do spowiedzi . Wiec nie wiem skąd u niektórych osób takie zgorszenie .Ja mam zwyczaj aby drugiego człowieka wysłuchiwać bez uprzedzeń i zawsze zakładam , że jego intencje są szczere .
Taaa, spełnia się wizja niejednego mistyka KK. Dziś 80% katoli tworzy swój ludzki a nie boski kościół. Mam wrażenie,ze p. Przybylska do nich należy. I przestańcie naiwnie pisać o miłosierdziu. Owszem ono jest i jest niezmierzone, ale jest jeden warunek konieczny: NAWRóCENIE, nawrócenie moi drodzy nie oznacza, ze wybieram sobie przykazania, które mogę spełniać (np. III) a z realizacji innych rezygnuje (np. VI). Nie dalej, jak kilka dni temu na jednym z portali informacyjnych po oczach bił nagłówek artykułu o "gwiazdach" popierających aborcję, wsród nich na czele p. Przybylska (która swoją drogą z uporem maniaka, gdzie się da powtarza, jak to chciała zabić swoją córkę, gdy badania prenatalne wskazały zwiększone prawdopodobieństwo choroby genetycznej). Teraz czytam, że się nawróciła a wszyscy widzą i wiedzą, ze żyje w grzechu z meżczyzna od x lat. Ludzie, przejrzyjcie na oczy, nikt tu nikogo nie potępia, tylko nazywa grzech po imieniu. Jak już tak cytujecie Pismo Swięte i powołujecie się na nawróconych grzeszników, to radzę bardziej wnikliwie czytać ich dzieła. Może dowiedzielibyście się, że św.Paweł nawoływał do tego, by wzajemnie się napominać a Augustyn nawet najdrobniejszych grzechów z przeszłości do końca życia bardzo żałował i głośno o tym mówił i pisał w swych słynnych "Wyznaniach". Nawrócenia, zwłaszcza wśród tzw. "celebronów" są rzeczą b. pożądaną, ale jeśli mają one utwierdzać relatywistów w tym, że istnieje jakieś "mniejsze zło", to żadnych owoców z tego nie będzie. A tak do refleksji... dlaczego pani Przybylska z tym nawróceniem pokazywana jest w vivie czy innym pismaku a pan Radosław Pazura, który przeżył PRAWDZIWĄ metanoię (uczestniczy w krucjatach różańcowych, jest duchowym rodzicem dla nienarodzonych dzieci itp.) jakoś nie trąbi o tym w kolorowych brukowcach...
jeśli - nie daj Boże - Pani Ania to czyta to już wie: miłość i zrozumienie znajdzie wszędzie, ale nie wśród polskich katolików. tutaj tylko pouczenia i wymądrzanie się. bo oczywiście piszący tutaj wiedzą na pewno, że dokonawszy moralnego obrachunku Pani Ania pławi się w samozadowoleniu - uczuciu jakże bliskiemu wielu piszącym na tym forum.
Nie zgadzam się z Panią, Pani Izabelo. Wiara wcale nie jest teraz modna. Wręcz przeciwnie. Modne jest wyśmiewanie się z katolików. Każdy celebryta, który łamie ten medialny szablon i publicznie przyznaje się do swojej wiary zasługuje na szacunek. Co do kwestii obwiniania Pani Ani za to, co zrobiła jakiś czas temu... Nikt z nas nie jest bez winy, więc nie ma takiego, który z czystym sumieniem mógłby "rzucić kamień". To Bóg jest sędzią. Nam nasze winy będą odpuszczone tak, jak my je odpuszczamy naszym winowajcom. amen
Wszystko pięknie, fajnie - kolejna znana osoba po latach łajdaczenia się odkrywa wreszcie, ze to nie daje jej szczęścia i spokoju, które są tylko przy Bogu. Jednak czemu gloryfikujemy przede wszystkim tylko tych świeżo niby nawróconych, zapominając o rzeszach normalnych ludzi, żyjących każdego dnia, jak Pan Bóg przykazał? Doceniajmy przede wszystkim tych szarych, zwykłych i prawdziwych katolików.
Reagujemy jak synowie wierni, co to nigdy Ojcu Niebieskiemu nie zawinili, a żółcią reagujemy na synów/córki marnotrawne, że Ojciec wyprawia ucztę... czyli okazuje Miłosierdzie. Może w głębi serca zazdrościmy p. Ani dotychczasowego szczęścia... W sumie jesteśmy obłudni i bez serca, taki wniosek wypływa z większości komentarzy...Bliżej nam do faryzeuszy niż Jezusa...
Super:) Bardzo mnie cieszy decyzja tej pani. Cieszy też to, że nie wstydzi się o tym mówić. Tylko nie wiem, czemu jest przeciwna manifestowaniu wiary? Może ważniejsze stało się dla niej świadectwo wiary czynem, niż "czcze gadanie"?
Mi też wiara Panu daje w ogóle siły by chcieć mierzyć się z całą tą codziennością. Tak analizuję wszystko co tam się przeżyło dostało od życia to nic w porównaniu z tym co daje zażyłość z Nim. Bóg jest moim PEWNIKIEM POWIERNIKIEM PRZYJACIELEM- Jest wszystkim dla mnie a ponieważ On widzi że jest tym wszystkim dla mnie w moim życiu dzieją się notoryczne codzienne cuda.
Ja ten świat ma się nawracać kiedy chrześcijanie są tacy jak tu? Drgnięcie serca tej pani może jest pierwszym jej krokiem w dobrym kierunku. Jeśli dzieli się tym to nie po to aby się z tym obnosić tylko po to aby dostać wsparcie od nas, chrześcijan. A tu co? Co jeden to brat syna marnotrawnego. Wstyd mi za was.
Brawo Pani Aniu! Nie mnie oceniać, dlaczego dopiero teraz to nawrócenie. Nie mnie oceniać, czy to tylko "z trwogi" zwraca się Pani do Boga, żeby w przypadku powrotu dobrej passy znowu o nim zapomnieć?... Nie mnie to oceniać...To Pan Bóg sam dobrze wie, co robi. Jedno jest pewne - „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają” (Mt 9,12) Jedno jest pewne - dla Boga jedna zbłąkana owieczka, zagubiona w prozie zycia, staje się ważniejsza niż pozostałe 99. Pani Aniu - Bóg Panią kocha i cieszy się z każdego Waszego wspólnego spotkania. Proszę Mu zaufać, powierzyć Mu swoja drogę, a On sam będzie działał! Szczęść Boże!
Ludzka zawiść nie zna granic. Każdy ma prawo do swojej woary oraz formy w jakiej ja wyznaje. Belgotanie nauczonych formulek z kościoła uważacie za wiarę? Niedzielne strojenie się się i pokaż w kościele to wiara? Wiara to wewnętrzna potrzeba komunikacji z Bogiem...każdy ma prawo do niej bez względu na to czy robi to według narzuconych kanonów czy według swoich potrzeb. Uważam że krytykap pod tym wzglem jest ansurdalna i świadczy o niezrozumieniu wiary przez pseudowoerzacych.
Niestety: wszystkie wypowiedzi w tym wątku dają realistyczny przekrój mentalności polskiego przeciętnego katolicyzmu. jest to w większości katolicyzm odpychający, osądzający, patrzący z góry i nieempatyczny. katolicyzm rozumiejący miłość bliźniego jako poprawianie tegoż bliźniego, napominanie (momentami wręcz drwiące!), zimne korygowanie z pozycji "wiem lepiej". jest to katolicyzm, który jeśli wyciąga rękę - to po to, żeby pokazać, do którego kąta w poczuciu winy powinien schować się grzesznik. to nie jest katolicyzm, który wyciąga rękę DO kogoś. nie. ten katolicyzm jest zbyt egocentryczny, zbyt przekonany o własnej duchowej wyższości, by zdobyć się na pochylenie nad słabszym bratem, słabszą siostrą. to jest katolicyzm, który więcej czułości będzie miał do osławionych już hodowanych danieli niż do błądzącego brata. o ile to w ogóle jeszcze jest katolicyzm...
@katarzyna anna sorry, że tutaj, ale nie da się odpowiedzieć bezpośrednio pod Twoim postem. weź proszę jedno pod uwagę: każdy ma swoje tempo. to jest proces - nie wszyscy doznają nagłego, głębokiego, całkowitego, olśniewającego nawrócenia. to niektórym zajmuje czas, a co można zrobić - to nie zniechęcać, nie gasić własnym wywyższaniem się. jak mawiał - zdaje się - Chateaubriand: "Nie wiem, jakie jest sumienie niewierzącego, ale wiem jakie jest sumienie chrześcijanina, i to jest straszne..." (Mauriac to przytacza w swoich pismach). patrzmy na siebie, innym świadczmy miłość, która nie unosi się pychą (także tą zakamuflowaną).
adaś: No to napiszę Tobie tylko tak: Ja sama, kiedy się nawróciłam (też nie w jeden dzień i pod wpływem gromu z jasnego nieba) pomstowałam w myślach nt. człowieka, który po wyjściu z Kościoła zwrócił mi uwagę, że powinnam przystąpić do sakramentu pojednania, bo bez pełnej Eucharystii nie ma życia. Tez mi się wydawało: "kim on jest, żeby mnie pouczać i wywyższać się". Dziś wiem, że to Bóg przez niego przemawiał. Nawrócenie często bardzo boli...
no i jesteśmy w domu: zgadzamy się, że jest to proces. Ale! zważ, że Tobie, osobie niepublicznej Osoba zwróciła uwagę w cztery oczy, ergo - mogła sobie pozwolić na więcej otwartości i nieowijanie w bawełnę, bo może narażała Cię na przykrość, ale nie na publiczny osąd gawiedzi (świadomie używam tego pojęcia: "gawiedź"). tutaj mamy sytuację bardziej delikatną: młodą chorą kobietę. owszem, być może powiesz: celebrytkę, sama się na widok publiczny wystawia - więc ma i niemiłe konsekwencje tego. może. ale sprawy wiary są najbardziej delikatne z wszystkich i takie publiczne piętnowanie, osądzanie w tej sferze jest - moim zdaniem - w każdych warunkach, wobec każdego, nie na miejscu. ja tu widzę miejsce tylko na dojrzałą chrześcijańską miłość pełną subtelności. nie nam osądzać, co dzieje się w cudzym sumieniu, nie nam wyrokować czy zmiana jest dostatecznie szybka, głęboka, wszechobejmująca itp. itd. naszym zadaniem jest takie osoby wspierać. i nie ranić zbyt kategorycznymi ocenami. to samo można przekazać na różny sposób.
Niestety w ostatnich czasach bycie wierzącym stało się modne.
Piszę to z ironią, ponieważ nastała głupia ''moda'' wśród celebrytów, na wiarę na pokaz.
A prawdziwy katolik nie wierzy na pokaz, ani nie trąbi o tym w tak lekkomyślny sposób.
Nikt inny jak Pani Przybylska właśnie, tuż przed Nowym Rokiem zamieściła w sieci klasowe zdjęcie ze swojego dzieciństwa, kiedy była uczennicą szkoły podstawowej, podpisując je ''szwedzki stół dla księży''.
Ludzie naprawdę o czymś takim nie zapomną.
Powinna za to publicznie przeprosić, bo było to co najmniej żałosne.
Z przykrością stwierdzam że Bozia swoim rozumu nie dała o czym dobitnie dowodzą agresywne posty względem chorej
Wytwałości Pani Aniu.
Tak, wiem...
Przepraszam, bo być może nie zabrzmiało to dobrze.
Oczywiście ma Pan / Pani rację.
Pozdrawiam.
Co nie zmienia faktu, że cieszę się z wiadomości o jej nawróceniu.
A ja, pomimo tego, że też nie oceniam (suuper, jeśli się nawróciła), jestem w lekkim szoku, bo doskonale pamiętam, jak kilka lat temu w kolorowej prasie rozpisywano się, że została matką chrzestną dziecka jednej z aktorek...
(ręce opadają! - na tej stronie zawsze pełno specjalistów od czyichś grzechów - dlatego tak lubię tu zaglądać od czasu jak upadł tygodnik "Szpilki" - porcja śmiechu gwarantowana)
"Celebrytka" tym szwedzkim stołem dla księży, o którym słyszę, popełniła publiczne zgorszenie, potwarz, oszczerstwo, ordynarne chamstwo na końcu.
Zanim pójdzie sobie "na kawę z Panem Bogiem" niech prędko pojedna się z tym kto może mieć coś przeciw niej, bo będzie zamiast kawy, więzienie, z którego nie wyjdzie, aż zwróci ostatni grosz.
Publiczna zniewaga wymaga publicznych przeprosin.
A mnie ręce opadają jak szybko się pisze takie komentarze katolików co to nic nie widzą, nic im nie przeszkadza, Nergal Biblie potargał-to nic, taki sam grzesznik jak my, ojej jak wy potępiacie biednych ludzi!!!! Ludzie opamiętajcie się, jak ktoś grzeszy jawnie to jest to problem i ktoś może sobie z księdzem porozmawiać i o Panu Bogu rozmyślać i szukać, ale są jakieś konsekwencje gdy ktoś się nawraca.
Jak poczuła jakieś drgnienie w sercu, żeby wrócić do Boga i na łono Kościoła to dlaczego p. Anna zaraz trąbi o tym w prasie!!!!
Jak można tak podchodzić do naszych Braci i Sióstr! Może to syndrom starszego brata z przypowieści o Miłosiernym Ojcu, ale właśnie przed taką postawą ostrzegał nas Jezus.
Dopiero co Justyna Kowalczyk pokazała nam ile się liczą opinie "ekspertów" w sporcie i jak się mają do rzeczywistości. Teraz zastanówmy się, czy tak łatwo jak oni kondycję Justyny możemy przenikać ludzkie serce na wskroś i rozsądzać ich pobudki, motywacje i zbawienie.
Piszesz "Żenada i kpina" o "matce bez ślubu". A z kim Jezus będąc na ziemi trzymał? Z prostytutkami, złodziejami, celnikami i o zgrozo z trędowatymi. W tym momencie przypomina mi się inna przypowieść... "Uważaj, aby nie zauważył belki we własnym oku"...
Chwała Bogu Najwyższemu za Jego przyjaźń z Anią! Chwała za to, że ukochał ją ponad wszystko i zapłacił za jej życie życiem swego umiłowanego Syna. Niech będzie Bóg uwielbiony w każdej osobie głoszącej Jego Imię i w każdy kto do tego Imienia się zwraca!
ale to kosztuje trochę wysiłku - a tutaj odbywa się po prostu bezmyślne opluwanie (przeczytaj parę postów niżej, gdzie jakiś "chrześcijanin" pisze o "łajdaczeniu się" - bardzo nasycone miłością bliźniego, nieprawdaż?!)
http://wiadomosci.onet.pl/swiat/gazeta-polska-codziennie-kawa-zamiast-niedzielnej-mszy-sw/zbt8q
jakie kroki poczyni dalej .Żadnemu grzesznikowi Bóg
nie zabrania przystąpienia do spowiedzi . Wiec nie wiem skąd u niektórych osób takie zgorszenie .Ja mam zwyczaj aby drugiego człowieka wysłuchiwać bez uprzedzeń i zawsze zakładam , że jego intencje są szczere .
bo oczywiście piszący tutaj wiedzą na pewno, że dokonawszy moralnego obrachunku Pani Ania pławi się w samozadowoleniu - uczuciu jakże bliskiemu wielu piszącym na tym forum.
Może w głębi serca zazdrościmy p. Ani dotychczasowego szczęścia...
W sumie jesteśmy obłudni i bez serca, taki wniosek wypływa z większości komentarzy...Bliżej nam do faryzeuszy niż Jezusa...
liczy się darmowa reklama nakład gazety robi swoje :-)
Drgnięcie serca tej pani może jest pierwszym jej krokiem w dobrym kierunku. Jeśli dzieli się tym to nie po to aby się z tym obnosić tylko po to aby dostać wsparcie od nas, chrześcijan. A tu co? Co jeden to brat syna marnotrawnego. Wstyd mi za was.
Tutaj w Kolumbii picie kawy z kims oznacza bliskosc.Kawa z Bogiem ma swoj szczegolny smak.
to jest dla mnie swiadectwo
wiem że to pójście na kawę w niedziele z kims bliskim daje wielką rodość a co dpoiero z Nim
Zdrowia Pani Anno
jest to w większości katolicyzm odpychający, osądzający, patrzący z góry i nieempatyczny. katolicyzm rozumiejący miłość bliźniego jako poprawianie tegoż bliźniego, napominanie (momentami wręcz drwiące!), zimne korygowanie z pozycji "wiem lepiej".
jest to katolicyzm, który jeśli wyciąga rękę - to po to, żeby pokazać, do którego kąta w poczuciu winy powinien schować się grzesznik.
to nie jest katolicyzm, który wyciąga rękę DO kogoś. nie. ten katolicyzm jest zbyt egocentryczny, zbyt przekonany o własnej duchowej wyższości, by zdobyć się na pochylenie nad słabszym bratem, słabszą siostrą.
to jest katolicyzm, który więcej czułości będzie miał do osławionych już hodowanych danieli niż do błądzącego brata.
o ile to w ogóle jeszcze jest katolicyzm...
sorry, że tutaj, ale nie da się odpowiedzieć bezpośrednio pod Twoim postem.
weź proszę jedno pod uwagę: każdy ma swoje tempo. to jest proces - nie wszyscy doznają nagłego, głębokiego, całkowitego, olśniewającego nawrócenia.
to niektórym zajmuje czas, a co można zrobić - to nie zniechęcać, nie gasić własnym wywyższaniem się.
jak mawiał - zdaje się - Chateaubriand: "Nie wiem, jakie jest sumienie niewierzącego, ale wiem jakie jest sumienie chrześcijanina, i to jest straszne..." (Mauriac to przytacza w swoich pismach).
patrzmy na siebie, innym świadczmy miłość, która nie unosi się pychą (także tą zakamuflowaną).
Dziś wiem, że to Bóg przez niego przemawiał. Nawrócenie często bardzo boli...
Ale!
zważ, że Tobie, osobie niepublicznej Osoba zwróciła uwagę w cztery oczy, ergo - mogła sobie pozwolić na więcej otwartości i nieowijanie w bawełnę, bo może narażała Cię na przykrość, ale nie na publiczny osąd gawiedzi (świadomie używam tego pojęcia: "gawiedź").
tutaj mamy sytuację bardziej delikatną: młodą chorą kobietę. owszem, być może powiesz: celebrytkę, sama się na widok publiczny wystawia - więc ma i niemiłe konsekwencje tego. może. ale sprawy wiary są najbardziej delikatne z wszystkich i takie publiczne piętnowanie, osądzanie w tej sferze jest - moim zdaniem - w każdych warunkach, wobec każdego, nie na miejscu.
ja tu widzę miejsce tylko na dojrzałą chrześcijańską miłość pełną subtelności. nie nam osądzać, co dzieje się w cudzym sumieniu, nie nam wyrokować czy zmiana jest dostatecznie szybka, głęboka, wszechobejmująca itp. itd.
naszym zadaniem jest takie osoby wspierać. i nie ranić zbyt kategorycznymi ocenami.
to samo można przekazać na różny sposób.