WPROWADZENIE I DIARIUSZ

Dla obserwatora, znającego historyczne i teologiczne przyczyny braku pełnej jedności między Kościołem rzymskokatolickim a prawosławnymi Kościołami Wschodu, podróż papieża do Konstantynopola, duchowego centrum prawosławia, do Świętego Tronu Ekumenicznego, na którym zasiadał wielki architekt jedności, patriarcha Athenagoras, była podróżą oczekiwaną, aktem, który po prostu nastąpić musiał.

A jednak zapowiedź tej podróży, podana do wiadomości publicznej zaledwie na trzy tygodnie przed jej terminem, zaskoczyła i zaintrygowała środki masowego przekazu na całym świecie. Świat zajęty był przede wszystkim dramatycznymi wypadkami w sąsiadującym z Turcją Iranie oraz potężną falą niepokojów w całym islamie.

Rewolucja irańska wyzwoliła w krajach muzułmańskich nastroje antyzachodnie. Wychodzący w Istambule wpływowy dziennik „Cumhuriyet" zapytywał - w numerze, który ukazał się 28 listopada 1978 roku, a więc w dzień przyjazdu Ojca Świętego do Turcji - czy wysiłki "Papieża na rzecz jedności między Kościołami Zachodu i Wschodu nie są wyzwaniem dla „galopującego ekstremizmu islamskiego".

„Czy światowe chrześcijaństwo nie zamierza stworzyć zjednoczonego frontu przeciwko światu islamskiemu?" W innych gazetach, zwłaszcza tych związanych z prawicowymi lub fundamentalistycznymi partiami muzułmańskimi, padały wręcz oskarżenia i inwektywy, nawiązujące do czasów świętych wojen między chrześcijanami i muzułmanami: Papież to człowiek „o mentalności nowego krzyżowca", to „wysłannik imperialistycznej krucjaty"... „Dlaczego rząd przyjmuje papieża wbrew uczuciom ludności?"

To ostatnie pytanie ujawnia czysto polityczne podłoże tych ataków. Na trzy dni przed przyjazdem Jana Pawła II w Turcji zaprzysiężony został nowy rząd pod kierownictwem premiera Demirela. Rząd prawicowy, opierający się na sojuszu z muzułmańskimi partiami nacjonalistycznymi. Kraj nękany był od dłuższego czasu głębokim kryzysem gospodarczym. Brakowało dewiz, nikt nie chciał inwestować w kraju, w którym tylko armia była siłą powstrzymującą nadejście zupełnego chaosu.

Coraz częściej odzywały się głosy nawołujące do utworzenia religijnego państwa muzułmańskiego na wzór Iranu. Po wielu latach względnego powodzenia wielkich reform Atatiir-ka i założonej przez niego Partii Ludowo-Republikańskiej, nadszedł czas reakcji i rewindykacji. Okazało się teraz, że reformy te, zrywające nagle z kilkusetletnimi tradycjami feudalno-muzułmańskimi i europeizujące Turcję w szybkim tempie, nigdy - pomimo tylu pozorów - nie przeniknęły dostatecznie głęboko do całego narodu.

Zresztą ta europeizacja (a właściwie od 1945 r. amerykanizacja) i sojusz z Zachodem nie przyniosły Turcji spodziewanego dobrobytu. Wschód jest dzisiaj zmęczony zachodnią cywilizacją ze wszystkimi jej znanymi konsekwencjami dla krajów ubogich. Okazuje się dzisiaj, że Turcja nie przestała być Wschodem. Coraz więcej tu haseł wzywających do mahometańskiego purytanizmu, do odrzucenia zachodnich błyskotek, do powrotu do prawdy o człowieku zawartej w księdze, której autorem nie jest żaden niemiecki filozof czy klub rzymski, lecz sam Bóg - w Koranie.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama