ETAP PIERWSZY: ANKARA - ISTAMBUŁ 28-29 XI

Pierwszy etap to pełne szacunku spotkanie z gospodarzami tego kraju, z jego odrębną kulturą, tradycjami, wiarą. Na tym etapie Jan Paweł II miał do przełamania lody towarzyszące jego przyjazdowi do Turcji jako do państwa i społeczności przeżywających głęboki kryzys.

Przed przyjazdem Jana Pawła II miejscowe gazety pełne były ostrzeżeń pod jego adresem, aby nie ważył się na powtórzenie gestu Pawła VI. Drażliwość sytuacji polegała na tym, że od dłuższego czasu trwała w Istambule kampania fundamentalistów muzułmańskich na rzecz przywrócenia świątyni funkcji meczetu. Ten drugorzędny, zdawałoby się, szczegół programu urósł tu do rangi symbolu. Nikt nie potrafił przewidzieć, jak zachowa się Papież, znany już z bezkompromisowości, ale i z umiejętność szybkiej i elastycznej reakcji.

Jan Paweł II wszedł do świątyni trzymając w ręku różaniec .... Szczegół ten nie zwrócił uwagi większości obserwatorów, zwłaszcza, że Papież posuwał się w ciasnym pierścieniu uzbrojonych gwardzistów i agentów, odpierających niesamowity nacisk żądnych sensacji fotoreporterów. Nie mówił nic. Kilkakrotnie zatrzymał się, by podziwiać wspaniałe religijne mozaiki odsłonięte spod warstwy wapna, którym pokryli je niegdyś mahometanie. Odmawiał różaniec. Na środku nawy zatrzymał się na chwilę kontemplacji przed mozaiką przedstawiającą Matkę Bożą z Jezusem siedzącym na Jej kolanach i trzymającym otwarty zwój w dłoni. Jest to jedna z niewielu zachowanych w nawie mozaik, prawdopodobnie ze względu na jej niedostępność, wysoko pod kopułą apsydy. Resztę dzisiejszego wystroju nawy stanowią olbrzymie emblematy z arabskimi cytatami z Koranu.

O tym wyobrażeniu Matki Kościoła - Mądrości - powiedział później w Rzymie, podczas pierwszej po powrocie z Turcji audiencji ogólnej: „Zapytany przez jednego z dziennikarzy o wrażenia - odpowiedziałem, że trudno o tym mówić. I naprawdę trudno. Jesteśmy tu w innym wymiarze. Trwamy i powinniśmy trwać ze wzrokiem utkwionym w tym obrazie Mądrości, który przemawia do nas ze szczytu wielkiego pomnika nad Bosforem. Jest to obraz Adwentu. Także i my służymy wielkiej sprawie Przyjścia Pana". Tu, w Hagia Sophia, Papież stał w milczeniu pośrodku olbrzymiej nawy, z różańcem w ręku, otoczony żandarmami walczącymi z fotoreporterami, w zgiełku i błysku fleszów. Kiedy tuż przed nim agenci tureckiej ochrony powalili na ziemię zbyt upartego fotoreportera i wymierzyli w niego pistolety maszynowe, Ojciec Święty pokiwał z wyrzutem głową, podniósł ręce i zaczął powoli powracać do wyjścia.

Następnego dnia prasa turecka z satysfakcją podkreślała, że Papież potraktował bazylikę Hagia Sophia po prostu jak muzeum. Minister Erkmen, który towarzyszył Ojcu Świętemu w bazylice, zapytywany przez dziennikarzy o zachowanie Gościa w świątyni, odpowiedział, że Papież nie mówił nic, tak bardzo był przejęty podziwem wobec piękna architektury i sztuki. „Po prostu nie mógł wyrazić swych uczuć." Była to prawda i minister użył przypadkowo tych samych słów, którymi wyraził później swe wrażenia sam Jan Paweł II. Tylko sens tych słów był zupełnie inny. I jakże odmienna perspektywa!

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama