Cud Jana XXIII

O włoskiej szarytce, s. Caterinie Capitani, uzdrowionej w 1966 r. za wstawiennictwem papieża Jana XXIII opowiedziała s. Adele Labianca, która 50 lat temu opiekowała się nią w chorobie.

Obie razem pracowały w szpitalu pediatrycznym w Neapolu. W 1964 r. s. Caterina doznała bardzo obfitego krwotoku w jamie brzusznej. Ciężka choroba żołądka, z licznymi komplikacjami i pojawieniem się guzów na innych organach wewnętrznych, których fragmenty wycinano podczas kolejnych operacji, doprowadziły do beznadziejnego stanu zakonnicy. Była tak słaba, że spodziewano się jej rychłej śmierci. S. Adele, która się nią opiekowała, odmawiała z nią różaniec za spokój duszy Jana XXIII, zmarłego w 1963 r. S. Caterina otrzymała sakrament chorych, a zakonnice modliły się za nią.

22 maja 1966 r. od przełożonej prowincjalnej otrzymała relikwie Jana XXIII, które przyłożyła do swych ran. Trzy dni później usłyszała głos wypowiadający jej imię i zobaczyła Jana XXIII z uśmiechem na twarzy, stojącego przy jej łóżku. – Już się nie bój, wszystko się skończyło. Czujesz się dobrze, już nic ci nie jest – usłyszała z ust papieża. Było to o 14.40.

Zawołała siostry, mówiąc im, że przyszedł Jan XXIII i jest uzdrowiona, ale one nie wierzyły i myślały, że s. Caterina ma halucynacje. Aby je przekonać, poprosiła o coś do jedzenia – dotychczas nie mogła jeść, bo co włożyła do ust, to wychodziło z niej ranami. Tymczasem rany te nagle się zasklepiły, co w kolejne dni potwierdziły przeprowadzone radiografie, które nie wykazały choroby w jej ciele.

S. Caterina, której wyzdrowienie posłużyło za cud wymagany do beatyfikacji Jana XXIII w 2000 r., zmarła w 2010 r. w wieku 68 lat. Zdaniem s. Adele Labianca, s. Caterina nadal mówi do nas, prosząc, abyśmy ufnie powierzali się Bogu.

Papież Franciszek zdecydował, że do kanonizacji Jana XXIII, która odbędzie się 27 kwietnia br. nie jest konieczny kolejny cud, wymagany zazwyczaj do ogłoszenia błogosławionego świętym.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama