Papież u ojców wiary Czarnej Afryki

O niemoralnym prawie i wolności sumienia z karmelitą bosym, o. Maciejem Jaworskim rozmawia Beata Zajączkowska.

Reklama

Wierność chrześcijańskim zasadom moralnym była bezpośrednią przyczyną śmierci ugandyjskich męczenników. Z pewnością są dziś dla nas światłem, jak się odnajdywać w konflikcie z niemoralnym prawem i jak podchodzić do wolności sumienia. Na progu papieskiej pielgrzymki do Ugandy, która związana jest z 50. rocznicą kanonizacji męczenników, wskazuje na to pracujący w Afryce karmelita bosy, o. Maciej Jaworski. 

Beata Zajączkowska: W centrum Kampali, miasta, które już dziś odwiedzi Franciszek, na wskroś chrześcijańskiego, znajduje się największy w Czarnej Afryce meczet. Jego budowę sfinansował Muammar Kaddafi.  Znak czasów?

Maciej Jaworski OCD: Kaddafi ze swoją polityką ekspansji docierał do krajów afrykańskich przez inwestycje, tak infrastrukturalne jak i paliwowe. W zamian za inwestowanie otrzymywał zgodę na budowę meczetów i centrów kultury islamskiej. Często wiązało się to z rozszerzaniem wpływów politycznych Libii pod równikiem. Jednak obecność islamu w Kampali sięga czasów przedchrześcijańskich. Polityczny zaś konflikt między XIX-wiecznymi islamskimi handlarzami, mającymi wówczas wyłączność na szlaki handlowe z wybrzeżem Oceanu Indyjskiego, a nadchodzącymi kolonizować te tereny Brytyjczykami, przyczynił się do eksterminacji pierwszych chrześcijan. Nie chcąc tracić wpływów ekonomicznych, muzułmańscy handlarze przekonali króla Bugandy, Mutesa I, że nowa religia, utożsamiona z brytyjskim kolonializmem jest niebezpieczna i politycznie groźna. Upolityczniono wiarę.

W dzisiejszych czasach Kampala podobnie jak Kenia choć w o wiele mniejszym stopniu, doświadczyła zamachów terrorystycznych Al Shabab. Były to ataki z zemsty za zaangażowanie się ugandyjskich wojsk w międzynarodowej misji pokojowej w Somalii. A jednocześnie, trzeba dodać, że w ramach przygotowań do jubileuszu 50. rocznicy kanonizacji męczenników ugandyjskich, muzułmanie zbierali pieniądze na renowacje sanktuarium w Namugongo. Jednak z racji oddalenie od Oceanu Indyjskiego, obecność islamu jest słabsza aniżeli w Kenii, a więc i napięcie niższe.

Papieska pielgrzymka związana jest z 50. rocznicą kanonizacji męczenników ugandyjskich. Czym są oni dla Afryki?

- Ojcami w wierze. Co roku na czerwcowe uroczystości przybywają tłumy wiernych, setki tysięcy. Na tegoroczny złoty Jubileusz, 3 czerwca, według organizatorów, przybyło ok. 3 mln ludzi. Namugongo jest centrum duchowym. Pielgrzymi przychodzą pieszo z najdalej oddalonych zakątków Ugandy, nawet w niebezpiecznych czasach przy braku bezpieczeństwa, szli do swoich ojców w wierze. Wielu przybywa na pieszo również z zachodnich diecezji Kenii. Jeden ze współbraci często przypomina, że w jego wiosce mieszka rodzina Gonzaga, których przodkiem był jeden z męczenników. Ta rodzina, z racji więzów krwi ze świętym, cieszy się ogromnym szacunkiem do dziś.

Do sanktuarium w Namugongo Franciszek przybywa już jako trzeci papież. Paweł VI, kanonizacją w rzymskiej bazylice św. Piotra i pielgrzymką do sanktuarium Ugandzie w 1969 r. uczynił przełomowy krok dla Kościoła w Afryce. Widzialnymi gestami i słowami pełnymi szacunku dla afrykańskiej kultury i przeszłości, stopniowo włączał Czarny Kontynent do Kościoła uniwersalnego. Podczas homilii w Kampali wyraził dwa uczucia – jedności i szacunku. „Jesteśmy jedną rodziną w mistycznym ciele Chrystusa, Jego Kościele”. Odnosząc się za to z szacunkiem do kultury, podkreślił – „wyrażamy głęboki szacunek do was, waszej ziemi i kultury. Chcielibyśmy wyrazić, że jesteście chrześcijanami i Afrykańczykami”. Na tamte czasy, to była rewolucja. Docenienie Kościoła w Afryce było początkiem czucia się w Kościele jako we własnym domu. Bycia w jedności mimo różnorodności.

Paweł VI przybył do Czarnej Afryki jako pierwszy Papież w historii i wygłosił te słowa, nie gdzie indziej, ale na ziemi męczenników ugandyjskich. To mówi wszystko, czym to miejsce jest dla Kościoła w Afryce.

Jaka lekcja z ich męczeństwa wypływa dla nas dziś?

- Wierność zasadom moralnym była bezpośrednią przyczyną ich śmierci. Po prostu wymówili królowi bezwzględne posłuszeństwo, odmawiając uczestniczenia w jego niemoralnych praktykach. W dzisiejszej terminologii, można by powiedzieć, że był to akt obywatelskiego nieposłuszeństwa i domagania się respektowania wolności sumienia. Dla króla był to akt niewyobrażalny, w kulturze gdzie poddany należał do władcy, taka niesubordynacja mogła skończyć się jedynie śmiercią. Ówcześni kulturowi wywrotowcy wiedzieli o tym doskonale. Byli wtedy obywatelską awangardą.

Z pewnością są dziś dla nas światłem jak się odnajdywać w konflikcie z niemoralnym prawem i jak podchodzić do wolności sumienia. Niektórzy, by to nazwali fundamentalizmem religijnym, a my to nazywamy heroizmem wiary. Afrykańscy męczennicy mogą być inspiracją w trudnych wyborach między posłuszeństwem prawu Bożemu a granicami posłuszeństwa prawu ludzkiemu. Te dylematy z pewnością przeżywali idąc na przesłuchania, mieli czas na wycofanie się z religijnych deklaracji patrząc na znajomych płonących na stosach. Ale wybrali ogień.

Na uroczystościach jubileuszowych, kardynał, mówiąc o chrześcijańskiej rodzinie i dzisiejszych jej trudnościach, postawił przed wiernymi wybór, albo pójść drogą łatwiejszą albo wybrać tę słuszną, trudniejszą. Oni wybrali tę drugą.

W Ugandzie jest dziś prawie 15 tys. katechistów, którzy stanowią o sile tego Kościoła. Franciszek będzie się modlił w miejscu męczeństwa pierwszych katechistów…

- Tak, ewangelizacja Afryki od początku oparta była na świeckich katechistach. W sanktuarium Munyonyo, notabene prowadzonym przez polskich franciszkanów konwentualnych, odbywa się coroczne spotkanie katechistów z całego kraju. Męczennicy Ugandy to pierwsi katechiści tego Kościoła. Gdy podczas prześladowań misjonarze opuścili teren, Kościół przetrwał dzięki obecności, głoszeniu, w końcu dzięki świadectwu męczeństwa katechistów. W ogóle mam wrażenie, że afrykański Kościół oparty jest mocniej na świeckich. Ze względu na braki księży, ludzie stawali się lokalnymi liderami małych wspólnot wierzących. Często parafie podzielone są na tzw. małe kościoły domowe, gdzie świeccy są ich liderami. Nie można również zapomnieć o dwóch nastoletnich katechistach zamordowanych na początku XX wieku, w północnej Ugandzie Davudi i Jildo. Ich beatyfikacja jeszcze bardziej umocniła model chrześcijanina świeckiego głoszącego Ewangelię.

Paweł VI właśnie w Kampali wypowiedział przełomowe słowa do całego kontynentu: „Afrykańczycy, stańcie się misjonarzami Afryki.” To było wyzwanie do wszystkich wierzących, by wziąć odpowiedzialność za Kościół, by nie być już kościołem misyjnym w sensie biernym, ale w wymiarze czynnym. To początek procesu, z przyjmowania do ofiarowania. Te historyczne i przełomowe momenty dla całego kontynentu wypływały z miejsca męczenników, katechistów i świeckich ewangelizatorów.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama