Zwiastun z Polski

„Rozbijcie namioty i zróbcie tu oazę!” – powiedział Jan Paweł II do ks. Blachnickiego po wyborze na papieża. Pomysł, wtedy, na miarę szaleństwa. Czy pierwsza rzymska oaza była iskrą, którą papież zapalił Kościół do Światowych Dni Młodzieży?

Mija 36 lat od pierwszej rzymskiej oazy. Na 300 Polaków, którzy mieli w niej wziąć udział, w Wiecznym Mieście pojawiły się 132 osoby. Reszta nie dostała paszportów. W tym ojciec Ruchu, ks. Franciszek Blachnicki. – Ta rzymska oaza była impulsem nie tylko dla Ruchu, ale dla całego Kościoła – mówi ks. Andrzej Madej. W 1979 r. oblat Maryi pojechał do Rzymu za Blachnickiego. – Ojciec nie dostał paszportu – mówi mi. – Do dziś go słyszę: „Andrzej, jedź za mnie!”. Aż się wyprostowałem. Oazowicze, świadkowie tamtych wydarzeń, spotkali się niedawno na Jasnej Górze. Niektórzy przekroczyli już siedemdziesiątkę, ale mają do dziś w oczach ten sam ogień, którym zarażał ich Blachnicki.

Czy ich rzymski zjazd przed dekadami był jedynie nowym doświadczeniem dla Ruchu Światło–Życie, czy zwiastunem wielkich wydarzeń dla Kościoła? Czy rzymska oaza w sierpniu 1979 roku ostatecznie nie przypieczętowała marzeń Wojtyły o tym, by idea żywego Kościoła rozlała się na świat?

Szaleństwo

25 października 1978 r., Watykan, wieczór. Przy stole w apartamentach papieskich siedzą przyjaciele nowego papieża, m.in. ks. Franciszek Blachnicki i bp Franciszek Macharski. Wciąż oszołomieni wydarzeniami z ostatnich dni. Jan Paweł II odkłada widelec i spogląda na Blachnickiego: „A co będzie z oazami, jak to będzie… Wakacje bez oaz?”. Wbija wzrok w oczy ojca największego ruchu kościelnego w Polsce. Jak zawsze jest w nich ogień. Zapada chwila milczenia. Na twarzy papieża Polaka nagle pojawia się iskra nadziei. Jakby rozpaliła się od spojrzenia Blachnickiego. „Przyjedźcie do Castel Gandolfo! Rozbijcie namioty i zróbcie tu oazę!”. Szaleństwo w kontekście tamtych czasów. Ale i dowód na to, jak bardzo Wojtyła kocha Ruch Światło–Życie. Od lat uczestniczy w życiu oazy.

To dzięki jego wsparciu ta wspólnota rozwija skrzydła w Polsce. Bo oaza jest jak tarcza, do której strzelają władze PRL, a i przecież – co nie jest tajemnicą – niektórzy polscy biskupi nie ułatwiają Ruchowi życia. Blachnicki więc sam, po wyborze Wojtyły na papieża, musi stawiać sobie pytania o los Ruchu. I kiedy Jan Paweł II składa propozycję rzymskiego spotkania, śląskiemu kapłanowi nie trzeba powtarzać. Decyzja zapada od razu. Dwóch proroków Kościoła otwiera nią nowy rozdział nie tylko dla Ruchu Światło–Życie, ale,  w moim przekonaniu, dla całego Kościoła. Blachnicki uświadamia sobie, że ma już wsparcie nie tylko krakowskiego biskupa, ale też namiestnika Chrystusa na ziemi. Po powrocie do kraju rusza machina przygotowań.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja