Jezuici, Indianie i Mamelucy

Angielscy kolonizatorzy Ameryki uznali, że „dobry Indianin to martwy Indianin”. Dla Hiszpanów podbój nowo odkrytych lądów nie był celem samym w sobie.

Jezuici przybyli do Ameryki Południowej później niż członkowie innych zakonów misyjnych. Ale to oni, bazując na doświadczeniach poprzedników, zrozumieli, że tylko działając poza strukturami istniejącej tam dotychczasowej administracji, a czasem nawet wbrew niej, mogą osiągnąć zamierzone cele.

Podbój i ewangelizacja

Członkowie Towarzystwa Jezusowego działali wśród różnych plemion indiańskich na terenie Amazonii czy dzisiejszej Boliwii. Jednak najpełniej ideę stworzenia organizmu, dzięki któremu ewangelizacja żyjących tu w rozproszeniu indiańskich plemion nabrała prawdziwego rozmachu, wcielili na terytorium dzisiejszego Paragwaju. O ile angielscy kolonizatorzy z czasem doszli do wniosku, że „dobry Indianin to martwy Indianin”, Hiszpanie prezentowali w sprawie podboju Ameryki zupełnie inne podejście. Warunkiem legitymizacji działań Hiszpanii i Portugalii na zachodniej półkuli była chrystianizacja mieszkających tam ludów. W praktyce wyglądało to różnie, a konkwistadorzy, będący często zbieraniną najgorszych, nastawionych na zysk osobników, zgotowali Indianom piekło na ziemi.

Dwór hiszpański widział w Kościele przede wszystkim narzędzie panowania na zdobywanych obszarach. Zakony misyjne działające na tych terenach musiały mieć zgodę władz królewskich. Władze określały nawet liczbę misjonarzy, którzy mieli tam działać. Do portugalskiej Brazylii pierwszy misjonarz jezuita, Manuel de Nobrega, nazywany Orfeuszem Brazylijskim, bo chciał trafiać do duszy Indian za pomocą muzyki, przypłynął w 1549 roku. Dzięki niemu i jego braciom zakonnym Portugalczycy nie traktowali amerykańskich Indian w sposób tak bezwzględny jak protestanci z Anglii. Filip II, król Hiszpanii, pozwolił misjonarzom jezuickim na prowadzenie działań w hiszpańskiej Ameryce dopiero w 1566 roku. Pierwsi zakonnicy przybyli tu w 1568 roku. Byli konkwistadorzy, którzy w pierwszym okresie podboju okazali się niezbędni do zdobycia tych terenów, a teraz stali się plantatorami czy urzędnikami królewskiej administracji, byli przeszkodą w ewangelizacji Indian. Nie leżała w ich interesie. Dlatego też zakonnicy starali się o założenie osad indiańskich, do których Europejczycy nie mieliby wstępu, czyli redukcji. Hiszpańskie słowo „reducir” po raz pierwszy w odniesieniu do Indian pojawiło się w dokumencie z 1503 r. i oznaczało doprowadzenie Indian do życia w cywilizowanych warunkach. Już pierwsze próby zakładania tego typu osiedli w Peru spotkały się z wrogim przyjęciem kolonizatorów, którzy porywali z nich Indian i zmuszali do niewolniczej pracy. Początkowe wysiłki jezuitów, by osiągnąć trwałe nawrócenie Indian, nie powiodły się.

Krzyż i chleb

Przełom nastąpił na początku XVII wieku. Dwór w Madrycie poparł koncepcję o. Diega Terresa, by redukcje uniezależnić od panującego systemu wielkich posiadłości. Miały podlegać jedynie królewskiemu nadzorowi. Nazwa „redukcje paragwajskie” obejmuje nie tylko te znajdujące się na terenie Paragwaju, ale wszystkie złączone z nimi i działające według podobnych reguł osiedla. Funkcjonowały według oryginalnych w stosunku do swoich poprzedników zasad. I, co ważne, w 1607 r. król Hiszpanii nadawał ewangelizowanym Indianom status ludzi wolnych. Hiszpanom pod groźbą surowych kar zabroniono wkraczania na tereny administrowane przez jezuitów. Indianie przyjmujący katolicyzm mogli swobodnie osiedlać się w redukcjach, zwolnionych przez 10 lat od podatków. Królewskie dekrety od razu spotkały się z wrogim przyjęciem kolonizatorów, mimo że zgodnie z nimi nowe misje należało zakładać na terenach nienależących do białych właścicieli. Jezuici założyli 48 redukcji. Indianie osiedlali się w nich masowo i dobrowolnie. Tylko do 1628 r. zamieszkało w nich 100 tys. tubylców. 30 z nich przetrwało ponad 100 lat. Było to możliwe, bo jezuici, co wyróżniało ich spośród innych zakonów, równocześnie z ewangelizacją zapewniali mieszkańcom osiedli odpowiednie warunki ekonomiczne. Zakonnicy, co nie udało się jeszcze nikomu, nauczyli się uprawy yerba mate, przynoszącej znaczne zyski. Dochody przeznaczali na zakup narzędzi i broni palnej. Dobrobyt i fakt, że w redukcjach w jednym miejscu znajdowały się liczne grupy Indian, sprawiły, że stały się one celem rozbójniczych wypraw brazylijskich bandeirantes, czyli kompanii liczących 250 ludzi, w większości Portugalczyków, z własną flagą zwaną bandeira. Nazywano ich też pogardliwie Mamelukami. Bandy łupiąc redukcje, porywały mieszkających w nich Indian i sprzedawały jako niewolników. Było to łatwiejsze niż łapanie dziko żyjących tubylców w lasach. Bandeirantes uderzali w misje z zaskoczenia, chwytali mieszkańców i w więzach prowadzili setki kilometrów. W drodze z głodu i wyczerpania ginęło często trzy czwarte Indian, dochodziło też do niebywałych aktów okrucieństwa wobec schwytanych.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja