Milcząca obecność czy trwający Wielki Piątek?

Największe polskie gazety komentują świąteczne milczenie Papieża. Internpretacje wydarzeń są bardzo różne.

Bogumił Luft w Rzeczpospolitej w komentarzu zatytułowanym "Milcząca obecność papieża" napisał:

Wniedzielę wielkanocną miliony, dziesiątki, a może setki milionów ludzi zobaczyły na ekranach telewizorów wielkie cierpienie i wielki wysiłek Jana Pawła II. Bardzo dramatyczny i nieskuteczny wysiłek, by przemówić, skuteczny - by gestem krzyża pobłogosławić jak co roku miastu i światu. Dla wielu ludzi błogosławieństwo biskupa Rzymu ma co najmniej równą wagę, jak jego słowa. A jego milczenie w dniu Wielkanocy miało w sobie coś wstrząsającego.

Zabrakło dotkniętego chorobą głosu i dlatego zabrakło słów. Fakt, że tak bardzo ich zabrakło, uświadamia przede wszystkim, jak bardzo są od wielu lat potrzebne i oczekiwane. W czasach, gdy międzynarodowe gremia i autorytety, z Organizacją Narodów Zjednoczonych na czele, dawno już autorytetem się nie cieszą, pozdrowienia papieża pracowicie wygłaszane w kilkudziesięciu językach budziły przez ćwierć wieku poczucie jedności ludzkości. Ten powtarzany corocznie przez Jana Pawła II gest szacunku wobec narodów, na których spotkanie szedł jako pielgrzym, nie mógł się w tym roku dokonać. Papież nie mógł też wygłosić słów błogosławieństwa, a w poniedziałek wielkanocny nie pojawił się nawet w oknie nad placem św. Piotra.

Te kilkanaście minut jego milczącej obecności z pielgrzymami w niedzielne południe pozostawiło jednak wrażenie wspólnoty. Papieża, który z grymasem bólu na twarzy otaczał zgromadzonych spojrzeniem miłości, wyraźnie nie mogąc się z nimi rozstać, i ludzi, którzy nie tracą nadziei, że Bóg go jeszcze pozostawi wśród nich, a głos mu jeszcze powróci. W obliczu tej rodzinnej sceny nawet media polujące na sensację, by ją dobrze sprzedać, muszą się poczuć rozbrojone. Wielka fizyczna słabość papieża to nie żadna sensacja, skoro w najmniejszym stopniu nie zamierza jej ukrywać. Może właśnie chciał ją pokazać w dniu Zmartwychwstania Pańskiego, by uświadomić innym, że życie, o którym wierzy, że jest wieczne, jest czymś ważniejszym, niż zdrowie - jedna z wielu wartości przemijających.

Tylko częściowo podobne wnioski wysnuwa w Gazecie Wyborczej Jan Turnau. Jego zdaniem "Wielki Piątek trwa":

Byliśmy w niedzielę widzami wydarzenia dramatycznego. Papież chciał odezwać się choćby paroma słowami do "miasta i świata" ("urbi et orbi") - i nie był w stanie. Zamiast słów słychać było charczenie. Nawet podniesienie ręki do błogosławieństwa przyszło mu z najwyższym trudem.

Papież jest przeraźliwie słaby. Strasznie cierpi. Ból fizyczny jest tu chyba fraszką wobec psychicznego: dla każdego taka sytuacja jest ciężka, ale dla Karola Wojtyły to tragedia. Przecież to człowiek sceny! Urodzony aktor, któremu całe życie zeszło na przemawianiu - a musi milczeć. Stąd ten odruch złości na samego siebie, ten gest uderzenia w swoją skroń.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |