Kardynał non grata

W Watykanie trwają papieskie rekolekcje, ale szum wokół przyszłego konklawe trwa. Kardynałowie są niespokojni, nie było czasu na konsultacje - zauważa ks. Boniecki. Do tego jeden z kardynałów okazuje się zdecydowanie na konklawe persona non grata. Dla katolików. Ks. Boniecki z Watykanu dla serwisu internetowego Tygodnika Powszechnego.

tygodnikpowszechny Tygodnik Powszechny: ks. Adam Boniecki: za Spiżową Bramą (3)
W kontekście tej relacji warto przypomnieć kilka faktów. Przypomnijmy: kard. Jose Gomez w porozumieniu z Benedyktem XVI zabronił swojemu poprzednikowi, kard. Mahony'emu, sprawowania jakichkolwiek kościelnych funkcji publicznych. Jednak Konstytucja apostolska Universi Dominici Gregis w art. 35 stwierdza jasno: "Żaden kardynał elektor nie może być z jakiegokolwiek powodu ani pod żadnym pretekstem wykluczony z wyboru, tak czynnego, jak biernego".

Innymi słowy, kard. Mahony może uczestniczyć w konklawe. Może sam z tego udziału zrezygnować (co wydaje się niestety mało prawdopodobne). Drugą możliwością jest pozbawienie go przez papieża godności kardynalskiej. Podobny precedens zaistniał w 1927 roku, gdy Pius XI przyjął rezygnację z tej godności kard. Louisa Bilot, wyznającego poglądy rasistowskie.

Amerykańscy katolicy się burzą. "Dlaczego kardynał miałby być premiowany możliwością udziału w wyborze następnego papieża?" "Hańba spadłaby pośrednio na diecezję Los Angeles, którą na konklawe reprezentowałby elektor Mahony".

To oczywisty błąd, wymieszanie rzeczywistości świeckiej i kościelnej. Kardynał Mahony nie reprezentuje nikogo, pełni funkcję ogólnokościelną. Mówienie o "premiowaniu" też nie ma racji bytu, w końcu jaka to premia? Ale pytanie, czy ktoś, komu zakazano sprawowania jakichkolwiek kościelnych funkcji publicznych powinien brać udział w konklawe, pozostaje.

Ta sytuacja po raz kolejny pokazuje, jak wiele w Kościele, postrzeganym czasem jako instytucja opresyjna, tak naprawdę zależy wyłącznie od dobrej woli jego członków.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama