"Kościół o in vitro powiedział już wszystko"

Wyjaśniono, dlaczego katolicy są przeciw sztucznemu zapłodnieniu i jak poseł-katolik powinien w tej sprawie głosować - pisze Ewa K. Czaczkowska na łamach "Rzeczpospolitej".

Na początku września ma powstać jeden projekt PO w sprawie in vitro - przypomina publicystka. Ma on zawierać to, co wspólne w projektach Gowina i Kidawy-Błońskiej. To, co różni te dwa projekty, miałoby zostać ujęte w tzw. protokole rozbieżności. Debata w sprawie in vitro trwa już w PO od 2008 roku. Na początku był projekt Gowina - pisze Czaczkowska. Zakazywał on zamrażania zarodków, ale samą procedurę dopuszczał. PO liczyło, że nie pozwalając na zabijanie poczętych istot ludzkich, uzyska w ten sposób poparcie Kościoła. Tak jednak się nie stało z przyczyn fundamentalnych. Do głosowania nie doszło i powstał drugi projekt: Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.

Ewa K. Czaczkowska przekonuje, że teraz PO może wypracować jeszcze jedną propozycję - mniej stanowczą niż projekt Gowina, ale też mniej liberalną niż projekt Kidawy-Błońskiej.

"Niestety, zbyt wielu posłów nie uznaje embriony za istotę ludzką, której życie podlega ochronie" - zwraca uwagę publicystka. Przypomina, że posłowie deklarujący się jako katolicy, zgodnie z oświadczeniem zespołu do spraw bioetycznych episkopatu z 2008 roku, powinni głosować najpierw za całkowitym zakazem in vitro. Dopiero w przypadku, gdy taka opcja zostanie odrzucona, mogą głosować za rozwiązaniami maksymalnie ograniczającymi szkodliwość procedury in vitro z punktu widzenia nauki Kościoła katolickiego.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| IN VITRO

Reklama

Reklama