Oddałem dwa lub trzy strzały

Środa 13 maja 1981 r. papamobile drugi raz okrążał plac Św. Piotra. Samochód zatrzymał się – Jan Paweł II wziął na ręce Sarę Bartoli. Chwilę później rozległy się strzały.

Reklama

Zamachowca pochwycili wierni, a watykańska ochrona oddała go w ręce policji. W tym czasie papież został już dowieziony do kliniki Gemelli, gdzie rozpoczęto trwającą sześć godzin operację ratującą życie. Jedna z kul przeszła przez brzuch, ale szczęśliwie ominęła aortę, nie naruszyła też kręgosłupa. Druga zraniła go w dłoń i, prawdopodobnie rykoszetując, w ramię.

Tymczasem policja starała się ustalić tożsamość ujętego mężczyzny. Dość szybko odkryto, że zamachowcem jest Mehmet Ali Agca – zbiegły z więzienia turecki terrorysta. Kolejne lata miały z wolna odkrywać skomplikowany mechanizm przygotowań do zamachu, których ostatnia faza zaczęła się 10 maja w Rzymie.

Przygotowania

Ostatni etap przygotowań do zamachu na Jana Pawła II rozpoczął się, gdy 10 maja zamachowcy przyjechali z Mediolanu do Rzymu. Rankiem do Wiecznego Miasta przyjechali Ali Agca i jego pomocnicy, z pewnością Oral Celik, ale prawdopodobnie także Omer Ay i Sedat Sirri Kadem. Agca zameldował się w hotelu YMCA i jeszcze tego samego dnia skontaktował się z Todorem Ajwazowem vel Sotirem Kolewem, zalegendowanym w Rzymie jako kasjer bułgarskiej ambasady.

Plan przewidywał zabójstwo Jana Pawła II na placu św. Piotra. Z odnalezionych notatek należy wnosić, że gdyby nie udało się oddać strzału 13 maja, jako alternatywne daty zamachu przewidywano 17 (niedzielna modlitwa „Anioł Pański”) lub 20 maja (kolejna audiencja generalna).

Pierwszą wizję lokalną na miejscu przyszłego zamachu Agca przeprowadzał z Todorem Ajwazowem. Później dołączył do nich Oral Celik – gdy w hotelu omawiali szczegółowy plan działań. Bułgarskie tajne służby przeprowadziły wcześniej rozpoznanie wywiadowcze, dlatego Ajwazow mógł opisać Turkom, jaki jest zazwyczaj przebieg środowych audycji generalnych oraz niedzielnych uroczystości związanych z modlitwą „Anioł Pański”. Na tej podstawie typowali miejsca najlepsze do przeprowadzenia zamachu. Dzień później weryfikowali te teoretyczne plany podczas ponownego spotkania na placu św. Piotra. Tym razem obecni byli także Celik, Omer Ay i Sedat Sirri Kadem. Wszyscy musieli oswoić się z topografią terenu. Starali się także wybrać dogodne miejsce do oddania strzałów. Musiało znajdować się blisko zwyczajowej trasy przejazdu papieskiego samochodu, ale jednocześnie pozwalać na ucieczkę w cień kolumnady Berniniego. Dalsza część planu przewidywała, że zamachowcy „odskoczą” w stronę ambasady kanadyjskiej, gdzie miał na nich czekać w samochodzie inny z Bułgarów – Siergiej Antonow vel Bajramik. Później mieli dostać się do ambasady bułgarskiej i wyjechać z Włoch specjalnym tirem z bagażem dyplomatycznym, a więc niepodlegającym kontroli na granicach.

Po ustaleniach na placu św. Piotra doszło do kolejnego spotkania – tym razem w okolicach dworca Termini. Uczestniczyli w nim Agca, Celik, Antonow i Żeljo Wasilew vel Sotir Petrow. Ten ostatni był oficerem bułgarskiego wywiadu zalegendowanym w Rzymie jako attaché wojskowy ambasady Bułgarii. Wasilew naciskał, by nie zwlekać z przeprowadzeniem zamachu – uznawał, że trzeba zamordować papieża 13, a najpóźniej 17 maja. Bułgarzy wiedzieli bowiem, że francuski wywiad uzyskał informacje o mającym nastąpić zamachu i obawiali się działań watykańskich służb, które mogły uniemożliwić przeprowadzenie planowanej zbrodni.

Zamach

Jeszcze w dniu zamachu, około 9 rano, Agca, Celik oraz Bułgarzy: Ajwazow, Antonow i Wasilew doprecyzowywali na placu św. Piotra ostatnie szczegóły. Raz jeszcze omawiali plan i zachowanie poszczególnych osób. Bułgarzy mieli dobre rozpoznanie. Agca będzie twierdził, że Wasilew „pokazał nam, gdzie gromadzi się tłum, gdzie ustawiane są barierki oddzielające sektory, a także zwrócił naszą uwagę na te punkty na placu św. Piotra, gdzie owego dnia było przewidziane, że będą znajdowali się funkcjonariusze służb porządkowych”.

Po południu Agca i Celik spotkali się raz jeszcze z Ajwazowem i Antonowem, a ci zawieźli ich w pobliże placu św. Piotra, po drodze zaopatrując w pistolety.

Gdy o 17.00 rozpoczynała się audiencja generalna, Agca i jego współpracownicy byli obecni na placu św. Piotra. Strzelać miał Agca, a jeśli to nie byłoby z jakiegoś powodu możliwe – Celik. Prawdopodobnie trzecim strzelcem miał być Kadem, zaś Ay, według wyjaśnień Agcy na sali sądowej, miał ich osłaniać i pomóc w ucieczce, rzucając w tłum granaty hukowe.

W jednym z zeznań Agca twierdził: „Ja i Celik mieliśmy znajdować się w odległości od 30 do 50 metrów, ale w pozycjach równoległych. Petrow [czyli Wasilew – przyp. F.M.] powiedział nam ponadto, że po tym, jak ja oddam piąty strzał, Celik powinien zdetonować bombę hukową dla wzniecenia paniki, rzucając ją w moją stronę, w punkt znajdujący się w połowie odległości między mną a nim, w celu spowodowania paniki w tłumie. Miało to spowodować powszechną ucieczkę, a ja miałem przyłączyć się do tych osób, które rzucą się do ucieczki, i następnie wtopić się w ten tłum”.

Zamachowcy ustawili się w wybranym wcześniej miejscu, jak podkreślał później Agca: „Wszyscy byliśmy blisko siebie ”. Mówił także: „Ja zająłem miejsce po prawej stronie placu dla kogoś, kto patrzy w stronę bazyliki (oczywiście za barierką, czy wręcz opierając się o barierkę), natomiast Celik znajdował się około 40 metrów bardziej na lewo od miejsca, gdzie znajdowałem się ja ”.

Podczas drugiego przejazdu papieża obok wiernych, jak opisywał to Agca: „Pozbyłem się aparatu fotograficznego, rzucając go na ziemię, i jednocześnie wyjąłem pistolet, wsadzony za pasek w spodniach przy lewym boku, i oddałem dwa lub trzy strzały w kierunku papieża. Nie mogłem oddać kolejnych strzałów, bowiem jakieś osoby, które znajdowały się obok mnie, zdały sobie sprawę z tego, co ja robię, i szarpnęły mną, chwytając za tę rękę, w której trzymałem pistolet”.

Wątpliwości

Mehmet Ali Agca został ujęty i wkrótce osądzony. Jego kompani zdołali uciec. Co ciekawe, nigdy nie skazano uczestniczących w przygotowaniach do zamachu Bułgarów, a sam „wątek bułgarski” – wbrew dość oczywistym dowodom – jest wciąż przez niektóre środowiska poddawany w wątpliwość.

Odtworzenie przygotowań i przebiegu zamachu jest niezwykle trudne, bowiem Agca wielokrotnie zmieniał wersje swych zeznań, kluczył, starał się gubić tropy i ratować siebie. Z czasem wyraźnie widać, że został zastraszony i starał się zaprzeczyć temu, co wcześniej zeznał o udziale funkcjonariuszy bułgarskich służb. Nie wiadomo więc, czy sekwencja zdarzeń ustalona przez red. Andrzeja Grajewskiego – w wydanej wspólnie z prok. Michałem Skwarą książce „Papież musiał zginąć” – w pełni oddaje wydarzenia z krytycznych dni, czyli 10–13 maja 1981 roku.

Zamach wciąż kryje pewne tajemnice. Agca twierdził, że po dwóch lub trzech strzałach nie mógł oddać dalszych, gdyż został pochwycony przez otaczających go ludzi. Tymczasem według znanych relacji i zachowanych fotografii wynika, że wierni złapali zamachowca gdy przestał strzelać. Co więc go powstrzymało przed oddaniem planowanych pięciu strzałów?

Jest też i inna wątpliwość. Agca nie jest pewien, czy oddał dwa, czy trzy strzały. Zbadano jednak tylko jedną kulę. Ekspertyza balistyczna i ślady postrzałowe na papieskim samochodzie wskazują, że faktycznie oddano do niego więcej niż dwa strzały i że najprawdopodobniej oddawano je z różnych miejsc. Wiele więc wskazuje, że zamachowców było dwóch i że co najmniej jeden strzał mógł oddać Celik. Jeden ze świadków, który sfotografował uciekającego Celika, twierdził, że widział w jego ręku broń. Mogłoby to oznaczać, że pierwotny plan z góry zakładał udział dwóch strzelców. Być może dlatego Agca i Celik ustawili się w dogodnych pozycjach do strzału ok. 40–50 metrów od siebie, by otworzyć ogień, gdy papież będzie między pozycjami obu zamachowców. Problemem jest także to, że włoscy śledczy nigdy nie zbadali kuli, która obecnie znajduje się w koronie Matki Boskiej Fatimskiej w Jej sanktuarium. Pocisk został znaleziony w papieskim samochodzie i to on spowodował największe spustoszenie w organizmie postrzelonego papieża. Jan Paweł II ofiarował go rok później sanktuarium fatimskiemu.

Zamach na Jana Pawła II był jednym z najważniejszych i najbardziej dramatycznych wydarzeń lat 80. XX wieku. Bez wątpienia mógł zmienić losy świata. Jak wiele ważnych zdarzeń wciąż kryje tajemnice. Choć powoli zrywane są kotary kłamstw, wciąż jeszcze nie wszystko zostało odkryte.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Autopromocja

    Reklama

    Reklama

    Reklama